Nie lubię czytać na stojąco

nn6t.pl 1 godzina temu

O musicalu science-fiction opowiadającym o nowym społeczeństwie, w którym nie ma miejsca na indywidualizm, rozmawiają artystka Agata Cieślak i kuratorka Anna Ciabach, które wspólnie przygotowały wystawę Moją duszą urządź swój algorytm, którą będzie można od października oglądać w łódzkiej Pracowni Portretu.

Anna Ciabach: Moją duszą urządź swój algorytm – co kryje się za tytułem?

Agata Cieślak: Wszystkie prace z tej wystawy należą do porządku wizualnego, jaki chciałabym stworzyć w ramach eksperymentalnego musicalu filmowego. Wystawa jest kolejnym krokiem ku tej realizacji – ilustracje i obiekty wyznaczają świat przedstawiony, jaki buduję w narracji filmowej. Zastanawiam się tu nad postępującą algorytmizacją życia społecznego, w szczególności w kontekście platform AI i mediów społecznościowych. Nie do końca interesuje mnie sama technologia, ale to, jaką rolę odgrywa w procesie dekonstrukcji życia publicznego i jakie lęki społeczne towarzyszą rozwojowi sztucznej inteligencji. Interesuje mnie, jak ta sytuacja wpływa na zmiany dyskursów politycznych oraz co obecność algorytmu w naszym życiu robi dla nas jako jednostek – nie tylko rozumianych przez pryzmat tożsamości – ale przede wszystkim podmiotowości.

Agata Cieślak, „Mirror, Mirror”, ujęcia testowe, 2025. Na zdjęciu Frederik Gruayert i Agata Cieślak, fot. Sisi Kreft. Dzięki uprzejmości artystki.

Anna Ciabach: Nawiązujesz też do specyficznego formatu prezentacji – pitchingu. W jakim celu?

Agata Cieślak: adekwatnie imituję format stosowany w branżach medialnych i start-upach. Polega to na tym, iż jeżeli nie masz środków na realizację swojego projektu i chcesz przekonać potencjalnych inwestorów, przygotowujesz krótką, ale intensywną prezentację głównych założeń. Innymi słowy, rzucasz przynętę. Choć oczywiście u mnie nie ma to wyłącznie wymiaru marketingowego – jeżeli jednak znajdzie się ktoś, kto chciałby zainwestować w realizację musicalu, zapraszam do kontaktu!

Interesuje mnie również testowanie różnych form i formatów oraz badanie ich w kontekście relacji ekonomicznych, społecznych i politycznych, a także tego, jak wpływa to na rozumienie sztuki.

Generalnie uważam, podobnie jak inni teoretycy i teoretyczki kultury, iż dziś zbyt mało analizujemy formę, a to ona jest kluczem do zrozumienia, jak funkcjonuje rzeczywistość.

To, co przez nią rozumiem, to nie tylko materialna kondycja danego dzieła, jak malarstwo czy rysunek, ale szerzej: jak moja praktyka i poszczególne rzeczy funkcjonują w kontekście kapitału oraz ugruntowanych na nim relacji społecznych. Samą sztukę współczesną też raczej postrzegam nie jako coś konkretnego, ale jako system wzajemnych zależności ekonomicznych i społecznych oraz relacji władzy.

Anna Ciabach: No właśnie, za tą wystawą kryje się dużo większy projekt, nad którym pracujesz od kilku lat – filmowy musical Mirror, Mirror – The Musical. Tu znów format jest jak najbardziej z obszaru kultury popularnej, ale cały proces jego tworzenia poddajesz wnikliwej analizie. Zaczęło się chyba od tego, co najbardziej materialne: scenografii i rekwizytów, które stały się punktem wyjścia do konkretyzowania idei i fabuły. W latach 2021–25, na bazie tych eksperymentów, zrealizowałaś serię czterech wystaw pod wspólnym tytułem Zajmowała nas pielęgnacja szczątków. Skąd jednak pomysł na eksperymentalny musical?

Agata Cieślak: Kultura popularna jest fascynująca. Nie chodzi o fetyszyzowanie tego, co nie należy do języka akademickiego ani do dyskursu sztuki, ale o jego skalę i społeczne oddziaływanie. Stąd moje zainteresowanie różnymi popularnymi formatami, celebrytami, kinem itp. Musical należy do tego świata – to taka wersja spauperyzowanej opery, w której od razu identyfikujemy się z bohaterami, a treść jest maksymalnie uniwersalna. Jednocześnie jest to format totalny, często wiążący się z niebotycznie wysokimi budżetami.

Być może moje zainteresowanie kulturą popularną bierze się z tego, iż mój język artystyczny jest dość skomplikowany i głęboko osadzony w dyskursie krytycznym.

