Mamo, co ty opowiadasz? Mówisz, iż nie masz z kim pogadać? Przecież dzwonię do ciebie dwa razy dziennie odezwała się zmęczona córka.
Ależ nie o to chodzi, Weroniko, naprawdę nie. Jadwiga Nowacka westchnęła cicho. Po prostu już nie mam żadnych przyjaciół ani znajomych w moim wieku. Nikogo z moich czasów.
Oj, mamo, nie mów głupot. Masz przecież Krysię ze szkoły. I w ogóle jesteś bardzo nowoczesna, wyglądasz znacznie młodziej. No, mamo, nie smuć się zmartwiła się córka.
Wiesz przecież, iż Krysia ma astmę. Jak rozmawia przez telefon, to zaraz kaszle. A mieszka aż na drugim końcu Warszawy. Przyjaźniłyśmy się we trójkę, pewnie ci opowiadałam. Ale Heli już dawno nie ma. Wczoraj wpadła Zosia z sąsiedztwa. Zaproponowałam herbatę, jest bardzo miła, często do mnie zagląda. Przyniosła drożdżówki piekła dla swoich. Opowiadała o dzieciach i wnukach. Też ma już wnuczki, choć jest ode mnie z piętnaście lat młodsza. Ale zupełnie inne wspomnienia z dzieciństwa, z liceum.
Tak bym chciała pogadać z kimś równolatkiem, kto pamięta to samo, co ja Jadwiga mówiła to Weronice, choć wiedziała, iż córka nie zrozumie. Jeszcze jest młoda. Jej czas jeszcze nie minął, jej czas miesza się ze światłami tramwaju za oknem. Jeszcze tak nie ciągnie do wspomnień. Weronika jest naprawdę cudowna, bardzo troskliwa, tu nie o nią chodzi.
Mamo, mam bilety na wtorek na wieczór poezji śpiewanej. Przecież marzyłaś, żeby pójść! No i już, dość smęcenia, załóż swoją bordową sukienkę, w niej wyglądasz przepięknie!
Dobrze, Weroniko, już dobrze. Sama nie wiem, co mnie dzisiaj wzięło, dobranoc córeczko, jutro zadzwonię. Połóż się wcześniej, bo ostatnio cały czas niewyspana chodzisz Jadwiga przerwała temat.
Tak, mamo, pa, dobranoc Weronika się rozłączyła.
Jadwiga Nowacka zapatrzyła się w okno na pulsujące światła wieczornej Warszawy…
Dziesiąta klasa, też wiosna… Tyle marzeń! Jakby to było przed chwilą. Jej przyjaciółka Krysia podkochiwała się wtedy w Pawle Malickim z ich klasy. Ale to Pawłowi podobała się właśnie ona, Jadwiga. Dzwonił wieczorami na domowy telefon, zapraszał na spacery. Ale ona traktowała go tylko jak kumpla, nie chciała dawa mu złudnej nadziei.
Potem Paweł poszedł do wojska. Wrócił, ożenił się. Mieszkał wtedy w starym bloku Krysi. Telefon miał… taki staroświecki, stacjonarny. Numer… Jadwiga wykręciła wygrzebany z pamięci numer. Sygnału długo nie było. Po chwili ktoś jednak odebrał. Najpierw zaszumiało, jakby przez radio, potem odezwał się cichy, męski głos:
Halo, słucham.
Czy nie za późno? Po co ja dzwonię? Może Paweł już choćby o mnie nie pamięta, a może to ktoś zupełnie obcy!
Dobry wieczór głos Jadwigi zadrżał ze wzruszenia.
Znowu szmer, poszept, jakby ktoś listki przewracał w słuchawce. I nagle:
Jadwiga? Naprawdę ty? Ależ ty… Twój głos bym nie pomylił. Jak mnie znalazłaś? Ja tu tak przypadkiem trafiłem…
Pawełek, poznałeś! Jadwigę zalała fala radosnych wspomnień. Dawno nikt nie mówił do niej po imieniu, tylko mama, babcia albo pani Jadwigo. No, może tylko Krysia czasem.
A po prostu Jadwiga zabrzmiało, jak powiew wiosennego wiatru, jakby wcale nie minęły te zakurzone lata.
Jadwiga, jak leci? Jak się masz? Jak dobrze cię słyszeć te słowa rozpromieniły ją jak wiosenny deszcz. Bała się, iż Paweł jej nie pozna, albo będzie niezręcznie.
A pamiętasz dziesiątą klasę? Jak z Tomkiem Wójcikiem was z Krysią na łódce wieźliśmy po Wiśle? Tomek aż miał pęcherze na dłoniach od wioseł, ale się nie przyznał. Potem lody na Nowym Świecie… Muzyka na deptaku grała głos Pawła rozmarzony, daleki.
