Nie wytrzymała – „Składam pozew o rozwód,” powiedziała spokojnie Weronika, podając mężowi kubek herb…

polregion.pl 3 godzin temu

Nie wytrzymała

Składam pozew o rozwód powiedziała spokojnie Weronika, wręczając mężowi kubek z herbatą. adekwatnie już złożyłam.

Powiedziała to tak zwyczajnie, jakby opowiadała o codziennych sprawach. Coś w stylu: Na obiad będzie dziś kurczak z warzywami.

Mogę wiedzieć, od kiedy hmm, lepiej nie przy dzieciach Piotr spuścił głos, widząc zaniepokojone miny dwóch synów. Czym ci zawiniłem? I nie wspominam już o tym, iż dzieci potrzebują ojca.

Myślisz, iż innego ojca im nie znajdę? Weronika przewróciła oczami i wzruszyła ramionami. Czym nie zadowoliłeś? Wszystkim! Myślałam, iż życie z tobą będzie spokojne, jak tafla jeziora, a nie rwącą rzeką.

Chłopcy, zjedliście wszystko? Piotr nie chciał kontynuować rozmowy przy dzieciach. No to biegiem się bawić. I nie podsłuchiwać! krzyknął jeszcze za nimi, znając ich żywiołowe charaktery. A teraz wróćmy do rozmowy.

Weronika z niesmakiem zacisnęła usta. choćby tutaj musi rządzić! Udaje najlepszego ojca…

Mam dość takiego życia. Nie chcę siedzieć w pracy po osiem godzin, udawać przyjazną koleżankę, uśmiechać się do klientów Chcę spać do południa, chodzić po ekskluzywnych butikach, odwiedzać salony piękności. A ty mi tego zapewnić nie możesz. Wystarczy! Oddałam ci najlepsze dziesięć lat mojego życia…

Daruj sobie te wzniosłe słowa przerwał chłodno Piotr. To nie ty przypadkiem przez dziesięć lat robiłaś wszystko, by wyjść za mnie za mąż? Ja przecież nie rwałem się do ślubu.

Pomyliłam się, każdemu się zdarza.

Rozwód przeprowadzono gwałtownie i bez rozgłosu. Z dużym trudem Piotr zgodził się, by synowie zostali z matką, pod warunkiem, iż będą do niego przyjeżdżać na każde weekendy i ferie. Weronika chętnie się zgodziła.

Pół roku później Piotr przedstawił dzieciom swoją nową żonę. Uśmiechnięta, promienna Luba zdobyła serca chłopców i nie mogli się doczekać odwiedzin, czym doprowadzali matkę do szału.

Jeszcze bardziej drażniła ją wiadomość, iż Piotr odziedziczył spory majątek po dalekim kuzynie, kupił duży dom pod Warszawą i wiódł sobie dostatnie życie. Pracy jednak nie rzucił, alimenty płacił symboliczne, woląc sam ubierać synów od stóp do głów i kupować im coraz to nowsze gadżety. Na dodatek kontrolował wydatki na dzieci!

Dlaczego nie mogła wytrzymać jeszcze tych kilku miesięcy? Gdyby wtedy Weronika wiedziała, jak się wszystko potoczy… Teraz chętnie by zmieniła swoje decyzje!

Może jednak nie wszystko jeszcze stracone?

*************************

Napijesz się herbaty? Tak jak dawniej zalotnie uśmiechnęła się Weronika, kręcąc na palcu kosmyk swoich długich włosów. Krótką sukienką podkreślała atuty, starannie wykonany makijaż odejmował jej kilka lat Naprawdę się postarała wyglądała znakomicie!

Nie mam czasu odpowiedział Piotr, rzucając jej obojętne spojrzenie. Chłopcy są już gotowi?

Coś jeszcze szukają, zejdzie im z dziesięć minut, znam ich wydęła usta, ale nie ustępowała. Może spędzimy razem Sylwestra? Kacper z Jankiem pół dnia stroili choinkę.