Zawsze zależało mi na tym, żeby na wystawie widz nie musiał „oglądać eseju na stojąco”.

Równocześnie to, co robię w ramach praktyki wizualnej, jest dla mnie polem badań teoretycznych, które kieruję bardziej do środowiska akademickiego lub artystycznego. Dlatego właśnie zdecydowałam się na musical. Z jednej strony cały proces produkcji stanowi dość obszerne „studium przypadków” do dalszych rozważań teoretycznych; z drugiej strony jest to format, który ma szansę spodobać się szerszej publiczności. Chciałam też wrócić do pracy z muzyką. Podczas ostatniej wystawy pracowałam z dźwiękiem, ale korci mnie także powrót muzyki sensu stricte. W sumie mam za sobą dwanaście lat szkoły muzycznej i jako nastolatka pisałam już jakieś piosenki, należałam do różnych formacji.

3. Agata Cieślak, „Zajmowała nas pielęgnacja szczątków (IV)”, TRAFO Trafostacja Sztuki Szczecin, 2025, fot. Frederik Gruayert. Cokół ołtarza zbudowany jest z grzybni. Dzięki uprzejmości artystki i Trafostacji Sztuki.

Anna Ciabach: Jaka jest fabuła tego musicalu, który na dodatek jest z gatunku science fiction?

Agata Cieślak: Akcja rozgrywa się w przyszłości, w której ludzka cywilizacja w dzisiejszym rozumieniu nie istnieje. Nie jest to jednak opowieść o przyszłości, ale o teraźniejszości – nasza cywilizacja ukazana jest przez pryzmat straty i symulacji tego, co utraciliśmy.

Nowe społeczeństwo to w zasadzie jeden kolektywny, wirtualny byt, w którym nie ma miejsca na indywidualizm ani na podmiotowość. Pojedyncza jednostka zawsze myśli wspólnie z resztą społeczeństwa. Rzeczywistość, emocjonalność, myślenie i odczuwanie są wyłącznie kolektywne.

Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy jedna z partycji tego wspólnego mózgu zaczyna rozsyłać bugi do całej wspólnoty, w której pojawiają się sugestie dotyczące możliwości posiadania autonomii, stania się indywidualną jednostką…

Anna Ciabach: Zatrzymajmy się tu na chwilę. Ten model ekstremalnie kolektywnego społeczeństwa, w którym poszczególne ciała kierują się wspólnymi myślami, celami i emocjami odnosisz do konkretnych przykładów ze świata natury. W twoich projektach pojawia się motyw grzybni, ale też przez kilka lat opiekowałaś się kolonią mrówek, którą prezentowałaś na wystawach. Jak to doświadczenie łączy się z twoimi zainteresowaniami dotyczącymi możliwych modeli społecznych?

Agata Cieślak: Dużo gestów, na które decyduje się w swojej praktyce, nie zawsze jest w pełni świadomych. Tak też było z mrówkami; to dość osobista historia. Niemniej takie opowieści nie wydają mi się szczególnie interesujące dla widzów, dlatego staram się uniwersalizować swój język artystyczny. I tak, mrówki stały się przyczynkiem do zbudowania serii wystaw Zajmowała nas pielęgnacja szczątków, ale nie stanowią konkretnej metafory, podobnie jak grzybnia. Wolę mnożyć znaczenia, nakładać je na siebie i wyciągać z tego różne wnioski. Kolonia mrówek mieszkająca na wystawie jest więc równocześnie metaforą pracy, życia społecznego, ale też gestem antyutowarowienia sztuki, który sam w sobie nie jest oczywiście do końca możliwy. Jest to też sposób na budowanie relacji z osobami produkującymi wystawy, bo to z nimi utrzymuję regularny kontakt w sprawie karmienia mrówek. Wreszcie hodowla owadów pozwoliła mi prowadzić rozmowy o etyce produkcji artystycznej bez wpadania w tony moralizatorskie. Skoro sama trzymam je jako „zwierzątka domowe” na wystawie i karmię je karaluchami, to łatwiej mi wtedy zastanawiać się nad tym, czym jest etyka w kontekście sztuki współczesnej i nie przyjmować roli artystki-misjonarki, z którą bardzo nie chciałabym się utożsamiać. Co ważne, mrówki na wystawie to także swoisty populizm. Widzowie, a w szczególności dzieci, bardzo je lubią.

Agata Cieślak, „Moją duszą urządź swój algorytm”, 2026. Przygotowania do wystawy. Dzięki uprzejmości artystki.

Anna Ciabach: Wróćmy jednak do fabuły musicalu. Głównego bohatera poznajemy adekwatnie w momencie, gdy jego niedozwolone i samodzielne marzenia o autonomii sprowadzają na niego serię kar nałożonych przez system.

