Nie zostanę, odchodzę!
No i tak miała rację nasza Grażyna wyczuła, iż jej mąż to nie jest ten, którego znała.
No to leć, nie da się cię przytrzymać!
A to jeszcze nie koniec! Z Wandą zabierzemy dziewczynki do domu trzeba im dać tatę i mamę! wykrzyknął Olek.
Grażyna poznała Olka na przyjęciu u znajomych. Od razu przyciągnął ją ten milczący, trochę zagubiony facet. Coś w jego spojrzeniu mówiło: Jestem trochę roztrzepany, ale to urocze!. Wszyscy dotychczasowi mężczyźni, których znała, byli pewni siebie i mieli pojęcie o twardych prawdach życia.
Spędzili razem wieczór, gadali, śmiali się Grażynie było ciekawie. W pewnym momencie Lidia, przyjaciółka, która zaprosiła Aleksandrę na urodziny, szepnęła, gdy Olek wybrał się do toalety:
Uważaj, on ma przyczepkę!
Co to ma znaczyć przyczepka? nie zrozumiała Grażyna.
Dosłownie ma dwoje dzieci!
Dwoje dzieci? zdziwiła się Grażyna. W ciągu całego wieczoru nie padło ani słowo o dzieciach, ani o żonie. Gdy już wiedziała, iż są dzieci, pomyślała od razu o żonie!
Okazało się jednak, iż żona zniknęła. Nie była to adekwatnie żona, a ukochana, z którą mieli wziąć ślub. Olek uciekł, zostawiając dwie małe bliźniaczki córki, które teraz wychowuje razem z mamą.
To dopiero czary-mary! pomyślała Grażyna. Co za facet! W naszym wieku to już rzadkość!
Zagubienie Olka? Tylko na wsi można się tak zgubić!
Dlaczego nie powiedziałeś mi nic o dziewczynkach? zapytała Grażyna, kiedy Olek wrócił do pokoju.
Bo wszyscy się boją! odpowiedział szczerze po chwili milczenia. A ty i tak uciekniesz! A ja naprawdę nie chcę, żebyś odjeżdżała.
Nie uciekam! przysiągła Grażyna. Zrozumiała, iż nie ma dokąd biec, i dotrzymała słowa.
Olek odprowadził ją do domu, a oni umówili się na kolejny raz. Olek zachwycił się piękną Aleksandrą, a tatasamotnik też mu się spodobał. choćby trójletnie dzieci nie przeszkodziły w tym, iż wpadła w zaułek.
Mama mnie wyrzuciła, kiedy Lidia zaprosiła na urodziny wyjaśnił Olek. Bo mówi, iż zaraz zwariuję. Z dziećmi to nie ma co się bawić!
Mama mogła się pojąć: szwagierka uciekła rok temu z innym, zostawiając bliźniaczki na pastwę losu. Nie oddała ich nikomu, a sama przygarnęła. To był swego rodzaju obywatelski czyn, w naszych czasach rzadki.
Aleksandra zaczęła lubić tego nieco nieśmiałego tatęsamotnika. Do dwudziestu pięciu lat miała już nieudanego małżonka burzliwy studencki romans, który nie doprowadził do szczęścia. Szkoda, iż małżeństwo nie zadziałało.
Na studiach wszystko szło gładko, ale kiedy po ślubie zaczęli mieszkać razem, okazało się, iż mają diametralnie różne poglądy.
No i co? powiedzieliby inni. Prawie każdy ma takie rozbieżności. Czy wszyscy powinni się rozwodzić? Trzeba umieć ustąpić i dogadywać!
Grażyna zaczęła ustępować, bo jej mąż nie chciał tego robić: Moje słowo prawo!
Dobrze! zgodziła się Grażyna. Żona ma się bać męża! Ale wszystko, co mówił ukochany, nie było tym, czego oczekiwała.
Po studiach Aleksandra od razu wzięła pracę, a dla Olka nie znalazło się odpowiednie stanowisko wszędzie coś nie pasowało: nieładny grafik, głupi szef, kolejna przeszkoda. Tutaj nie ma tego, czego chcę! jęczał.
Czarny humor Igorza, z którym kiedyś było wesoło, nie miał już sensu: Mamy już wszystko, kochana! mawiał.
