Nie mam już choćby z kim porozmawiać. Opowieść – Mamo, co Ty mówisz? Jak to nie masz z kim pogadać? …

twojacena.pl 2 godzin temu

Mamo, co Ty opowiadasz? Jak to nie masz z kim porozmawiać? Przecież dzwonię do Ciebie dwa razy dziennie powiedziała zmęczonym głosem córka.

Nie o to chodzi, Agnieszko westchnęła cicho pani Nina Borowska. Po prostu nie mam już ani przyjaciół, ani znajomych w swoim wieku. Nikogo z mojej młodości.

Mamo, nie mów głupstw. Przecież masz szkolną przyjaciółkę Krystynę. A poza tym jesteś bardzo nowoczesna i wyglądasz o wiele młodziej niż wskazuje metryka. No mamo, proszę cię zmartwiła się Agnieszka.

Sama wiesz, iż u Krystyny z astmą coraz gorzej, przez telefon prawie wcale nie rozmawia, od razu kaszle. A mieszka na drugim końcu Warszawy. Zawsze we trójkę trzymałyśmy się razem opowiadałam Ci przecież. Ale Marysi już dawno nie ma. Wczoraj wpadła do mnie sąsiadka z naprzeciwka pani Teresa. Poczęstowałam ją herbatą, to dobra kobieta, często mnie odwiedza. Przyniosła świeże drożdżówki piekła dla swoich. Opowiadała o dzieciach, wnukach. Ona też ma wnuki, chociaż jest ode mnie młodsza o jakieś piętnaście lat. Ale jej dzieciństwo i szkoła to już zupełnie inne czasy.

Tak bardzo chciałabym po prostu porozmawiać z kimś ze swojego pokolenia wyznała Nina Borowska. Miała świadomość, iż córka tego nie zrozumie. Była jeszcze młoda, jej czas nie przeminął, przez cały czas był tuż za oknem. Nie miała tej tęsknoty za wspomnieniami. Agnieszka była wspaniała, troskliwa, ale nie o nią chodziło.

Mamo, mam bilety na wtorek na wieczór pieśni pamiętasz, iż chciałaś iść? I żadnej chandry! Włóż swoją bordową sukienkę, w niej wyglądasz bajecznie!

Dobrze, Agnieszko, wszystko w porządku, sama nie wiem, co mi się dziś stało. Dobranoc, jutro zadzwonimy do siebie. Idź spać wcześniej, bo znowu będziesz niewyspana odpowiedziała Nina, zgrabnie zmieniając temat.

Tak, mamo, całus, dobranoc powiedziała Agnieszka i rozłączyła się.

Nina długo patrzyła przez okno na roziskrzone światła wieczornego miasta…

Liceum, ostatnia klasa, znów wiosna. Tyle planów, jakby to było wczoraj. Jej przyjaciółce Krystynie podobał się wtedy Piotrek Malinowski z ich klasy. Ale Piotrek był zauroczony Niną. Jesienią dzwonił wieczorami na domowy telefon, proponował spacer. Nina traktowała go tylko jak przyjaciela, nie chciała robić mu nadziei.

Później Piotrek poszedł do wojska, po powrocie się ożenił. Zamieszkał w starym bloku, gdzie kiedyś mieszkała Krystyna. I miał wtedy… telefon stacjonarny. Ten numer… Nina Borowska niespodziewanie wykręciła go z pamięci. Sygnał, przez chwilę cisza, potem ktoś podniósł słuchawkę. Słyszała szmer, a po chwili odpowiedział cichy, męski głos:

Halo? Słucham.

Może za późno? Po co dzwonię? Czy Piotrek w ogóle mnie pamięta, a może to nie on…

Dobry wieczór głos Niny drżał z emocji.

Po drugiej stronie najpierw szum, a potem zaskoczenie:

Nina? Naprawdę ty? Oczywiście, iż ty. Twój głos nigdy nie dałby się pomylić. Jak mnie znalazłaś? To zupełnie przypadek, że…

Piotrku! Poznałeś mnie! fala ciepłych wspomnień zalała Ninę. Już nikt od dawna nie mówił do niej po imieniu. Tylko mama, babcia, pani Borowska. Może jeszcze Krystyna. A proste Nina zabrzmiało wiosennie, świeżo, jakby lata nie miały znaczenia.

Nina, jak się masz? Tak się cieszę, iż dzwonisz te słowa rozgrzały jej serce. Obawiała się, iż albo jej nie rozpozna, albo uzna rozmowę za nie na miejscu.