Agata Cieślak: Tak, ukarany otrzymuje najpierw swego rodzaju świadomość posiadania indywidualnego ciała. Reprezentuje ona tę część wspólnotowego mózgu, która próbuje się buntować, ale przez cały czas pozostaje jego elementem. Generalnie mamy trochę taką sytuację jak np. w grze The Sims: główny bohater (używam męskiej formy, ale jego tożsamość nie jest jednoznacznie określona) dostaje swoje tzw. „życie”. Jest też druga postać, która ucieleśnia interfejs systemu nadzorującego wykonanie kary. Ma ona ciało meduzy, ale w dwojakiej, zmiennej formie: raz jest to mitologiczna gorgona, raz morskie zwierzę.

Pierwszą w serii kar jest wizyta w muzeum sztuki nowoczesnej, ale naszemu bohaterowi, wbrew założeniom systemu, tam się podoba.

Pojawia się pierwsza piosenka, w musicalach często przybierająca formę I wish song lub I want song. To moment, w którym zwykle główny bohater opowiada o swoich marzeniach i niezadowoleniu z obecnego życia.

Anna Ciabach: Wizyta w muzeum sztuki nowoczesnej jako kara to dosyć interesujący koncept. Jaką dokładnie rolę odgrywa ten wątek w twoim scenariuszu?

Agata Cieślak: To adekwatnie wynika z moich zainteresowań teoretycznych i ma związek z pracą, którą napisałam w ramach doktoratu na Uniwersytecie Mozarteum w Salzburgu. Muzeum sztuki współczesnej jest tu pewnym konceptem, który reprezentuje sferę publiczną, szczególną o tyle, iż ma w sobie jednocześnie potencjał alienujący. To z kolei dla mnie oznacza, iż może stanowić pole emancypacji społecznej. W tradycji filozoficznej alienacja nie oznacza po prostu bycia samemu, a raczej jest poczuciem nieprzystawalności, rozpoznaniem własnej obcości wobec tego, co publiczne. I właśnie to doświadczenie traktuję jako istotny przyczynek do budowania własnej podmiotowości, która kształtuje się w odróżnieniu od tożsamości dzięki negatywnej alienacji. Inaczej mówiąc, zadaję pytanie, czy naprawdę chcemy być podmiotami, czy tylko wpisywać się w ideę reprezentacji jakiejś tożsamości? Wydaje mi się, iż sztuka współczesna może być polem do dyskusji o emancypacji społecznej, właśnie ze względu na jej formalne uwikłanie w kapitalistyczny system relacji społeczno-finansowych. Jednocześnie uważam, iż nie ma mowy o emancypacji, jeżeli myślimy o niej w kategoriach tożsamościowych, a jednocześnie odchodzimy od systemowej krytyki i dialektycznego podejścia.

Agata Cieślak, „Moją duszą urządź swój algorytm”, 2026. Przygotowania do wystawy. Dzięki uprzejmości artystki.

Anna Ciabach: Postać z twojego musicalu wkracza zatem na niełatwą ścieżkę emancypacji. Doświadczenie alienacji w świecie sztuki współczesnej spełnia swoją rolę, jednak system nie daje za wygraną i funduje kolejną karę. Sprawia, iż bohater sam staje się artystą, na dodatek pogrążonym w osobistym i zewnętrznym kryzysie.

Agata Cieślak: Wybrałam trochę taki typ szamana, może odrobinę inspirowany postacią Josepha Beuysa. Z tym iż nasz bohater to artysta niespełniony, który nie osiągnął sukcesu i w akcie desperacji pali wszystkie swoje prace. A jako iż ów świat przyszłości, przez cały czas nie uporał się z efektami katastrofy klimatycznej, nasz świadomy artysta orientuje się, iż wielkie ognisko na i tak już gotującej się planecie nie pomaga mu poczuć się lepiej. No i gest auto-negacji nie przynosi mu oczekiwanego rozgłosu.

Anna Ciabach: Zaczyna to trochę brzmieć jak podróż po kolejnych kręgach piekła, być może choćby piekła sztuki. Co dalej?

Agata Cieślak: W trzeciej części mój bohater zostaje ucieleśniony jako miliarder, któremu udało się przeżyć katastrofę, która zmiotła z ziemi całą ludzkość. Co prawda schronił się w swoim podwodnym bunkrze, ale i tak umiera w samotności z powodu braku tlenu. Śpiewa do samego końca, łapiąc ostatni oddech. Scenograficznie widzę jego bunkier jako przestrzeń pełną sztucznych atrybutów z utraconego świata, dom ekscentryka-kolekcjonera sztuki. Nie jest to ostatnie „życie” mojego bohatera, bo przecież poruszamy się w wirtualnym świecie, a kolejne epizody-kary kreowane są przez meduzę. Następne wcielenie to rewolucjonista, walczący dla szeroko pojętego dobra ludzkości. Całość wieńczy historia wielkiego stwórcy w typie Frankensteina, który tworzy społeczeństwo będące hybrydą ludzi i grzybów… nie zabraknie też scen zbiorowego tańca.

