Nie wytrzymała
Składam pozew o rozwód powiedziała spokojnie Weronika, podając mężowi kubek herbaty. A adekwatnie już go złożyłam.
Brzmiało to tak zwyczajnie, jakby mówiła o czymś banalnym, na przykład: Na obiad kurczak z warzywami.
Mogę zapytać, z jakiego… Hm, dobra, nie przy dzieciach Jakub, widząc dwie bardzo zaciekawione buzie synów, zaczął mówić ciszej i spokojniej. Czym ci podpadłem? I nie wspominając już, iż dzieci potrzebują ojca.
Myślisz, iż nie znajdę dla nich innego ojca? Weronika przewróciła oczami z lekkim uśmiechem. Czym podpadłeś? Chyba wszystkim! Liczyłam, iż przy tobie moje życie będzie jak spokojne jezioro, a tu ciągle tylko rwąca rzeka!
Chłopaki, wszystko zjedzone? nie chciałem ciągnąć tej rozmowy przy dzieciach. No to lećcie się bawić. I nie podsłuchiwać! zawołałem jeszcze za nimi, znając psotny charakter moich synów. A teraz możemy porozmawiać dalej.
Weronika lekko się skrzywiła. choćby tu próbuje rządzić! Udaje ojca roku…
Mam dość takiego życia. Nie chcę spędzać codziennie ośmiu godzin w pracy, uśmiechać się do współpracowników, tłumaczyć klientom… Chcę spać do południa, chodzić po drogich butikach, po salonach urody. Ale ty nie potrafisz mi tego zapewnić. Dość tego. Oddałam ci najlepsze dziesięć lat swojego życia…
Możesz darować sobie te wzniosłe teksty? przerwałem jej sucho. To nie ty uparłaś się dziesięć lat temu, żeby mnie złapać na ślub? Ja wcale nie rwałem się do żeniaczki.
Pomyliłam się, zdarza się.
Rozwód poszedł gwałtownie i bez większych emocji. Postanowiłem, choć niechętnie, zostawić chłopców z matką pod warunkiem, iż w każdy weekend oraz podczas ferii będą u mnie. Weronika bez sprzeciwu się zgodziła.
Pół roku później przedstawiłem chłopcom moją nową żonę. Pogodna i ciepła Luba od razu podbiła serca moich synów i z utęsknieniem czekali na nasze weekendy. Ich entuzjazm niezmiernie denerwował Weronikę.
Jeszcze bardziej zirytował ją fakt, iż odziedziczyłem spory spadek po jakimś stryjecznym wujku, kupiłem duży dom pod Warszawą i żyło nam się bardzo wygodnie. O pracę jednak nie rzuciłem, alimenty płaciłem niewielkie, woląc sam ubierać chłopców od stóp do głów i fundować im najnowsze gadżety. choćby alimenty kontrolowałem osobiście!
Czemu ona nie mogła wytrzymać jeszcze tego pół roku? Gdyby Weronika wiedziała, jak życie się ułoży… Ech, dzisiaj wszystko wyglądałoby inaczej!
Może jednak nie wszystko stracone?
*************************
Może napijesz się herbatki? Tak jak kiedyś powiedziała Weronika, figlarnie kręcąc palcem kosmyk włosów. Króciutka sukienka podkreślała wszelkie atuty, perfekcyjny makijaż odejmował lat… Widać było, iż się postarała.
Nie mam czasu rzuciłem obojętnie, patrząc na byłą żonę. Chłopcy spakowani?
Jeszcze czegoś szukają, pewnie będą się krzątać z dziesięć minut, dobrze ich znam przeciągnęła, nie zamierzając się poddawać. Może powinniśmy wspólnie spędzić Sylwestra? Kacper z Jurkiem pół dnia ubierali choinkę
Przecież w sądzie było ustalone, iż ferie są moje. My świętujemy w jednej super wiosce na Mazurach dużo śniegu, narty, snowboard. Luba wszystko przygotowała.
Ale przecież to rodzinne święto…
No to będziemy świętować rodziną. Będziesz się awanturować zabiorę chłopaków na stałe.
Kiedy zamknęły się za mną i dziećmi drzwi, Weronika w złości roztrzaskała serwis za kilkaset złotych, który dostaliśmy w prezencie ślubnym. Luba znowu! Wraca się do naszych synów jak do własnych, choć pewnie tylko czeka aż wrócą do matki. Kto jak kto, ale Weronika wie, jacy Kacper z Jurkiem są żywiołowi!
W sumie Może w tym tkwi sposób? Kobieta uśmiechnęła się do siebie. Jeszcze nie wszystko stracone. niedługo pieniądze Jakuba znowu będą w jej rękach
********************
Co to ma znaczyć? Zapytałem, widząc walizki na progu.
Jak to co? Rzeczy. Kacpra i Jurka Weronika delikatnie kopnęła ciężką walizkę, która się za chwile zachwiała. Skoro ty już sobie wszystko w życiu poukładałeś, to ja też chcę mieć szansę. Ale wiesz przecież, nie każdego faceta zachwyci cudze dzieci, więc od dziś chłopcy mieszkają z tobą. Już byłam w opiece, powiedziałam jak sprawy stoją, formalności załatwisz sam. Ja lecę na urlop z bardzo obiecującym adoratorem.
Patrząc jak odchodzi i wsiada do czekającego pod blokiem auta, byłem osłupiały. Ciekawe, ile ta święta Lubusia wytrzyma z chłopakami? Tydzień? Dwa? Założę się, iż nie dłużej. Pewnie w końcu wybiorę dzieci, a nie nową żonę wtedy Weronika mnie odzyska, razem z całą kasą
Przeszedł tydzień. Potem miesiąc. Kolejny. Ale telefonu od Weroniki, by odebrać chłopców, nie było. Z rozmów z synami wynikało, iż Luba ani razu nie podniosła na nich głosu! Jak to możliwe? Te dwa rozrabiaki nagle zamieniły się w aniołki? Niemożliwe!
I co, jak tam chłopaki? Jeszcze ich nie masz dość? Nie wytrzymała i zadzwoniła do mnie.
Super, są grzeczni, pomagają, fajni chłopcy odpowiadałem z wyraźnym ciepłem w głosie. Złoci chłopcy po prostu!
Tak? zdziwiła się. U mnie wiecznie tylko psoty…
Bo z dziećmi trzeba się zajmować prychnąłem. A ty wiecznie wlepiałaś nos w telefon. I jeszcze jedno przeprowadzamy się. Jak chcesz, mogę przywieźć chłopców na ferie.
Co? Przecież to też moje dzieci!
Sama oddałaś mi do nich prawa roześmiałem się szczerze. Matka roku z ciebie.
Weronice nie pozostało nic innego, jak tylko gryźć się z zazdrości. Męża nie odzyskała (a adekwatnie jego pieniędzy), nowy kawaler nie wypalił, a dzieci akurat daleko. Zresztą, chyba jej to nie przeszkadzało zbyt dobrze jej było poświęcać czas tylko sobie.
Toż to niesprawiedliwość! Dziesięć lat czekała, a pół roku przed spełnionym życiem odpadła z wyścigu…
Niesprawiedliwe…
Dziś tylko sobie powtarzam czasem wystarczy chwila cierpliwości i chęci, by świat odwrócił się do Ciebie lepszą stroną. A ja swoją szansę wykorzystałem, a Weronika nie.






