Nie przyzwyczajaj się

kulturaupodstaw.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: fot. z archiwum prywatnego


Sebastian Gabryel: W ostatnich dwóch latach konkursy, koncerty i występy z orkiestrą stały się stałym elementem Twojej muzycznej codzienności. Pamiętasz moment, w którym fortepian przestał być dla ciebie po prostu instrumentem, którego się uczysz, a zacząłeś myśleć o nim znacznie poważniej?

Gustaw Mazur: Może to zabrzmieć dziwnie lub nieskromnie w ustach świeżo upieczonego czternastolatka – w zeszłym tygodniu miałem urodziny – ale fortepian to najpoważniejsza rzecz w moim życiu. Myślę, iż tak jest od pierwszego dotknięcia klawiatury. Doskonale pamiętam najważniejsze momenty w moim życiu i one wszystkie są związane z muzyką.

Pierwszy raz rodzice zabrali mnie do opery na „Wesele Figara” Mozarta. Miałem 5 lat, mieliśmy miejsca w pierwszym rzędzie. Pamiętam, jak zabrzmiały pierwsze dźwięki uwertury zagrane przez orkiestrę – dla mnie było to jak wejście do jakiegoś zaczarowanego, bajkowego świata. Film „Amadeusz” Miloša Formana oglądałem wiele razy – dźwięki i fragmenty wspaniałych utworów zawładnęły moją wyobraźnią na zawsze.

Pierwsze wizyty w Filharmonii Poznańskiej, gdzie zwisałem z balkonu nad sceną, nie mogąc oderwać oczu od pianisty i fortepianu, sprawiły, iż zacząłem słuchać muzyki klasycznej. Bardzo gwałtownie pomyślałem, iż przecież ja też mogę grać.

Gustaw Mazur, fot. prywatne archiwum Gustawa Mazura

Od pierwszych lekcji gry na fortepianie, od pierwszego koncertu wysłuchanego na żywo czułem, iż muzyka i fortepian to „moje miejsce”. Nie zastanawiałem się nigdy, co będę robił, jak dorosnę, bo wiedziałem, iż będę muzykiem. Gram i to jest dla mnie najważniejsze.

Dopiero potem przyszły konkursy, koncerty i występy z orkiestrą. Są one w zasadzie naturalną konsekwencją mojego rozwoju jako muzyka, który chce grać coraz lepiej, chce się sprawdzać i dzielić się muzyką z innymi.

SG: Uczysz się w klasie fortepianu Marka Gidaszewskiego. Nad czym najmocniej pracujecie w tej chwili podczas lekcji i co na tym etapie jest dla ciebie największym wyzwaniem – technika, interpretacja, a może znalezienie własnego sposobu opowiadania muzyki?

GM: Każdy element pracy jest dla mnie tak samo ważny. Technika to podstawa, bo to jest moje narzędzie. o ile nie będę rozwijał swoich umiejętności technicznych, to dojdzie do takiego momentu, iż pewne utwory będą poza moim zasięgiem. Na szczęście ja kocham ćwiczyć. Nie nudzi mnie granie tego samego fragmentu na różne sposoby tysiąc razy, bo efekty tej pracy są najlepszą nagrodą – to, jak utwór dojrzewa, jak staje się „mój”.

Staramy się poznać historię, biografię kompozytora i rzeczy, które miały wpływ na powstanie dzieła. To często pomaga w zrozumieniu, dlaczego coś powinno być zagrane właśnie w ten, a nie inny sposób. Uwielbiam każdy z etapów i elementów tej pracy. Kiedyś nie zdawałem sobie sprawy, jak ważne są teoria i historia, teraz coraz więcej czasu poświęcam na zdobywanie tej wiedzy.

SG: Kiedy dostajesz nowy utwór, co pojawia się jako pierwsze: próba dokładnego zrozumienia zapisu, szukanie odpowiedniego brzmienia czy jakaś własna wizja tego, jak chciałbyś go zagrać? I na ile ta pierwsza intuicja zmienia się później podczas kolejnych tygodni pracy?