Agata Cieślak, „Moją duszą urządź swój algorytm”, 2026. Przygotowania do wystawy. Dzięki uprzejmości artystki.

Anna Ciabach: Dla mnie to chyba nie do końca klasyczny happy end w musicalu, ale niepokojące, otwarte zakończenie? Z czym chciałabyś zostawić widzów i widzki?

Agata Cieślak: Widzieliśmy ostatnio kilka musicali bez happy endu, takie czasy. Ale też traktuję to jako pewnego rodzaju zabieg formalny. Każda moja praca daje potencjał do rozwijania jej w kolejną. Warto tutaj jeszcze wymienić film, który niezmiernie mnie inspiruje w tym przedsięwzięciu, a mianowicie Producenci Mela Brooksa z 2005 roku, pokazuje on perypetie procesu produkcji musicalu Springtime for Hitler, który ostatecznie okazuje się klapą. Może się tak okazać, iż mój projekt też będzie porażką, ale mam nadzieję, iż chociaż uda mi się go zrealizować.

Agata Cieślak, „Moją duszą urządź swój algorytm”, 2026. Przygotowania do wystawy. Dzięki uprzejmości artystki.

Anna Ciabach: W jakimś sensie Mirror, Mirror to opowieść oparta na idei podróży, doświadczania, przemiany. Niemal klasyczna epicka opowieść. Sama masz bardzo ciekawą historię zarówno ścieżki zawodowej, jak i ogólnie doświadczeń związanych z mieszkaniem w różnych miejscach. Istotne są również edukacja oraz twoja działalność naukowa. Jak sama mówisz, ciągnie cię w stronę teorii i badań artystycznych, ale jednocześnie szukasz możliwości nadania im konkretnej materialnej formy.

Agata Cieślak: Nie myślałam o tej historii jako o Odysei, ale być może coś w tym jest. Nie chcę też romantyzować swojej tułaczki; wiele decyzji w tym kontekście podejmowałam przez pryzmat danego momentu w życiu albo choćby przypadkowo. Niemniej były to bez wątpienia doświadczenia kształtujące mnie jako artystkę i jako człowieka. Na studiach w Londynie zarabiałam jako kelnerka w klubach, przez co na pewno łatwiej było mi gwałtownie dostrzec nieubłagane zasady ekonomii sztuki z perspektywy migracji zarobkowej.

Studia w Holandii skończyłam z dużymi długami, ale jednocześnie podkreślano moją pozycję uprzywilejowanej Europejki w porównaniu z moimi kolegami i koleżankami, którzy pochodzili z innych części świata. Paradoksalnie, często były to także osoby z bardzo zamożnych rodzin, których stać było na studia w Europie. Przywilej białej skóry i unijnego paszportu tak naprawdę zrozumiałam podczas kilkuletniego pobytu w Libanie.

Mój powrót do Polski, mam nadzieję, nie jest ostateczny. Niemniej konieczność wypowiadania się w ojczystym języku jest dla mnie równie formująca jak wszystkie zagraniczne studia. Dużo się dzięki temu dowiedziałam o swojej praktyce.

Agata Cieślak – artystka wizualna, autorka tekstów, badaczka, okazjonalnie kuratorka. Ukończyła Dutch Art Institute w Arnhem (MA Art Praxis), później studiowała filozofię w Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, a od 2022 roku jest doktorantką na Uniwersytecie Mozarteum w Salzburgu, gdzie zrealizowała projekt badawczy pt. „Co to jest emancypacja? Sztuka współczesna jako symptom zaniku sfery publicznej”. Jest kuratorką i producentką pierwszej edycji projektu secondaryarchive.org – Platformy Artystek z Europy Środkowo-Wschodniej. Współpracowała z wieloma instytucjami w Polsce i za granicą, m.in. z Ashkal Alwan w Bejrucie, Austriackim Forum Kultury w Warszawie, Lawrence Abu Hamdan Studio, Fundacją Katarzyny Kozyry. Od 2025 roku jest członkinią zarządu Obywatelskiego Forum Sztuki Współczesnej. Mimo wielu wątpliwości nieustannie wierzy w istotę sztuki.

O wystawie Moją duszą urządź swój algorytm czytaj w dziale Orientuj się!

Idź do oryginalnego materiału