Pamiętasz nasze liceum? Jak z Witkiem Wysockim wieźliście mnie i Krystynę łódką po Wiśle? Witek potem miał odciśnięte dłonie od wioseł i wstydził się to pokazać. Później pod mostem jedliśmy lody. Muzyka grała…

Jakbym tego nie pamiętał! zachichotał Piotr. A nasz biwak z klasą w lesie, jak nie mogliśmy otworzyć konserwy, a głodni byliśmy jak wilki!

No pewnie Nina odpowiedziała z euforią a potem jak Witek jednak ją otworzył i śpiewaliśmy przy ognisku. To wtedy zdecydowałeś się nauczyć grać na gitarze…

I nauczyłem się podchwycił Piotr. Słuchając tych wspomnień, Nina czuła się młoda.

A jak teraz? zapytał Piotr i zaraz dodał: adekwatnie nie muszę pytać, po głosie słychać, iż jesteś szczęśliwa. Masz dzieci, wnuki? I wciąż piszesz wiersze? Pamiętam! Rozpływam się w nocy i odradzam wraz ze świtem! Taka pełna życia!

Zawsze byłaś jak słońce, Nina! Przy Tobie można rozgrzać duszę. Twoi bliscy mają szczęście taka mama, taka babcia to skarb.

Przestań, Piotrek, przesadzasz… Moje czasy już minęły, ja…

Przerwał jej:

Skończ, od Ciebie aż bije energia! Rurki w telefonie się nagrzewają! Żartuję, oczywiście. choćby przez sekundę nie uwierzę, iż straciłaś euforia życia, to niemożliwe. Twoje czasy trwają, Nina. Żyj, ciesz się, słońce świeci właśnie dla Ciebie.

I wiatr pędzi chmurki po niebie dla Ciebie.

I ptaki śpiewają właśnie dla Ciebie!

Piotruś, wciąż jesteś marzycielem… Ale powiedz, co u Ciebie? Tylko ja mówię, a Ty… W słuchawce nagle coś zaszurało, trzasnęło i połączenie się przerwało.

Nina dłuższą chwilę siedziała z telefonem w ręku. Chciała oddzwonić, ale pomyślała, iż już późno, może kiedy indziej.

Jak dobrze było porozmawiać, ile wspomnień ożyło… Telefon zadzwonił gwałtownie, aż się wzdrygnęła. Wnuczka.

Tak, Emilko, nie śpię jeszcze. Co mówiła mama? Nie, mam dobry humor. Jutro z mamą idziemy na koncert. Wpadniesz? Super, czekam na Ciebie. Buziaki.

Uszczęśliwiona, Nina położyła się spać. W głowie kłębiło się tyle pomysłów! Usypiając, zaczęła układać słowa do nowego wiersza…

Nazajutrz postanowiła odwiedzić Krystynę. Kilka przystanków tramwajem, przecież nie pozostało taką staruszką.

Krystyna ucieszyła się na jej widok:

No wreszcie, już myślałam, iż się rozmyślisz. O, kupiłaś tort z morelami? Mój ulubiony! Opowiadaj zakaszlała, przyciskając inhalator do piersi, ale machnęła ręką. Daj spokój, nowy lek, już lepiej. Siadajmy do herbaty. Ninko, wyglądasz dzisiaj młodziej. Coś się wydarzyło?

Sama nie wiem, nagły przypływ młodości! Wczoraj przypadkiem zadzwoniłam do Piotrka Malinowskiego. Kojarzysz, Twój ukochany z liceum? Zaczął wspominać takie rzeczy, o których już nie pamiętałam. Czemu milczysz, Krystyno, znów atak?

Krystyna patrzyła na nią blada, wreszcie wyszeptała:

Nino, nie wiedziałaś? Piotrek nie żyje już od roku. Przecież on dawno się wyprowadził z tego mieszkania, mieszkał w innej dzielnicy!

Niemożliwe! Przecież rozmawiałam z nim! Pamiętał każdy szczegół naszej młodości. Miałam kiepski nastrój, ale po rozmowie zrozumiałam, iż życie przez cały czas trwa, iż jeszcze są siły, iż mam w sobie euforia Jak to możliwe?

To był jego głos, słyszałam go. Powiedział mi: Słońce świeci dla Ciebie. Wiatr goni chmury dla Ciebie. I ptaki śpiewają dla Ciebie!

Krystyna pokręciła głową, nie wiedząc, co myśleć, ale po chwili stwierdziła:

Nino, nie wiem jak to wytłumaczyć, ale może naprawdę to był on. Takie słowa, taki styl Piotrek kochał Cię. Wydaje mi się, iż chciał dodać Ci odwagi… stamtąd. I chyba mu się to udało. Dawno nie widziałam Cię tak szczęśliwej i pełnej energii.

Kiedyś ktoś poskłada twoje potargane serce w całość i przypomnisz sobie, iż przecież… jesteś po prostu szczęśliwa.

Idź do oryginalnego materiału