GM: Częściowo odpowiedziałem na to wcześniej. W moim przypadku, kiedy dostaję nowy utwór, przeważnie najpierw pojawia się uczucie zafascynowania. Ekscytacja, iż będę grał utwór, którego do tej pory mogłem tylko słuchać.

Wiadomo – najpierw odczytuję tekst, a dopiero później, z czasem, interpretacja przychodzi sama.

Wizja utworu zmienia się praktycznie cały czas, choćby gdy znam go bardzo dobrze i gram już od dłuższego czasu. W zasadzie nie zdarzyło się, żebym zagrał dwa razy tak samo. Jak gram jakiś utwór na koncercie i po miesiącu gram go znowu, to brzmi on zupełnie inaczej, bo ciągle zmieniam jakieś drobne szczegóły interpretacyjne, co nadaje mu świeżości.

SG: Szczególne miejsce w twoim repertuarze zajmuje Chopin. W 2025 i 2026 roku podczas Forum Pianistycznego „Bieszczady bez granic” otrzymałeś Nagrodę Chopinowską Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina za najlepsze wykonanie jego dzieł, a w marcu tego roku zdobyłeś też I nagrodę w kategorii do lat 14 w Międzynarodowym Konkursie Chopinowskim dla Młodych Pianistów w Londynie. Co najbardziej interesuje cię w muzyce Chopina i co jest w niej najtrudniejsze, kiedy chce się znaleźć własną interpretację?

GM: Nie boję się powiedzieć, iż Fryderyk Chopin to mój idol. Fascynuje mnie nie tylko jego muzyka, ale też jego losy – to, jaki był i jak jego życie i wrażliwość przeniosły się na muzykę. Nie napisał żadnego złego utworu. W zasadzie wszystko, co napisał, jest genialne. Jego muzyka jest tak prosta do słuchania, a tak trudna do zagrania…

Gustaw Mazur, fot. prywatne archiwum Gustawa Mazura

Szczególnie w Polsce trudno gra się Chopina na konkursach, bo każdy profesor zna na wylot każdy jego utwór i słyszał go tysiąc razy, dlatego ma w głowie, jak powinno się go grać, i może nie akceptować twojej interpretacji. Więc trudność i wyzwanie polegają nie tylko na tym, iż jego utwory są niesamowicie trudne do zagrania, ale także na tym, żeby, kiedy już się to potrafi, grać je z wyczuciem i odwagą, by być w tym sobą.

W moim przypadku ta odwaga sprawiła, iż spełniły się moje kolejne, wielkie dla mnie marzenia. W maju tego roku Stołeczna Estrada, organizator Koncertów Chopinowskich w Łazienkach Królewskich, zaprosiła pięcioro dzieci do wykonania recitali z okazji Dnia Dziecka. Znalazłem się wśród zaproszonych i zarejestrowano mój występ w Pałacu na Wyspie.

A 8 i 9 września w Żelazowej Woli po raz kolejny wystąpię z minirecitalami w Domu Urodzenia Fryderyka Chopina w ramach tzw. „Kwadransów muzycznych”. To jest dla mnie bardzo doniosłe przeżycie. To niesamowite móc zagrać w tak magicznym i ważnym dla wszystkich pianisty – i nie tylko – miejscu.

SG: Masz już za sobą również granie z orkiestrami – od Koncertu fortepianowego D-dur Haydna po XX Koncert fortepianowy d-moll KV 466 Mozarta, który wykonywałeś w tym roku także z Kameralistami Orkiestry Filharmonii Poznańskiej. Jak zmienia się twoje podejście do utworu, kiedy przestajesz być na scenie sam i musisz wejść w muzyczny dialog z orkiestrą?

GM: Teraz mogę dopisać już kolejne doświadczenie – w lipcu, podczas Międzynarodowych Kursów Mistrzowskich „Chopin–Górecki”, miałem możliwość wystąpić z Orkiestrą Kameralną Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina. Wykonałem po raz pierwszy pierwszą część III Koncertu fortepianowego c-moll op. 37 Ludwiga van Beethovena.