Pamiętam, oczywiście! Jadwiga się roześmiała. A naszą wycieczkę klasową pod namioty? Jak się konserwy nie dały otworzyć, a byliśmy wygłodniali jak wilki!
Tak, a potem Tomek jednak otworzył i gitara przy ognisku była! Ja wtedy postanowiłem nauczyć się grać…
No i co? Nauczyłeś się? głos Jadwigi zabrzmiał młodo, aż miało się ochotę tańczyć. Paweł jakby ożywił ich wspólną historię, wysuwając z zakamarków coraz to kolejne obrazy.
A co u ciebie? Paweł spytał, po czym sam odpowiedział: W sumie co ja pytam, słychać przecież po głosie, iż jesteś szczęśliwa. Dzieci, wnuki? No? I dalej piszesz wiersze? Pamiętam, pamiętam! Rozpłynąć się w nocy, odrodzić o świcie! Tak trzymaj!
Ty zawsze byłaś jak promień słońca. Przy tobie dusza mogła się ogrzać i nie zmarzła nigdy. Twoim bliskim dobrze z tobą taka mama i babcia to prawdziwy skarb.
Już przestań, Pawle, przechwaliłeś! Moje czasy już przeszły…
Przerwał jej:
Daj spokój, od ciebie aż emanuje energia. Moja słuchawka parzy! Żartuję. Nie wierzę, iż straciłaś smak życia, to nie do ciebie podobne. Twój czas wciąż jeszcze trwa. Więc, Jadwigo, żyj i ciesz się. Słońce świeci dla ciebie.
I wietrzyk chmurki po niebie dla ciebie pędzi.
I ptaki śpiewają dla ciebie!
Jesteś taki sam jak kiedyś, romantyk! A co u ciebie? Bo tylko o mnie gadam… ale w słuchawce coś zaskwierczało, syknęło i połączenie się urwało.
Jadwiga przez chwilę siedziała z telefonem w dłoni, chciała oddzwonić, ale stwierdziła, iż za późno. Kiedy indziej.
Jakże miło było znów porozmawiać z Pawłem, ile wspomnień wróciło… Nagle zadzwonił telefon, aż aż podskoczyła zaskoczona. Wnuczka.
Tak, Martynko, nie śpię. Co mama mówiła? Nie, naprawdę mam dobry humor. Z mamą idziemy na koncert. Wpadniesz jutro? Super, czekam, dobranoc.
Jadwiga w cudownym nastroju położyła się spać. Tyle planów! Zasypiając, układała wersy nowych wierszy…
Rano Jadwiga Nowacka postanowiła odwiedzić Krysię. Kilka przystanków tramwajem, jeszcze nie taka z niej stara kobyła.
Krysia nie kryła radości:
No nareszcie! Od dawna zapowiadałaś się wpaść. Oooo, kupiłaś tort morelowy? Mój ukochany! Co u ciebie? Krysia zakaszlała, przyciskając dłoń do piersi. Ale zaraz machnęła ręką:
Jest lepiej, nowy inhalator mi pomaga. Chodź, robimy herbatę. Jadwigo, wyglądasz jakbyś odmłodniała. Mów szczerze, co się stało?
Sama nie wiem, piąta młodość naszła! Jadwiga zaczęła kroić tort. Wczoraj przypadkiem zadzwoniłam do Pawła Malickiego. Znasz, twoja szkolna miłość! Zaczęliśmy wspominać, całą naszą młodość… Ty czemu milczysz, Krysia? Znowu się dusisz?
Krysia pobladła i patrzyła długo w Jadwigę. Potem wyszeptała:
Jadwigo, nie wiedziałaś, iż Pawła już od roku nie ma? I mieszkał zupełnie gdzie indziej, z tego mieszkania się dawno wyprowadził…
Ale jak to? Z kim więc rozmawiałam? Przecież pamiętał każdy szczegół naszej młodości. Przed rozmową miałam okropny nastrój… A potem, po tej rozmowie poczułam, iż życie trwa, iż pozostało siła i smak świata… Ale jak to możliwe? Jadwiga nie mogła się otrząsnąć.
Ale to był jego głos, słyszałam go. Powiedział mi: Słońce świeci dla ciebie. I wiatr goni chmurki po niebie dla ciebie. I ptaki śpiewają dla ciebie!
Krysia pokręciła głową, jakby nie do końca wierzyła Jadwidze. A potem powiedziała:
Jadwigo, nie wiem jak, ale chyba rzeczywiście on cię odwiedził. To jego słowa, jego styl. Paweł bardzo cię kochał. Myślę, iż chciał cię podnieść na duchu… z tamtej strony. I chyba mu się pięknie udało. Dawno nie widziałam cię tak szczęśliwej i pełnej życia.
Kiedyś ktoś poskłada twoje potargane serce na nowo. I przypomnisz sobie, że… tak naprawdę jesteś po prostu szczęśliwa.
