Nie odchodź, mamo. Rodzinna opowieść z polskiego domu

newskey24.com 19 godzin temu

Nie odchodź, mamo. Rodzinna opowieść

Stare polskie przysłowie mówi: Człowieka nie przejrzysz od razu, jak się łupiny nie połamie.

Ale Stefania Woźniak uważała to za bzdurę przecież ona najlepiej znała się na ludziach!

Jej córka, Malwina, rok temu wyszła za mąż.

Stefania całe życie marzyła, iż Malwina znajdzie porządnego chłopaka, pojawią się wnuki. I ona, babcia, znowu będzie głową całej, wielkiej rodziny, tak jak dawniej.

Marek wydawał się bystrym chłopakiem, a co ważniejsze miał własne mieszkanie w Warszawie i radził sobie finansowo. Najwyraźniej był z tego bardzo dumny. Ale młodzi postanowili mieszkać osobno i zupełnie nie potrzebowali jej rad!

Stefania była przekonana, iż Marek ma zły wpływ na Malwinę!

Takie układy w ogóle nie pasowały do marzeń Stefanii. Marek zaczął ją drażnić coraz bardziej.

Mamo, ty po prostu nie rozumiesz, Marek wychował się w domu dziecka. Wszystkiego sam się dorobił, jest silny, dobry człowiek tłumaczyła, zmartwiona, Malwina.

Ale Stefania tylko wzdychała i wyszukiwała kolejne wady Marka.

Teraz wydawał jej się zupełnie innym człowiekiem niż na początku znajomości z córką! Jej matczyny obowiązek kazał jej otworzyć córce oczy na tego pustego chłopca, zanim będzie za późno!

Żadnego porządnego wykształcenia, uparty, niczym się nie interesuje!

W weekendy siedzi tylko przed telewizorem, niby to zmęczony po pracy!

I z takim człowiekiem jej córka chce dzielić życie? Nie pozwoli na to, Malwina jeszcze kiedyś jej podziękuje.

A gdy pojawią się dzieci, jej, Stefanii, wnuki, co taki ojciec może im przekazać!?

Stefania była coraz bardziej rozczarowana. Marek, czując jej niechęć, zaczął się unikać.

Ich kontakty stawały się coraz rzadsze, a Stefania w ogóle przestała zaglądać do ich mieszkania.

Ojciec Malwiny, człowiek pogodnego usposobienia, wiedząc, jaka jest jego żona, zajął postawę neutralną.

Pewnego dnia, późnym wieczorem, zadzwoniła Malwina. W jej głosie słychać było niepokój:

Mamo, nic ci nie mówiłam, ale wyjechałam na dwa dni w delegację. Marek się przeziębił na budowie, choćby wcześniej wrócił do domu, źle się czuł. Teraz do niego dzwonię, a on nie odbiera.

Malwina, czemu mi to wszystko mówisz? zdenerwowała się Stefania. Przecież wy żyjecie po swojemu, nas z tatą już chyba macie gdzieś! Ja się czuję nie najlepiej, ale widzę, to nikogo nie interesuje! I jeszcze dzwonisz w środku nocy, żeby powiedzieć, iż Marek złapał przeziębienie? Wszystko z tobą w porządku?

Mamusiu głos Malwiny zadrżał, rzeczywiście była bardzo przejęta. Przepraszam, trochę mi przykro, iż nie potrafisz zrozumieć, jak się kochamy. Uważasz, iż Marek to byle kto, a tak nie jest! Jak możesz myśleć, iż mogłam pokochać złego człowieka? Naprawdę mi nie wierzysz?

Stefania milczała.

Mamo, bardzo cię proszę masz przecież klucze do naszego mieszkania. Zajrzyjcie dzisiaj do nas, coś się pewnie stało z Markiem! Bardzo cię proszę, mamo!

Dobrze, zrobię to tylko dla ciebie odpowiedziała Stefania i poszła obudzić męża.

Na dzwonek do mieszkania nie odpowiadał nikt, więc Stefania otworzyła drzwi własnym kluczem.

Weszli z mężem ciemno może rzeczywiście nikogo nie ma?

Może go nie ma w domu? szepnął mąż, ale Stefania rzuciła mu karcące spojrzenie. Nagle poczuła niepokój Malwiny.

Weszła do pokoju i zamarła. Marek leżał na kanapie w dziwnej pozycji. Gorączka!

Wezwany lekarz pogotowia gwałtownie postawił Marka na nogi:

Proszę się nie martwić, pani syn ma powikłania po przeziębieniu. Pracuje ciężko, prawda? zapytał z troską Stefanii lekarz.

Tak, pracuje dużo potwierdziła.

Wszystko będzie dobrze. Pilnujcie tylko temperatury i w razie czego dzwońcie.

Marek spał, a Stefania usiadła w fotelu, czując się dziwnie czuwała przy łóżku znienawidzonego zięcia.

Leżał blady, zmierzwione od potu włosy przyklejone do czoła. I nagle zrobiło jej się go żal. We śnie wydawał się młodszy, twarz miał łagodniejszą niż zwykle.

Mamo wymamrotał Marek przez sen i ujął jej dłoń. Nie odchodź, mamo

Stefania była w szoku, ale nie odważyła się zabrać ręki z jego uścisku.

Tak przesiedziała przy nim do rana.

Jeszcze przed świtem zadzwoniła Malwina:

Mamo, przepraszam już wracam, nie trzeba przychodzić, myślę, iż sobie poradzimy.

Oczywiście, iż sobie poradzimy, już wszystko dobrze uśmiechnęła się Stefania. Czekamy na ciebie, u nas wszystko w porządku.

*****

Kiedy przyszedł na świat jej pierwszy wnuk, Stefania od razu zaoferowała pomoc.

Marek z wdzięcznością ucałował ją w rękę:

Widzisz, Malwinko, a mówiłaś, iż mamie nie będzie chciało się nam pomagać.

A Stefania, dumnie nosząc na rękach małego Tadeusza, przechadzała się po mieszkaniu i mówiła do wnuka:

Popatrz, Tadku, masz wielkie szczęście, bo masz najlepszych rodziców i kochających dziadków! Szczęściarz z ciebie!

I widzicie, co by nie mówić, przysłowie miało rację człowieka nie przejrzysz od razu, jak łupinę.

Tylko miłość pomaga wszystko zrozumieć.

Idź do oryginalnego materiału