Z orkiestrą gra się zupełnie inaczej niż solowo. Z jednej strony jest mniejsza swoboda, bo jest się częścią całości i wszystko musi być zgrane i dopasowane. o ile orkiestra jest duża, to trzeba grać tak, żeby się przebić, ale zachować piękno i finezję utworu. Trzeba być bardzo zdyscyplinowanym w swoim graniu i zwracać uwagę nie tylko na siebie. Jest to bardzo rozwijające i poszerza warsztat muzyka. Jestem bardzo podekscytowany każdym występem z orkiestrą.

Najpierw ćwiczy się tak samo jak solo, czyli indywidualnie i w samotności. Ale od pierwszej próby z orkiestrą i od pierwszych wspólnych dźwięków utwór nabiera zupełnie innego charakteru, dopełnia się, wszystko jest monumentalne i robi na mnie niesamowite wrażenie. Miałem to szczęście, iż mogłem zadebiutować z orkiestrą w wieku 12 lat i od tego czasu występowałem w ten sposób już kilkukrotnie.

Najbardziej wzruszający dla mnie był koncert w Filharmonii Poznańskiej w ramach Pro Sinfoniki, bo właśnie tam, jako bardzo mały chłopiec, usłyszałem po raz pierwszy fortepian z towarzyszeniem orkiestry i zamarzyłem o tym, iż kiedyś to ja będę na tym miejscu. Okazało się, iż marzenia czasami spełniają się bardzo szybko.

SG: Masz na koncie pierwsze nagrody i Grand Prix, ale wcześniej zdarzały się również drugie czy trzecie miejsca. Czego nauczyły cię konkursy, których nie wygrałeś? Czy po takim występie łatwo jest oddzielić sam wynik od tego, jak oceniasz własne granie?

GM: Konkursy, których nie wygrałem, sprawiają, iż gram teraz lepiej. Uświadamiają, iż pozostało bardzo dużo do zrobienia i nauczenia się. Wygrana daje jedynie satysfakcję, ale nie da się z tego niczego nauczyć. Oczywiście to głównie dzięki konkursom mam szansę później występować we wspaniałych miejscach i na koncertach i bardzo to doceniam.

Gustaw Mazur, fot. prywatne archiwum Gustawa Mazura

Mam takie motto: „Nie przyzwyczaj się”. Nie przyzwyczajaj się do pierwszych miejsc, bo potem każde niższe miejsce będzie rozczarowaniem. A chodzi o to, żeby cieszyć się ze swoich osiągnięć. Ale tak samo nie przyzwyczajaj się do tzw. porażek.

Miałem sytuację, iż pojechałem na konkurs, na którym nie otrzymałem żadnej nagrody. Przeanalizowałem swój występ z nauczycielem, pracowaliśmy intensywnie i tydzień później pojechałem na kolejny konkurs, na którym zająłem pierwsze miejsce.

Uczestnictwo w konkursach jest częścią mojej edukacji i mojego rozwoju. Chcę być muzykiem, występować przed publicznością, muszę więc zaakceptować to, iż całe życie będę oceniany. Bardzo lubię, o ile po konkursie jest możliwość konsultacji z jurorami. Są to zawsze wielkie autorytety, profesorowie, wybitni pianiści i uważam, iż to ogromny przywilej usłyszeć od nich konkretne uwagi, choćby bardzo krytyczne, na temat mojej gry. Staram się słuchać bardzo uważnie.

SG: Brałeś udział w Ogólnopolskiej Trasie Koncertowej „Maestro”. Czy koncert, podczas którego po drugiej stronie znajduje się zwyczajna publiczność, a nie konkursowe jury, daje ci inną swobodę? W takich sytuacjach grasz albo myślisz o muzyce inaczej?

GM: Zupełnie inaczej gra się na konkursie, a zupełnie inaczej przed publicznością, która przyszła na koncert. Nie oszukujmy się – konkursy przypominają czasami zawody sportowe i taki występ to często niesamowita mobilizacja wszystkich umiejętności i sił. Bardzo lubię takie wyzwania i jest to dla mnie sposób na sprawdzenie siebie.

Za to na koncertach jest zupełnie inna atmosfera – większe owacje, większa naturalna radość, no i można poczuć się trochę jak gwiazda.

