„Nie chcę żadnej innej synowej, więc rób, co chcesz!” – usłyszał Marek od mamy, gdy postanowił ożeni…

polregion.pl 2 godzin temu

Nie zamierzam mieć innej synowej, a ty sobie radź, jak chcesz! oświadczyła stanowczo matka swojemu synowi.

Marek dobiegał końca z politologią na Uniwersytecie Warszawskim i uznał, iż skoro obronę ma w zasięgu ręki, to świetny moment, by oświadczyć się swojej pierwszej szkolnej miłości Jagodzie! Jagoda była ładna, ale co ważniejsze miała w sobie mnóstwo ciepła i bystrości. W tym samym czasie kończyła mgr z filologii polskiej. Postanowili, iż jak tylko ogarną dyplomy, od razu biorą ślub.

Marek zebrał się na odwagę i powiedział mamie o swoich planach, ale ta miała dla niego już gotowy, lepszy scenariusz. Oznajmiła: albo będzie ślub z Pauliną z trzeciego piętra, albo niech sobie szuka szczęścia gdzie indziej. I oczywiście nie zapomniała zapytać: co ważniejsze kariera czy babskie dyrdymały? Mama Marka śniła po nocach, iż jej syn zostanie kimś poważnym, a nie jakimś podrzędnym pracownikiem korporacji.

Paulina pochodziła z rodziny z koneksjami, jej tata był znanym notariuszem na Saskiej Kępie. Zresztą nie ukrywajmy już od podstawówki robiła maślane oczy do Marka. On jednak ciągle żył tą Jagodą, której rodzina ledwie wiązała koniec z końcem na Pradze. Mama Jagody miała opinię najgorszą na osiedlu… Jakże to by wyglądało w oczach ludzi?

Nie chcę innej synowej niż Paulina a ty rób, jak chcesz! uparła się matka, krzyżując ramiona.

Marek próbował tłumaczyć, prosił, choćby popłakał w ukryciu, ale matka była twardsza niż zbroja husarska. W końcu dorzuciła coś o rodzinnej klątwie, jeżeli stanie po stronie Jagody, a nie Pauliny. No i chłopak spękał. Przez pół roku jeszcze spotykał się z Jagodą, z każdym tygodniem coraz bardziej znikali sobie z oczu.

Potem, nie mając już innego wyjścia, Marek ożenił się z Pauliną. Dziewczyna naprawdę była w nim zakochana po uszy, ale do wesela nie doszło Marek nie zdzierżył myśli, iż Jagoda mogłaby zobaczyć jego zdjęcia w mediach społecznościowych. Po ślubie przeniósł się do wielkiej willi w Wilanowie, należącej do rodziców Pauliny. Teściowie załatwili mu robotę w radzie nadzorczej i karierę na rynku finansowym miał jak z bajki. Ale co z tego, skoro wcale nie był szczęśliwy.

Dzieci? Marek choćby nie chciał o tym słyszeć. Gdy Paulina po latach zorientowała się, iż z ziarnka nie będzie plonu, sama złożyła pozew o rozwód. On miał już czterdziestkę na karku, ona dobiegała trzydziestki ósemki. gwałtownie wyszła za mąż ponownie, urodziła dwójkę szkrabów, kupiła sobie nową suknię do kościoła i była więcej niż szczęśliwa.

Marek do końca życia żałował, iż nie poślubił Jagody. Próbował ją odnaleźć, ale zniknęła jak dym z ogniska. Dowiedział się od wspólnej znajomej, iż tuż po ich rozstaniu wyszła za pierwszego gentlemana, jakiego spotkała na tramwaju. Niestety okazał się łajdakiem pobił ją na śmierć.

Od tej pory Marek zamieszkał samotnie w starym, PRL-owskim mieszkaniu po rodzicach na Ochocie i zaczął zapijać żal najtańszą wódką z Żabki. Gapił się całymi dniami na zdjęcie Jagody schowane pod szkłem w kredensie i nigdy, choćby przez moment, nie zdołał wybaczyć matce.

Idź do oryginalnego materiału