Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć historię z mojej rodziny, bo do dziś nie mogę o tym zapomnieć. Wiesz, mówi się u nas: człowiek to nie książka, by go od razu przeczytać. Ale moja mama, Halina Jabłońska, była przekonana, iż ludzie nie mają przed nią tajemnic, przecież ona się zna na ludziach jak mało kto!
Wyobraź sobie, moja siostra Celinka wyszła rok temu za mąż. Halinka marzyła, iż Celina znajdzie porządnego chłopaka, potem pojawią się wnuki, a ona jak przystało na babcię będzie głową tej całej gromadki, tak jak kiedyś jej mama.
No i Celina poznała Szymona z pozoru inteligentny chłopak, zaradny i nie narzekał na kasę. A mamie od razu niekoniecznie się spodobał. Szymon miał swoje mieszkanie i od razu postanowili mieszkać na swoim, jakby nie potrzebowali żadnych rad!
Mama była przekonana, iż Szymon ma zły wpływ na Celinę i wcale się z nią nie liczy. Takie układy zupełnie jej nie pasowały. Irytowało ją to coraz bardziej.
– Mamo, nie rozumiesz, Szymon wychowywał się w domu dziecka. Wszystko osiągnął sam, jest silny, a do tego dobry tłumaczyła często Celina, już prawie płacząc.
Ale Halina tylko przewracała oczami i wyszukiwała w Szymonie kolejne minusy. Już nie widziała w nim tej dobrej twarzy, którą przedstawił jej córce!
Brak wykształcenia, zamknięty w sobie, zero zainteresowań ciągle coś… A w weekendy, zamiast gdzieś wyjść, tylko leży przed telewizorem, bo „zmęczony”. No weź!
I z takim gościem moja siostra chce spędzić życie? Nigdy w życiu! Celina jej jeszcze za to podziękuje. A co z dziećmi jakiego one będą miały ojca?
Ogólnie mówiąc, mama była bardzo zawiedziona. Szymon to czuł i unikał ją jak ognia. Kontakty były coraz rzadsze, a do nich do domu Halinka choćby nie chciała zaglądać.
Tata Celiny, Janek, człowiek złotego serca, znał już charakter żony, więc się nie wtrącał wybrał neutralność. Ale potem wydarzyło się coś, co wszystko zmieniło.
Pewnego wieczoru dzwoni Celina do Halinki, wyraźnie podenerwowana:
Mamo, nie mówiłam Ci, ale wyjechałam na dwa dni w delegację. Szymon przeziębił się na budowie i wrócił wcześniej z roboty był taki osowiały. Teraz do niego dzwonię i nie odbiera.
Celina, po co mi to mówisz?! syknęła mama sami macie swoje życie, a do nas się nie odzywacie. Kto by się przejmował moim samopoczuciem?! Jeszcze w nocy mi głowę zawracasz, bo Szymon kichnął? Masz rozum?
Mamusiu głos jej się załamał przykro mi, iż nie chcesz zrozumieć, iż się z Szymonem kochamy. Ty cały czas masz go za byle kogo. Przecież to nieprawda! Myślisz, iż Twoja córka zakochałaby się w byle kim? Czy mi nie ufasz?
Halinka zamilkła. Słuchała.
Proszę Cię, masz klucz do naszego mieszkania. Idź do nas, bo mam złe przeczucie co do Szymka. Proszę Cię, mamo!
Dobrze, pójdę, ale tylko dla Ciebie burknęła i od razu poszła budzić tatę.
Pod drzwiami nikt nie otwierał, więc Halina przekręciła klucz w drzwiach. Wchodzą ciemno, martwa cisza.
Pewnie go nie ma w domu mruknął tata, ale Halina już czuła ten niepokój Celiny.
Weszła do pokoju i aż przystanęła. Szymon leżał na kanapie w dziwnej pozycji, cały gorący!
Przyjechało pogotowie, lekarz ogarnął sytuację i zagadał do Haliny:
Niech się pani nie martwi, ten chłopak to chyba dużo pracuje? Wygląda na powikłanie po przeziębieniu. Bedzie dobrze, trzeba mierzyć temperaturę i dzwonić, jakby coś się działo.
Tak, pracuje wyszeptała tylko.
Szymon zasnął, a Halina przysiadła się do niego, taka zamyślona przecież to ten „nielubiany” zięć A on taki bezbronny, rozpalony, z potarganymi włosami. Trochę jej się zrobiło go żal. W śnie wyglądał młodziej i jakoś łagodniej.
I nagle, przez sen, Szymon wyszeptał cichutko:
Mamo, nie odchodź, mamo…
Halina aż zesztywniała, ale nie wyrwała ręki z jego dłoni. Siedziała tak przy nim do rana.
Jeszcze przed świtem zadzwoniła Celina:
Mamo, przepraszam, nie przyjeżdżaj już, zaraz będę w domu. Myślę, iż wszystko się ułoży.
Wszystko już dobrze, będziemy na Ciebie czekać, kochanie odpowiedziała Halina cichutko i łagodnie się uśmiechnęła.
*****
Gdy na świecie pojawił się jej pierwszy wnuk, Halina od razu zaoferowała pomoc.
Szymon pocałował ją w rękę i powiedział:
No widzisz, Celinka, mówiłaś, iż teściowa nie będzie chciała nam pomagać.
A Halina, z dumą nosząc na rękach małego Jasia, obchodziła pokój i mówiła do wnuczka:
Widzisz, Jasiu, los Ci sprzyja! Masz najwspanialszych rodziców i babcię z dziadkiem! Szczęściarz z Ciebie!
I faktycznie, wychodzi na to, iż przysłowie jest prawdziwe człowieka od razu nie rozgryziesz.
A tylko miłość pozwala wszystko zrozumieć.