Mieli gdzie mieszkać: zmarła babcia zostawiła Aleksandrze swój kamieniczny stalinowski dom. Ale dziewczyna nie wyobrażała sobie takiego życia rodzinnego. Igor w domu nic nie robił nie było to królewskie zajęcie!
Zatrudnij służących, królu! radziła żona, mając dość noszenia mu brudu. Albo zamów sprzątanie!
Aleksandra zdała sobie sprawę, iż postawiła na niewłaściwego konia. Nie doszła choćby do mety, bo Igor okazał się ciastkiem bez nadzienia.
Rozczarowany mąż wrócił do mamy, a Saśka trzy lata nie patrzyła na żadnego mężczyznę dziękczynienie za brak wyboru.
Teraz w jej życiu pojawił się Olek. Nie tylko się pojawił niedługo oświadczył się i przedstawił rodzinie: urocze bliźniaczki i mamę Zofię!
Saśka zrozumiała, iż chce być z nimi, już po uszy zakochała się.
Dom był pełen zamieszania nie dziwi się, bo ambitna dziewczyna wbijała głowę w bęben, nie z przymusu, a z własnej woli!
Nie myślałam, iż jesteś taką ! krzyczała mama. Po co się tak szalejesz? Są przecież dobrzy mężczyźni!
Mamo, Olek jest całkiem normalny! próbowała obronić córka.
Normalny? wtrącił tata. Ten normalny zaraz powiesi się na własnych…! Wiesz, co cię czeka?
Co mnie czeka? zapytała Grażyna. A gdybym urodziła dwójkę? To samo!
Nic takiego! ryknął ojciec. Jedna sprawa własne dzieci, inna cudze! Matka uciekła, a geny nie da się wymazać! Będą rosły jak drzewka co zrobisz?
Dlaczego będą rosły? myślała Saśka. Z Olkiem będzie normalna rodzina, kochający tata i mama. Człowiek to nie tylko geny, ale i to, co w nim zaszczepimy w dzieciństwie!
Na ślub nie przyszli rodzice panny młodej, ani rodzice pana młodego zostali w domu z wnuczkami. Dlatego ceremonia była skromna: spotkanie w kawiarni z świadkami i to wszystko.
Po ślubie facet z przyczepką wprowadził się do kamienicy. niedługo w rodzinie Nowaków pojawiło się trzy chłopaki Saśka urodziła wspólną córeczkę.
Rodzice stopniowo się ocieplili, bo w końcu byli wnukami! Nie dzielili się dziećmi byli mądrzy i wiedzieli, iż podział doprowadziłby do kłótni. A tak żyją spokojnie, dzięki Bogu!
Starsze córki chodziły do przedszkola, a młodsza pomagała babci. Swaty zaprzyjaźniły się doskonale!
Pierwszą żonę Olka udało się pozbawić praw rodzicielskich rodzice i swata wpadli w szał: Złapię go, zaraz dam mu…! krzyczała Zofia.
Alimenty jednak nie udało się wyegzekwować: Wanda zniknęła na dobre. Może to i lepiej.
Dziewczyny wiedziały, iż Grażyna jest ich nie-biologiczną mamą pamiętały przedszkolne wrażenia, małe przebłyski innej mamy. Ukrywać nic nie mieli sensu.
Czas płynął, a dziewczynki rosły, ciesząc rodziców. Aleksandra i Olek pracowali razem zwykła, normalna rodzina.
Pierwsza żona pojawiła się, gdy dziewczynkom było czternaście. Tak, jakby nic się nie stało, jakby to były tylko dwanaście lat!
Olek, wracając z zakupów, wrócił nieobecny i z pustą torbą spotkał Wandę!
Jaka Wanda? zapytała żona, bo nie pamiętała tej zaginionej mamy.
Moja Wanda! odparł Olek.
Słowo moja przeszyło Grażynę: A ona kim była? Czuła dreszczyk. Wszystko wydawało się takie samo i jednocześnie inne…
Gdzie ją spotkałeś?
W naszym sklepie!
Co robiła? Również szła po zakupy?
Wydawało się, iż po prostu stała…
Po prostu stała? Czy czekała na coś? Co się z nią stanie? pomyślała Grażyna i głośno zawołała:
I co ci powiedziała? Coś ci powiedziała?
No, powiedziała! niechętnie odpowiedział mąż.
Co? Dlaczego mam wyciągać z ciebie wszystkie informacje?
