– Nie wygląda to dobrze, iż Twoje dzieci dostaną mieszkania, a mój syn zostanie z niczym. Kupmy mu w…

polregion.pl 17 godzin temu

Dziwnie to wygląda, iż twoje dzieci dostaną mieszkania, a mój syn nie. Załatwmy mu własne mieszkanie, choćby na kredyt hipoteczny!

Ostatnio mój mąż Janusz stwierdził, iż moje dzieci będą miały gdzie mieszkać, a jego syn zostanie z niczym, więc czas się zastanowić, co zrobić, żeby również jego dziecko miało swoje cztery kąty. Muszę wyjaśnić, iż moje dzieci są także dziećmi Janusza, natomiast Paweł to jego syn z pierwszego małżeństwa.

Ale dlaczego to ja mam się przejmować mieszkaniem dla Pawła? Przecież to dziecko Janusza i jego byłej żony. Wiedziałam od początku, iż ma za sobą rozwód i syna, dlatego nie spieszyłam się z decyzją o ślubie.

Przez trzy lata mieszkaliśmy razem, zanim się pobraliśmy. Uważnie przyglądałam się, jaki ma stosunek do byłej rodziny. Po roku wspólnego życia urodziłam syna Wojtka. Dwa lata później, powitaliśmy na świecie drugiego syna Macieja.

Jestem zadowolona z Janusza jako męża i ojca. Poświęca nam czas, dba o nas i dobrze zarabia. Oczywiście, jak to w rodzinie, czasem się sprzeczamy, ale kto się nie kłóci?

Mieszkaliśmy w mieszkaniu, które odziedziczyłam po ojcu. Moja mama rozwiodła się, gdy byłam jeszcze w zerówce. Wyszła potem ponownie za mąż, ale już nie miała więcej dzieci.

Janusz oraz jego była żona przez całe małżeństwo wynajmowali kawalerkę w Gdańsku. Starali się odkładać na własny kąt, ale nigdy nie uzbierali wystarczająco. Po rozwodzie jego żona wróciła do rodziców, a Janusz wynajmował pokój na obrzeżach miasta.

Kiedy wzięliśmy ślub, zamieszkał ze mną. Nigdy nie rozliczaliśmy się z tego, czyje jest mieszkanie po prostu razem je utrzymywaliśmy, remontowaliśmy i wyposażaliśmy. Jednak półtora roku temu zmarły kolejno obie moje babcie mama mojej mamy i mama mojego taty, zostawiając mi w testamencie mieszkania: jedno w Warszawie, drugie w Poznaniu.

Póki chłopcy są jeszcze mali, postanowiłam wynajmować te mieszkania. Kiedy dorosną, jedno przypada Wojtkowi, drugie Maćkowi. Z wynajmu mieszkania w Warszawie przekazuję mamie miesięcznie 1800 złotych, żeby miała lepszą emeryturę. Z drugiego mieszkania mam dodatkowy dochód do mojej pensji. Bo przecież pieniądze zawsze się przydadzą.

Janusz nigdy nie wtrącał się w te sprawy. Nie miał do nich prawa, bo mieszkania nie były jego. Od początku ustaliliśmy: kiedy nasze dzieci dorosną, każde z nich dostanie swoje mieszkanie. Janusz się zgodził i temat był zamknięty.

Aż tu nagle pewnego wieczoru mówi:
Paweł za dwa lata kończy liceum. Jest już niemal dorosły, powinien myśleć o przyszłości!

Nie miałam pojęcia, do czego dąży, więc słuchałam dalej.
Zobacz, twoje dzieci będą miały mieszkania. A mój syn nie! Zróbmy coś! Weźmy kredyt hipoteczny i kupmy mieszkanie Pawłowi! wypalił nagle.

Zbaraniałam. Po pierwsze: od kiedy nasze dzieci stały się tylko moimi? Janusz poprosił, żebym nie czepiała się słówek.

Ale Paweł nic po mnie nie odziedziczy! Chcę, żeby miał gdzie mieszkać!
To dobrze, iż dbasz o syna! Ale przecież Paweł ma matkę i ojca wy to musicie się zatroszczyć! Gdzie jest jego matka w tym wszystkim?

Janusz tłumaczył, iż jego była żona ledwie wiąże koniec z końcem, a jej rodzice pomagają na miarę ich możliwości. Sam Janusz, jak mówi, nie jest w stanie udźwignąć kredytu hipotecznego, ale razem dźwigniemy wszystko. Oznaczało to, iż miałabym się zgodzić, by razem z Januszem kupić mieszkanie na Pawła oczywiście kredyt byłby na nasze głowy, ale mieszkanie zapisane na syna.

Z naszych dwóch pensji i przychodów z wynajmu damy radę! przekonywał.

Dać radę pewnie tak, tylko, iż wiązałoby się to z ogromnymi wyrzeczeniami. Janusz przecież co miesiąc płaci alimenty, a kiedy Paweł pójdzie na studia, ojciec będzie musiał mu dalej pomagać bo była żona nie ma pieniędzy. W praktyce oznacza to, iż ja i moi synowie nie pojedziemy w tym roku do Zakopanego, nie zobaczą morza. Odłożymy wszystkie plany, by Janusz mógł zostać tatą na medal?

Zrozumiałabym, gdyby Janusz sam zapewnił dzieciom mieszkania i chciał to samo zrobić dla Pawła. Ale przecież to mieszkania po moich przodkach, on nie ma z tym nic wspólnego. Czemu miałabym płacić za cudze zobowiązania?

Powiedziałam od razu: jeżeli tak bardzo się martwi, niech jego była żona weźmie kredyt, albo Janusz niech płaci na mieszkanie z alimentów.
Ja się na to nie piszę!

Janusz się wściekł. Nie odzywa się ode mnie już ponad tydzień. Szkoda, iż nie potrafi zrozumieć mojej perspektywy.

Czasem trzeba umieć oddzielić serce od rozsądku w rodzinie też. Dobroć to nie tylko wyrzekanie się swoich planów dla innych, ale też dbanie o sprawiedliwość i bezpieczeństwo własnych dzieci. Pomagać trzeba z głową, nie z poczucia winy czy presji.

Idź do oryginalnego materiału