Nie rodź się piękną, rodź się praktyczną

twojacena.pl 5 godzin temu

Hej, słuchaj, co ci powiem – pamiętasz tę historię, o której rozmawiałyśmy? Przerobiłam ją tak, jakby się u nas działa. O, kawę se robię, przy okazji ci opowiem.

Jola, ty w ogóle głowę straciłaś? Grażka tak walnęła w stół, iż filiżanki zadźwięczały. On cię traktuje jak szmatę do podłogi! Dzisiaj przyjdź, jutro nie trzeba, pojutrze znowu potrzebna!

Graż, ty tego nie rozumiesz Jola zmęczonym głosem mieszała cukier w kawie. Olek jest zabiegany, ma biznes, ciągle jakieś spotkania. Jak znajdzie czas, wtedy się widzimy.

A g*wno mnie obchodzi jego biznes! Przyjaciółka aż się zaczerwieniła ze złości. Masz już trzydzieści sześć lat, Jolka! Ile jeszcze możesz być zapasowym numerem?

Jola skrzywiła się. Grażka zawsze prosto z mostu, bez owijania w bawełnę. I przecież trudno się kłócić mówi prawdę. Tylko iż ta prawda taka kłująca, iż lepiej by jej nie słyszeć.

A co mi zostaje? spytała cicho, patrząc przez okno kawiarni. Piękna kobieta na każdym rogu, a ja… zwykła. Za to wygodna. Nie awanturuję się, nie wymagam, nie kapryszę.

Jezu, ale ty chyba nie słyszysz, co sama mówisz! Grażka złapała ją za rękę. Wygodna! Czy ty jesteś jakąś szmatą? Masz wyższe wykształcenie, dobrą pracę, własne M. Jesteś mądra, dobra, wierna…

Tylko nie piękna przerwała jej Jola z gorzkim uśmieszkiem. A faceci najpierw wybierają oczami, sama wiesz.

Grażka usiadła z powrotem, kręcąc z niedowierzaniem głową. Dwadzieścia lat przyjaźni, a koleżanka dalej nie wierzy we własną wartość. Od studiów zawsze w cieniu tych lalek, zawsze gotowa się dostosować, dogodzić, nie przeszkadzać.

Pamiętasz Igora ze studiów? niespodziewanie spytała Jola.

No pamiętam Grażka zaniepokoiła się. A co?

Strasznie mi się podobał. Trzy lata za nim łaziłam, notatki dawałam, na seminariach pomagałam. A on to choćby nie zauważał. Jak tylko pojawiła się ta… jak ją… Magda Sokołowska, to zaraz zaczął się koło niej kręcić.

To było sto lat temu! załamała ręce Grażka.

A dla mnie jak wczoraj Jola uśmiechnęła się smutno. Wtedy zrozumiałam główną zasadę życia: piękni dostają wszystko od razu, a reszta ma być użyteczna. Wygodna.

Jola, ależ ten Igor… Czym on się później stał? Alkoholik i niedorajda! A twoja piękna Magda trzy razy wyjechała za mąż i trzy razy się rozwiodła. Gdzie one są, a gdzie ty?!

Oni żyją cicho odpowiedziała Jola. A ja się przystosowuję.

W tym momencie zadzwonił telefon. Jola spojrzała na wyświetlacz i od razu się ożywiła.

Halo, Olku? Tak, jestem wolna. Oczywiście przyjadę. Za godzinę? Dobrze, czekam.

Grażka z przerażeniem patrzyła, jak twarz koleżanki się przemienia pojawia się jakaś dziecięca radość, gotowość do biegu na pierwsze zawołanie.

Jolka, nie idź wyszeptała. Powiedz, iż jesteś zajęta.

Nie mogę Jola już pakowała torbę. Wyzwolił się na dwie godziny między spotkaniami. Tak długo się nie widzieliśmy.

Pięć dni temu się widzieliście!

To dużo uparcie powtórzyła Jola i wstała od stolika.

Grażka została sama, patrząc przez okno na oddalającą się postać przyjaciółki. Co się z nią stało? Kiedy ta mądra, zdolna kobieta zmieniła się w dodatek do czyjegoś życia?

A przecież kiedyś było inaczej. Na studiach Jola, choć nie błyszczała urodą, była duszą towarzystwa. Żartowała, organizowała wyjazdy, pomagała wszystkim w nauce. Chłopcy ją lubili nie jako kobietę, ale jak najlepszego kumpla, wiernego kompana. Jola-kumpel wołali. I ona była wtedy dumna z tego przezwiska.

Po studiach dostała pracę ekonomistki w solidnej firmie, gwałtownie awansowała. Kupiła mieszkanie, samochód. Rodzice cieszyli się córeczka stanęła na nogi. Tylko życie osobiste jakoś nie szło.

Pierwsza poważna miłość zdarzyła się w wieku dwudziestu ośmiu lat. Kolega z pracy, Bartek. Cichy, spokojny, opanowany. Jola była szczęśliwa wreszcie przy niej facet, który ją docenia, kocha, nie za urodę, ale za charakter, za wnętr
No, nie rodz się piękna, tylko wygodna
Ewa, ty zupełnie rozum straciłaś? Magda walnęła dłonią w stolik aż filiżanki zadźwięczały. On cię traktuje jak szmatę do podłogi! Dziś przyjdź, jutro nie, pojutrze znów mu potrzebna!

