„Nie chcę innej synowej! Albo Amanda z sąsiedztwa, albo żadnej – zdecyduj, co dla ciebie ważniejsze: kariera czy miłość?” – matka Marka stawia ultimatum, rozdzielając syna z licealną miłością Magdą i zmuszając go do ożenku z córką zamożnych sąsiadów, co prowadzi do tragedii i złamanego życia.

newskey24.com 3 dni temu

10 marca 2010, Warszawa

Czasem czuję, jakby moje życie było rozpisane na kilka nieudanych aktów dramatu. Dziś znowu wracam myślami do tego dnia, gdy po obronie magisterki czułem, iż mogę góry przenosić a przede wszystkim, prosić Magdę o rękę. Magda, moja pierwsza miłość jeszcze z liceum, była zaskakująco piękna, choć to nie uroda mnie tak w niej ujęła. Ona była serdeczna, dowcipna, mądra, a przy tym tak bardzo skromna. Pisaliśmy wprawdzie nasze prace na różnych wydziałach UW, ale spotykaliśmy się na kawie na Nowym Świecie i układaliśmy plan wspólnego życia ślub zaraz po obronie, może wynajmiemy małe mieszkanie na Ochocie, może pojedziemy na wakacje nad Bałtyk?

Bałem się rozmowy z mamą. Wiedziałem, iż jej wymarzona synowa to nie Magda, tylko Aneta spod dwójki. Aneta była córką dobrze ustawionych państwa Rutkowskich, mieli dom pod Piasecznem, nowego mercedesa, a jej matka lubiła się chwalić sukniami od projektantów. To właśnie Anetę mama widziała u mojego boku. „Albo bierzesz ślub z Anetą, albo z nikim!” usłyszałem któregoś wieczoru. „Co jest dla ciebie ważniejsze, Marek rodzina czy miłość? Kariera czy sentymenty?”. Nie mogłem przekonać mamy, iż Magda jest wszystkim, czego pragnę. O reputacji rodziny Magdy wolała nie słyszeć jej matka miała parę wybryków na sumieniu, a plotki w bloku rozgrzewały się szybciej niż w piecu kaflowym na Pradze.

Mimo próśb i tłumaczeń mamy nie przekonałem. Wręcz przeciwnie postawiła sprawę ostro, grożąc mi, iż jak wybiorę Magdę, już nie będę jej synem. Nie miałem odwagi zaryzykować. Umawiałem się z Magdą jeszcze przez kilka miesięcy, ale czułem jak między nami narasta mur rezygnacji i goryczy.

W końcu, pod presją i wbrew sobie, poślubiłem Anetę. Była szczerze zakochana, ale nie robiła wokół nas wielkiego szumu ślub cywilny, bez wesela i bez fotografa. Nie chciałem, aby Magda przypadkiem zobaczyła gdzieś nasze zdjęcia z sali ślubów na Marszałkowskiej. Wprowadziłem się do okazałego domu pod Piasecznem, gdzie anielska cierpliwość Anety i koneksje jej rodziców pozwoliły mi gwałtownie piąć się po kolejnych szczeblach kariery. Zarabiałem godnie czasem przynosiłem do domu premie w złotówkach, o których wcześniej tylko czytałem w Gazecie Wyborczej. Ale brakowało w tym jakiejkolwiek euforii czy satysfakcji.

Kiedy Aneta zaczęła naciskać na dziecko, byłem już emocjonalnie nieobecny. Unikałem tematu, bo wiedziałem, iż to nie z nią chciałem rodziny. Kiedy minęło kilka lat bez dzieci, sama zdecydowała się na rozwód. Miała wtedy 38 lat, ja byłem po czterdziestce. Ona, ku mojemu zaskoczeniu, bardzo gwałtownie znalazła szczęście wyszła ponownie za mąż, urodziła córeczkę i zaczęła prowadzić radosne życie, którego ja chyba nigdy nie zaznałem.

Tymczasem ja… Próbowałem odnaleźć Magdę. Pisałem do znajomych, szukałem jej nazwiska w portalach społecznościowych. Jakby rozpłynęła się w powietrzu. Dopiero dużo później dowiedziałem się, iż po naszym rozstaniu gwałtownie wyszła za mąż za człowieka, który okazał się… potworem. Słyszałem, iż bił ją, aż w końcu doszło do tragedii. Umarła, a wraz z nią coś we mnie bezpowrotnie zgasło.

Od tego czasu coraz częściej wracam do starego mieszkania rodziców na Grochowie i duszę żal w kilku kieliszkach wódki. Czasem odkopuję stare zdjęcia Magdy ukryte w szufladzie. Nie mogę wybaczyć mamie ani tego, co mi zrobiła, ani tego, kim sam się stałem.

Idź do oryginalnego materiału