Uzgodniliśmy przecież w sądzie, iż ferie są u mnie. A świętujemy w pięknej górskiej wiosce, gdzie jest góra śniegu i dużo tras na narty oraz snowboard. Luba wszystko zaplanowała.

Ale to rodzinne święto…

Właśnie dlatego spędzimy je jak rodzina. jeżeli będziesz robić problemy, złożę wniosek o pełną opiekę nad dziećmi.

Gdy za byłym mężem i przepełnionymi euforią synami zamknęły się drzwi, Weronika w furii potłukła drogą porcelanę, którą dostali na ślub. Luba… Znowu ta Luba! Po co ona się zawsze wtrąca? Pewnie tylko udaje szczęśliwą przy chłopcach, a w głębi duszy odlicza dni do ich powrotu. Weronika zna swoje dzieci nieposłuszne i uparte!

A może To wcale nie jest zły pomysł? Rozmarzyła się. Jeszcze wszystko może wrócić na jej korzyść. Wszystkie pieniądze Piotra mogą być znów pod jej ścisłą kontrolą…

********************

Co to ma być? Piotr uniósł brwi, widząc walizki na progu.

Jak to co? Rzeczy. Kacpra i Janka Weronika kopnęła jedną z walizek, aż się zachwiała. Skoro ty już sobie życie ułożyłeś, to pora, żebym i ja to zrobiła. Ale wiesz, nie każdy facet przygarnie cudze dzieci, więc chłopcy zostaną z tobą. Byłam już w opiece społecznej, wszystko zgłoszone, wystarczy załatwić formalności. Teraz twoja kolej, ja wyjeżdżam z nowym, bardzo obiecującym partnerem.

Zostawiwszy osłupiałego Piotra w korytarzu, Weronika wolnym krokiem podeszła do czekającego auta. Ciekawe, na jak długo ta święta Lubcia wytrzyma? Tydzień? Dwa? Najwyżej dwa. Piotr, wybierając między synami a nową żoną, na pewno postawi na dzieci. Wróci do Weroniki. I z pieniędzmi…

Minęły dwa tygodnie. Miesiąc. Dwa. I żadnego telefonu z żądaniem odebrania dzieci. Z rozmów z chłopcami wynikało, iż Luba ani razu nie podniosła na nich głosu! Jakim cudem? Te dwa rozrabiaki nagle zamieniły się w aniołki? To niemożliwe!

Jak chłopcy dają radę? przez cały czas ich znosisz? Weronika nie wytrzymała i zadzwoniła do byłego męża.

Są fantastyczni, grzeczni, pomocni głos Piotra wyraźnie złagodniał, kiedy wspomniał o synach. Po prostu złote dzieciaki!

Tak? dopytywała zaskoczona. U mnie zawsze kombinowali…

Bo dzieci potrzebują uwagi parsknął Piotr. A ty nie odrywałaś się od telefonu. A na marginesie, informuję cię wyprowadzamy się. jeżeli chcesz, mogę przywieźć chłopców na ferie.

Ale to przecież i moje dzieci!

Sama zrzekłaś się do nich praw zaśmiał się Piotr. choćby matką trudno cię nazwać.

Weronice pozostało tylko gryźć palce. Ani nie odzyskała męża, ani jego pieniędzy, z nowym partnerem się nie ułożyło, a dzieci będą teraz daleko. Choć prawdę mówiąc, nie tęskniła za nimi za bardzo polubiła swoje beztroskie życie.

To jakaś niesprawiedliwość! Dziesięć lat wytrzymała, a pod sam koniec zrezygnowała ze wszystkiego…

Niesprawiedliwe, choć może właśnie po to, żeby zrozumieć, iż szczęście buduje się codziennie, a cierpliwość i troska o innych wraca do nas ze zdwojoną siłą.

Idź do oryginalnego materiału