Bo znów spotkał największą miłość swojego życia Wandę, niezmienioną od lat, słodką, czekoladową! To była jego mała iskierka w szarej codzienności.
Aleksandra była tak…
Wanda przyznała, iż wzięła się w garść. Nie było co się śmiać! Z Olkiem już nie było szans on znalazł młodszą. Dzieci nie było.
Więc zaczynamy od nowa, Olek? spytała Wanda, lekko dotykając go palcami.
Olek podążył za nią, jakby lata nie istniały.
Pamiętają mnie dziewczynki? zapytała Wanda.
Dziewczynki już jej nie pamiętały miały nową mamę, Grażynę.
Oczywiście! kłamał mężczyzna: w miłości wszystkie środki są dopuszczalne.
No to do przodu: matka jest matką! kontynuowała piękna kobieta. Wiem, iż jesteś żonaty! Rozwódź się, weź dziewczynki i wróć do mnie!
Wymienili numery telefonów: Zadzwoń, czekam! i Olek poszedł do domu. Jak wytłumaczyć żonie cały ten bałagan? Rozwód i zabranie córek? Facet stracił rozum i postanowił działać… Nie miał litości ani dla wiernej Aleksandry, ani dla dwóch przyzwyczajonych dziewczynek widział cel i nie widział przeszkód. Hormony, te przeklęte hormony…
Olek wciągnął powietrze i krzyknął:
Odchodzę!
Grażyna poczuła, iż jej przeczucie się potwierdziło nie znała dobrze Olka! Jedno spotkanie z byłą żoną wystarczyło, by wszystko wymazać.
Aleksandra chwilę milczała, zebrała siły, po czym rzekła:
No to leć! Nie da się cię przytrzymać!
Ale to nie wszystko! Z Wandą zabierzemy dziewczynki! wykrzyknął Olek. Dziewczynki potrzebują ojca i mamy!
Tak? spokojnie zapytała żona. A kto ci to da?
Kto da? my, biologiczni rodzice, a prawo po naszej stronie! Każdy sąd będzie po naszej!
No nie, nie! kontynuowała żona, nie zmieniając tonu. A co z tym, iż ich matka jest pozbawiona praw rodzicielskich? Zapomniałaś, Kazimierzu?
Rozwiążemy to! odparł Olek. I opiekę też! A ty uprzedź córki!
Nie, nie. odparła żona. Kto wymyślił, ten i prowadzi.
Dzień był niedzielny, wszyscy byli w domu. Tęskny tata przekazał dziewczynkom sensacyjną wiadomość: niedługo będziemy razem!
Już jesteśmy razem! zawołały głośno Ania i Tajna.
Nie, mam na myśli waszą prawdziwą mamę! dodał ojciec.
To o kogo chodzi? Nie rozumiemy! spytała Ania, wskazując bladą Grażynę. To nasza mama!
Nie, macie inną, biologiczną mamę!
To ta, co uciekała sto lat temu? I której Zofia ciągle chciała wytłumaczyć, iż ma ją… dopytała Ania z sarkazmem.
Ona się zmieniła i przyznała się do błędów!
Cieszymy się za nią, niech się dalej przekształca! A co z nami?
Jak to? jesteśmy rodziną!
Aleksandra milczała, pozwalając dziewczynkom wybrać, co chcą zrobić przyjęła ich decyzję.
Tato, serio? zapytała Ania. Naprawdę myślisz, iż my i ta obca ciotka powinniśmy razem mieszkać?
Nie mów tak o swojej mamie! nagle krzyknął ojciec, jakby to był naprawdę poważny temat. jeżeli nie zechcecie dobrowolnie, będziemy z Wandą walczyć w sądzie!
Potem odszedł, chyba szedł do swojej ukochanej nie miał już dokąd iść. Później wytoczył sprawę rozwodową.
Olek dotrzymał groźby i złożył pozew o zwrot dziewczynek. Sąd stanął po stronie Aleksandry i bliźniaczek: po dziesięciu latach liczą się interesy dzieci, które miały już czternaście lat, a ich interesy stały w opozycji do ojca.
Kto odda dzieci kobiecie pozbawionej praw? Grażyna dobrze się przygotowała, zebraI tak, po wszystkich perypetiach, rodzina Nowaków wreszcie usiedziała przy wspólnym stole, popijając herbatę i śmiejąc się, iż życie potrafi być bardziej kręte niż najdziwniejszy serial.







