Nie mam już z kim porozmawiać. Opowieść – Mamo, co Ty wygadujesz? Jak to nie masz z kim porozmawiać…

polregion.pl 5 godzin temu

Mamo, co Ty za rzeczy opowiadasz? Jak to nie masz z kim porozmawiać? Przecież dzwonię do Ciebie dwa razy dziennie powiedziała ze zmęczeniem córka.

To nie tak, Agnieszko, nie o to mi chodzi westchnęła smutno pani Janina Nowicka. Po prostu… nie mam już przyjaciół, nie mam znajomych, którzy pamiętają te same czasy co ja.

Mamo, nie wygaduj bzdur. Przecież masz jeszcze Zofię, swoją koleżankę z podstawówki. I w ogóle, jesteś bardzo nowoczesna i wyglądasz o wiele młodziej niż na swój wiek. No mamo, nie załamuj się jęknęła córka.

Wiesz przecież, iż Zosia ma astmę, nie rozmawia długo przez telefon, bo zaraz się dusi. A mieszka na drugim końcu Warszawy. Ty wiesz przecież, iż we troje się przyjaźniłyśmy. Pamiętasz, jak Ci opowiadałam. Ale już nie ma Marysi od lat. Wczoraj wpadła do mnie pani Teresa z sąsiedztwa. Zaproponowałam jej herbatę, jest dobrą kobietą, czasem mnie odwiedza. Pobiegła choćby po drożdżówki, bo piekła dla wnuków. Opowiadała o dzieciach, o wnukach. Ona też już jest babcią, choć młodsza ode mnie chyba z piętnaście lat. Ale ma zupełnie inne wspomnienia z dzieciństwa, ze szkoły.

Tak bardzo chciałabym pogadać z kimś ze swojego pokolenia… Janina mówiła to do córki, ale doskonale wiedziała, iż Agnieszka jej nie zrozumie. pozostało młoda. Jej czas jest tu, jeszcze trwa. Nie goni jeszcze za wspomnieniami. Agnieszka to dobra, troskliwa córka, nie w niej problem.

Mamo, mam na wtorek bilety na wieczór polskiej piosenki. Pamiętasz, chciałaś ze mną pójść? No już, przestań się smucić i załóż tę swoją bordową sukienkę w niej wyglądasz przepięknie!

Dobrze, Agnieszko, wszystko w porządku, nie wiem sama, co mnie naszło… Dobranoc, zadzwonimy do siebie jutro. Kładź się wcześniej, bo znów będziesz niewyspana zmieniła temat Janina.

Tak, mamo, pa, dobranoc Agnieszka rozłączyła się.

Janina patrzyła w milczeniu przez okno na rozświetlone wieczorem ulice…

Klasa maturalna, też była wiosna. Tyle planów. To było przecież tak niedawno. Jej przyjaciółce Zosi podobał się Tomek Malinowski z klasy, a Tomkowi… podobała się ona, Janina. Wieczorami dzwonił do niej na stacjonarny, zapraszał na spacery ale Janina widziała w nim tylko przyjaciela, nie chciała dawać złudnej nadziei.

Potem Tomek poszedł do wojska. Wrócił, ożenił się. Zamieszkał w starym bloku Zosi. Też miał wtedy telefon stacjonarny… numer… Janina wykręciła automatycznie zapamiętany numer. Sygnału nie było od razu, później ktoś jednak podniósł słuchawkę. Słychać było szelest, a potem odpowiedział jej cichy męski głos:

Halo, słucham, proszę mówić.

Może za późno… Po co ja adekwatnie dzwonię? Może on mnie już nie pamięta albo to w ogóle nie on!
Dobry wieczór głos Janiny lekko drżał z emocji.

Znów szelest w słuchawce, nagle słyszy zaskoczenie:

Janina? Czy to naprawdę Ty? Oczywiście, iż Ty. Twój głos pamiętałbym wszędzie. Jak mnie odnalazłaś? Zadzwoniłem tu zupełnym przypadkiem…

Tomku! Poznałeś mnie! Janinę zalała fala ciepłych wspomnień. Nikt jej już tak nie nazywał, tylko „mama”, „babcia” albo „pani Janina”. Chyba jeszcze tylko Zosia.

A po prostu „Janina” brzmiało jak dźwięk wiosny, jakby nie minęły te wszystkie lata.

Janina, jak się masz? Cieszę się, iż słyszę Twój głos tych słów się obawiała, iż jej nie rozpozna albo iż będzie mu to nie na rękę.