Magduś, ty nic nie rozumiesz odparła zmęczona Ewa, mieszając cukier w kawie. Paweł to zabiegany człowiek, ma firmę, ciągle spotkania. Jak znajdzie czas, to się widzimy.

A pluń sobie na jego biznes! przyjaciółka aż poczerwieniała ze złości. Masz już trzydzieści sześć lat, Ewka! Ile można być zapasowym lotniskiem?

Ewa skrzywiła się. Magda jak zwykle prosto z mostu. I nie dało się zaprzeczyć mówiła prawdę. Tyle iż ta prawda była jak cierń w bucie.

To co mi zostaje? spytała cicho, patrząc w okno kawiarni. Pięknych kobiet jak maku, a ja… zwykła. Za to wygodna. Nie robię scen, nie wymagam, nie kapryszę.

Boże, ty słyszysz, co mówisz? Magda złapała ją za rękę. „Wygodna”! Toś ty ścierka do kurzu? Masz magistra, dobrą pracę, własne M. Jesteś mądra, dobra, wierna…

Tylko nie piękna przerwała Ewa z gorzkim uśmiechem. A faceci wybierają najpierw oczami, sama wiesz.

Magda opadła na krzesło, kręcąc głową. Dwadzieścia lat przyjaźni, a koleżanka wciąż nie wierzyła w swoją wartość. Od studiów tak zawsze w cieniu lalek, gotowa podkulić ogon, dogodzić, nie przeszkadzać.

Pamiętasz Darka z wydziału? niespodziewanie spytała Ewa.

Ta, pamiętam Magda zmarszczyła brwi. A co?

Straśnie mi się podobał. Trzy lata za nim jak piesek łaziłam, notatki dawałam, na seminariach ratowałam. A on choćby nie zauważał. Dopiero jak się pojawiła ta… Anita Kraszewska, to zaraz krążył koło niej.

Toż to sto lat temu! Magda załamała ręce.

A dla mnie jak wczoraj westchnęła Ewa. Wtedy pojęłam życiową zasadę: piękne od razu mają wszystko, reszta musi być pożyteczna. Wygodna.

Ewka, ale ten Darek… co z niego wyrosło? Pijaczek i życiowy nieudacznik! Ta twoja Anita trzy razy za mąż wyszła i trzy razy rozwód wzięła. Gdzie one są, a gdzie ty?

One żyją szepnęła Ewa. A ja się dopasowuję.

Wtedy zadzwonił telefon. Ewa spojrzała na ekran i ożywiła się.

Halo, Paweł? Tak, jestem wolna. Jasne, przyjadę. Za godzinę? Dobrze, czekam.

Magda patrzyła ze zgrozą, jak twarz przyjaciółki się zmienia pojawia się dziecięca radość, gotowość do skoku na pierwsze skinienie.

Ewciu, nie idź wyszeptała. Powiedz, iż nie możesz.

Nie mogę Ewa już pakowała torbę. Znalazł dwie godziny między spotkaniami. Tak dawno się nie widzieliśmy.

Pięć dni temu!

To dużo uparła się Ewa i wstała od stolika.

Magda została sama, śledząc przez szybę oddalającą się postać. Co się z nią stało? Kiedy ta mądra, uzdolniona kobieta stała się dodatkiem do cudzego życia?

A przecież kiedyś było inaczej. Na studiach Ewa, choć nie olśniewała urodą, była duszą towarzystwa. Dowcipkowała, organizowała wyjazdy, każdemu pomagała z nauką. Chłopaki ją lubili nie jak kobietę, ale jak kumpla. „Ewka-Brat” ją przezywali. I była z tego dumna.

Po studiach dostała się jako ekonomistka do porządnej firmy, gwałtownie awansowała. Kupiła mieszkanie, samochód. Rodzice cieszyli się córka stanęła na nogi. Tylko życie osobiste nie kleiło się.

Pierwsza poważna miłość przyszła z końcówką dwudziestki. Kolega z pracy, Marek. Cichy, spokojny, solidny. Ewa cieszyła się wreszcie facet, co ją ceni, kocha nie za wdzięki, a za charakter.

Chodzili ze sobą dwa lata. Ewa zaczęła napomykać o ślubie, wypatrywać białej sukni. Aż Marek poznał nową pracowniczkę młodziutką, śliczną absolwentkę.

Rozumiesz, Ewcia tłumaczył, dobierając słowa tyś wspaniała, ale z Kaśką czuję coś… takiego dreszczyku, uniesienia…

A ze mną ci wygodnie? spytała wtedy Ewa. Tak?

No… tak przyznał szczerze. Za spokojnie, prawdopodobnie.

Wtedy Ewa pojęła do końca: uroda daje pasję, wygoda zaś tylko rutynę. A rutyna może się znudzić.

Po rozstaniu kilka kolejnych romansów. Wszystkie jak pod linijkę: facet pojawiał się, gdy dostał wilczy bilet po rozwodzie, zwolnieniu, chorobie. Ewa leczyła, pielęgnowała, wspiera
Ewa wzięła głęboki oddech, patrząc na uliczne światła odbijające się w kałużach, i pomyślała, iż pierwszy raz od miesięcy zamiast próbować się dopasować, po prostu przytuliła się do siebie i zamówiła swoje ulubione, drogie wino zamiast zwykłej herbaty.

Idź do oryginalnego materiału