Nie muszę chyba mówić, iż to wszystko moja wina! Łucja, siostra mojego narzeczonego, szlochała, płacząc suchymi łzami, chociaż jej twarz nie wydawała się starzeć. W życiu nie przewidziałabym, iż coś takiego się wydarzy! Teraz nie wiem, co robić dalej. Nie mam pojęcia, jak to wszystko poukładać, żeby ostatni cień godności zachować.
Łucja wyszła za mąż kilka lat temu.
Po ślubie ustalono, iż młodzi zatrzymają się w mieszkaniu matki męża. Jej teściowa miała rozległe lokum trzy pokoje w bloku z czasów PRL-u, tylko jeden syn.
Jeden pokój zostawię sobie, reszta jest dla was! oświadczyła spokojnie teściowa. Jesteśmy kulturalnymi ludźmi, więc na pewno się dogadamy.
W każdej chwili możemy się wyprowadzić! zapewniał z entuzjazmem jej mąż. Nie widzę nic złego w próbie mieszkania z moją mamą pod jednym dachem. Jak się nie sprawdzi, przeniesiemy się na wynajem, przecież nic na siłę…
I tak zrobili. Dość gwałtownie okazało się, iż wspólne życie pod jednym dachem to nie bajka. Ani synowa, ani teściowa nie były w stanie przymknąć oka na drobne dziwactwa tej drugiej; z każdym dniem było coraz gorzej. Zbierane żale eksplodowały od czasu do czasu, kłótnie stawały się chlebem powszednim.
Powiedziałeś, iż się wyprowadzimy, jeżeli nie będzie dało się razem żyć! zawodziła Łucja.
Przecież jeszcze da się wiele znieść odpowiadał jej mąż przez zaciśnięte zęby. To drobnostki, nie warto od razu pakować manatków.
Niespełna rok po ślubie Łucja zaszła w ciążę i urodziła zdrowego chłopca.
Narodziny wnuczka zbiegły się w czasie z tym, iż teściowa straciła pracę i nie mogła znaleźć kolejnej. Pracodawcy niezbyt chętnie zatrudniają kobiety na progu emerytury. Łucja i jej teściowa tkwiły zatem w trzech pokojach, twarzą w twarz, przez 24 godziny na dobę; żadna z nich nie miała dokąd wyjść, a atmosfera w mieszkaniu pogarszała się z dnia na dzień.
Mąż tylko wzruszał ramionami, biernie przysłuchując się narzekaniom. On wtedy jako jedyny pracował.
Nie mogę zostawić mamy bez środków do życia. Nie stać mnie na wynajem mieszkania i jednocześnie finansową pomoc dla niej. Kiedy mama znajdzie zatrudnienie wtedy się wyprowadzimy!
Cierpliwość Łucji była jednak na wyczerpaniu. Spakowała swoje rzeczy i syna, po czym przeniosła się do matki. Przy wyjściu rzuciła mężowi przez ramię, iż nigdy więcej nie postawi nogi w mieszkaniu jego matki. jeżeli zależy mu na rodzinie, niech coś wymyśli.
Była przekonana, iż jej mąż ruszy za nią z kwiatami, zrobi wszystko, by ją odzyskać. Bardzo się pomyliła.
Minęły już trzy miesiące, odkąd Łucja zamieszkała z własną mamą, a mąż ani razu nie próbował jej ściągnąć z powrotem. Wyprowadził się do swojej matki i rozmawia z żoną i synem przez internet, gdy wraca po pracy; w weekendy odwiedza ich w domu teściowej.
Ma opiekę i uwagę dwóch kobiet naraz, a syn, którego Łucja zostawiła z nim tylko od święta, budzi współczucie, ale nie wymaga wysiłku. Mąż jest wygrany! A teściowa? Pewnie odetchnęła z ulgą, bo w zasadzie niczego nie straciła.
A Łucja? Ta sytuacja ją dobija. Kocha męża, choć wie, iż zachowuje się nie najlepiej.
Czego się spodziewałaś, wychodząc? pyta mąż. Możesz wrócić, jeżeli chcesz.
Prawdopodobnie Łucja nie zamartwia się aż tak bardzo, by zostawić własną matkę i wynająć coś samodzielnie. Siedzi na wychowawczym, nie ma zapasu pieniędzy na nowe mieszkanie.
Czy to naprawdę koniec tej rodziny?
Czy Łucja ma choć cień szansy, by wrócić do mieszkania teściowej i wyjść z tej sytuacji z twarzą?