Pamiętasz klasę maturalną? Jak z Witkiem Nowakiem wiosłowaliśmy z Wami z Zosią po Wiśle? Witek sobie zdarł dłonie, potem to ukrywał. Potem lody na Starym Mieście. Grała muzyka…

Oczywiście, iż pamiętam zaśmiała się Janina szczęśliwie. A nasz biwak z klasą w Kampinosie? Głodni byliśmy strasznie, bo nikt nie umiał otworzyć puszek!

Oj tak! dołączył do śmiechu Tomek. A Witek otworzył i potem jeszcze śpiewaliśmy przy ognisku, pamiętasz? To wtedy postanowiłem się nauczyć grać na gitarze.

I nauczyłeś się? głos Janiny brzmiał młodo, jak wtedy. Tomek wyciągał na światło każdą z tych pięknych chwil z przeszłości.

A jak Ty teraz żyjesz? zapytał Tomek, ale zaraz sam sobie odpowiedział: Wiesz co, po głosie słychać, iż jesteś szczęśliwa. Masz dzieci, wnuki? przez cały czas piszesz wiersze? „Zatonąć w nocy, by odrodzić się o świcie!” pamiętam! Zawsze byłaś promykiem. Przy Tobie każdy mógł ogrzać serce, nigdy nie było zimno. Dzieci mają skarb w domu, taką mamę i babcię!

Nie chwal aż tak, Tomku, to już nie moje życie… Czas minął

Przerwał:

Przestań, aż cała słuchawka mi się nagrzała od energii! Żartuję. Nie wierzę, iż straciłaś smak życia. Tak nie brzmisz. Janina, żyj i ciesz się. Słońce świeci dla Ciebie.

A chmury goni wiatr po niebie dla Ciebie.

I ptaki śpiewają dla Ciebie!

Tomku, Ty ciągle taki romantyk… A co u Ciebie? Cały czas o mnie gadam ale wtedy coś zaszumiało i nagle połączenie zostało przerwane.

Janina siedziała z telefonem w dłoni i pomyślała, by oddzwonić, ale uznała, iż nie wypada późno już. Może kiedy indziej.

Jak przyjemnie było tak porozmawiać, ile wspomnień wróciło… Dzwonek telefonu wyrwał ją z zamyślenia. Wnuczka.

Tak, Dominiczko, nie śpię. Co tam mama mówiła? Nie, mam dobry nastrój. Idziemy z mamą na koncert. Wpadniesz jutro? Super, czekam, buziaki.

Janina położyła się spać w doskonałym nastroju. W myślach układała już wersy nowych wierszy…

Rano Janina postanowiła odwiedzić Zosię. Parę przystanków tramwajem to nie koniec świata, przecież nie pozostało taka stara.

Zosia bardzo się ucieszyła:

No nareszcie! Ile się naczekałam! Patrz, kupiłaś mój ulubiony torcik morelowy? No opowiadaj! Zofia zakaszlała, ale machnęła ręką. Dobrze, mam nowy inhalator, już mi lepiej. Chodź, idziemy na herbatę. Janina, jak Ty wypiękniałaś! Mów, co się stało?

Sama nie wiem, może piąta młodość? śmiała się Janina, krojąc tort. Wczoraj przez przypadek zadzwoniłam do Tomka Malinowskiego. No wiesz, Twoja miłość z maturalnej! Jak zaczął wspominać, aż mi się wszystko przypomniało. Dlaczego milczysz, Zosiu? Źle Ci?

Zofia pobladła, patrzyła nieruchomo. Wreszcie szepnęła:

Janina, nie wiedziałaś, iż Tomka już nie ma od roku? Przecież mieszkał zupełnie gdzie indziej, z tego mieszkania wyprowadził się dawno temu…

Jak to? Z kim więc rozmawiałam?! On znał każdy szczegół naszej młodości! Przed rozmową miałam straszne przygnębienie, a potem… Pomyślałam, iż życie trwa nadal, iż są jeszcze siły, jeszcze jest w nas smak życia… To niemożliwe… Janina nie mogła uwierzyć.

Ale przecież to był jego głos, słyszałam dobrze. Powiedział do mnie: „Słońce świeci dla Ciebie. I wiatr chmury po niebie goni dla Ciebie. I ptaki śpiewają dla Ciebie!”

Zosia pokiwała głową, jeszcze trochę nie dowierzając. W końcu odrzekła:

Nie wiem, jak to wytłumaczyć… Ale wygląda na to, iż to rzeczywiście był on. Zawsze Cię kochał. Może chciał Cię pocieszyć… stamtąd. Wygląda na to, iż mu się udało. Takiej szczęśliwej nie widziałam Cię od dawna.

Kiedyś ktoś pozbiera Twoje poszarpane serce. I przypomnisz sobie, iż jesteś… po prostu szczęśliwa.

Idź do oryginalnego materiału