Nie wygląda to dobrze, iż twoje dzieci mają mieszkania, a mój syn nie ma nic. Załatwmy mu mieszkanie na kredyt hipoteczny!
Ostatnio mój mąż Jarosław stwierdza, iż moje dzieci już mają swoje mieszkania, a jego syn nie, i powinniśmy poważnie zastanowić się, jak zapewnić mu mieszkanie. Wyjaśnię moje dzieci to właśnie moje i nasze dzieci, a syn Jarosława pochodzi z jego pierwszego małżeństwa.
Zastanawiam się, dlaczego to przede wszystkim ja mam się martwić o przyszłość mieszkaniową tego chłopaka? Oczywiście wiedziałam o wcześniejszym związku Jarosława i o jego dziecku. Dlatego nie śpieszyłam się specjalnie z decyzją o ślubie.
Mieszkaliśmy razem przez trzy lata przed ślubem. Obserwowałam, jak Jarosław zachowuje się wobec swojej byłej żony i syna. Po roku naszego małżeństwa urodziłam synka, a dwa lata później jeszcze jednego.
Jarosław to dobry mąż, także świetny ojciec. Dużo czasu poświęca mnie i dzieciom, dobrze zarabia. Jasne, czasem się kłócimy, jak każda rodzina nie ma idealnych małżeństw.
Mieszkamy w mieszkaniu, które odziedziczyłam po moim ojcu. Mama rozstała się z nim, gdy byłam malutką dziewczynką. Po rozwodzie wyszła ponownie za mąż, ale nie miała już więcej dzieci.
Jarosław i jego była żona całe życie mieszkali w wynajmowanych mieszkaniach, przez lata próbowali uzbierać na wkład własny, ale nigdy się nie udało. Kiedy się rozstali, jego była żona wróciła do swoich rodziców. Sam Jarosław również wynajmował potem mieszkanie.
Po naszym ślubie zamieszkał u mnie. Nie rozmawialiśmy, czyje jest mieszkanie po prostu razem go remontowaliśmy, kupowaliśmy meble, urządzaliśmy się wspólnie. Ale półtora roku temu zmarły po sobie moje babcie: mama mojej mamy i mama mojego taty. Obie zostawiły mi w spadku swoje mieszkania.
Moje dzieci są jeszcze małe, uznałam więc, iż będę wynajmować oba mieszkania. Gdy dorosną, każde dostanie swoje. Teraz pieniądze z wynajmu jednego przekazuję mamie, żeby miała solidniejszą emeryturę, a dochód z drugiego mieszkania to dla mnie dodatkowa poduszka finansowa. Wiadomo złotówek nigdy za wiele.
Jarosław nigdy się nie wtrącał w sprawy mieszkaniowe to nie jego własność ani spadek. Uprzedziłam go jeszcze na początku, iż kiedy chłopcy dorosną, obaj dostaną po mieszkaniu. Zgodził się, sprawa była oczywista.
Aż nagle mówi do mnie:
Mój syn już za kilka lat kończy liceum. Powinien zająć się swoją przyszłością!
Nie rozumiałam, do czego zmierza, więc słucham dalej.
Twoje dzieci mają swoje cztery kąty! Mój syn nie! Kupmy mu mieszkanie na kredyt hipoteczny! oświadcza nagle Jarosław.
Byłam w szoku! Mam mnóstwo pytań. Po pierwsze, pytam Jarosława, dlaczego wspólne dzieci nagle stały się moimi? Jarosław prosi tylko, abym nie traktowała jego słów dosłownie.
Chodzi o to, iż mój syn nic nie dostanie w spadku. Chciałbym, żeby też miał swoje miejsce do życia!
To dobrze, iż się tym martwisz! Ale twój syn ma mamę i tatę, nie jestem za to odpowiedzialna. Czy jego mama nie interesuje się tym?
Jarosław tłumaczy, iż jego była żona ledwie wiąże koniec z końcem, rodzice jej pomagają, a on nie udźwignie spłaty kredytu samodzielnie. Ale gdybyśmy razem pokrywali raty, byłoby w porządku. Warunek mieszkanie zapisane na syna. My jednak spłacalibyśmy kredyt.
Przecież mamy dwie dobre pensje i jeszcze dochody z wynajmu! Damy radę! przekonuje mnie Jarosław.
Może damy radę, ale trzeba będzie naprawdę mocno zacisnąć pasa. Jarosław płaci alimenty na swojego syna, a gdy ten pójdzie na studia, też będzie musiał mu pomagać jego matka nie ma środków. Więc z powodu rodzinnych zobowiązań Jarosława moi synowie nie będą mieć wakacji, wspólnych wyjazdów nad Bałtyk czy w Tatry. Wszystko dla tego, żeby Jarosław mógł być postrzegany jako dobry tata?
Zrozumiałabym, gdyby Jarosław sam zapewnił mieszkania naszym dzieciom, a teraz chciałby sprawiedliwie zadbać o pierworodnego. Ale to ja zapewniłam dzieciom dach nad głową. Jarosław nie włożył w to choćby złotówki. Dlaczego więc mam płacić za mieszkanie jego syna?
Powiedziałam Jarosławowi wprost: jeżeli tak bardzo zależy mu na synu, to niech jego była żona weźmie kredyt hipoteczny, niech spłaca go alimentami.
Ja do tego ręki nie przyłożę!
Jarosław obraził się i nie odzywa się do mnie już od tygodnia. Szkoda tylko, iż mnie nie rozumie…