SG: Stypendium Marszałka Województwa Wielkopolskiego ma pomóc ci w udziale w kursach mistrzowskich, festiwalach i innych wydarzeniach muzycznych w Polsce i za granicą. Z czego udało ci się już dzięki niemu skorzystać i jakie doświadczenia albo spotkania z pedagogami są jeszcze przed tobą?

GM: Stypendium Marszałka Województwa Wielkopolskiego okazało się dla mnie niesamowitą sprawą. Dzięki temu stypendium mogłem spędzić tegoroczne wakacje w najwspanialszy dla mnie sposób, czyli pracując.

Gustaw Mazur, fot. prywatne archiwum Gustawa Mazura

W lipcu spędziłem dwa tygodnie w Warszawie, brałem udział w dwóch turnusach bardzo prestiżowych Międzynarodowych Kursów Mistrzowskich „Chopin–Górecki”, organizowanych przez Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina. Warsztaty te przyciągają młodych muzyków z całego świata. Indywidualne lekcje z profesorem Piotrem Palecznym, profesor Joanną Ławrynowicz-Just, profesorem Ilyą Schepsem i Karoliną Nadolską to coś, czego nie da się nie docenić w mojej sytuacji. W dodatku zostałem wybrany do zagrania koncertu z orkiestrą.

A w zeszłym tygodniu wróciłem z jedenastodniowych Kursów Pianistycznych w Łańcucie. Tam pracowałem pod kierunkiem prof. Joanny Ławrynowicz-Just oraz uczestniczyłem w kursie kameralistyki prowadzonym przez wybitnego poznańskiego pianistę i pedagoga, profesora Andrzeja Tatarskiego.

W najbliższych planach mam jeszcze kilka takich wyjazdów, również za granicę, które będę musiał godzić niestety z nauką w ósmej klasie. Możliwość uczenia się pod okiem tak wybitnych osobowości, uznanych na całym świecie, to coś, co jest kamieniem milowym w moim rozwoju.

Nie jestem choćby w stanie opisać, jak moja gra rozwija się i ewoluuje po takich lekcjach. Jak jestem zainspirowany, z jaką nową energią wracam potem do codziennej pracy. Na warsztatach mam możliwość uczestniczyć również w zajęciach z teorii muzyki, improwizacji, wysłuchiwać arcyciekawych wykładów i koncertów. Bez stypendium nie mógłbym sobie pozwolić na to wszystko. To dla mnie ogromne wyróżnienie i szansa.

SG: Jesteś na takim etapie, na którym repertuar i możliwości mogą się bardzo gwałtownie zmieniać. Jest coś, do czego szczególnie chciałbyś dojść w najbliższych latach – konkretny utwór, kompozytor, konkurs, koncert z orkiestrą albo scena, na której chciałbyś kiedyś zagrać?

GM: Wiem, iż rozwijam się w dobrym kierunku i moja gra ewoluuje bardzo szybko. Najbardziej chciałbym uczyć się mądrze, nie przeoczyć ani nie zbagatelizować jakiegoś ważnego etapu. Tutaj bardzo doceniam rolę mojego nauczyciela, który pilnuje porządku i dobiera naukę do mojego poziomu. To, do czego dojdę, zależy od tego, jak się będę rozwijał.

A z konkretów – są takie utwory, które chciałbym kiedyś zagrać bardzo dobrze, np. Polonez-Fantazja As-dur op. 61 czy Sonata h-moll op. 58 Fryderyka Chopina. Jest też kilka międzynarodowych konkursów, w których mam nadzieję wziąć udział. A na koniec wypowiem marzenie o moich przyszłych koncertach w słynnych salach, na które wyprzedają się wszystkie bilety.

Gustaw Mazur – pianista, uczeń Poznańskiej Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej I stopnia nr 1 im. Henryka Wieniawskiego w klasie Marka Gidaszewskiego. Laureat wielu prestiżowych konkursów w kraju i za granicą. Koncertuje jako solista oraz z towarzyszeniem orkiestr. Stypendium przeznaczy na udział w kursach mistrzowskich, festiwalach i konferencjach muzycznych w kraju i za granicą.

Idź do oryginalnego materiału