Twórcy "Spider-Noir" stanęli przed specyficznym wyzwaniem. Wyrwany z estetyki czarnego kryminału Spider-Man w "Uniwersum" był żartem, przerysowanym dodatkiem do głównej fabuły. Drugoplanowa postać w filmie pełnometrażowym może funkcjonować na tej zasadzie. Główny bohater ośmioodcinkowego serialu – nie bardzo. Oczywiście zmiana dowcipu w pełnoprawnego bohatera nie jest zadaniem niemożliwym. Ostatnio udowodnili to twórcy "Wonder Mana" za sprawą granego przez Bena Kingsleya Trevora Slattery’ego.Reklama
W przeciwieństwie do komiksowego pierwowzoru świat przedstawiony w "Spider-Noir" jest bardzo świadomy swej konwencji i prezentuje ją nieco ironicznie. Wielu bohaterów wypluwa z siebie dialogi z prędkością karabinu maszynowego, a pojedynki na cięte riposty są tu na porządku dziennym. W najlepszych momentach przypomina to słowne utarczki Katharine Hepburn z Jamesem Stewartem. Produkcja jest dostępna w dwóch wersjach – w kolorze oraz w czerni i bieli. Szczególnie po wybraniu drugiej opcji doceniamy kadrowanie, często żywcem wyjęte z amerykańskich klasyków lat 30. i 40.
"Spider-Noir". Nicolas Cage jest w siódmym niebie
Zgodnie z tytułem wyrwany z kina noir jest także główny bohater. Grany przez Cage’a Ben Reilly (nazwisko doskonale znane fanom komiksowego pajączka) to prywatny detektyw, który sięgnął dna – nie najlepszy w swej robocie, cierpiący na stały brak gotówki i bolejący po utraconej miłości, której nie był w stanie ocalić. To zagubiony chłop, który w swym życiu widział o wiele za dużo złych rzeczy, a mimo to wciąż stara się stać po tej dobrej stronie. Niekończących się monologów spoza kadu nam oszczędzono, ale powiedzmy sobie szczerze — mimika Cage'a wyraża czasem więcej niż tysiąc słów.
Aktor jest tutaj w swoim żywiole. Przez większość czasu naśladuje Humphreya Bogarta, ale może pozwolić sobie także na szarże. Reilly jako detektyw także musi wcielać się w różne role, a jego metoda nie należy do najsubtelniejszych. Czuć euforia Cage’a w każdej z tych scen. Należy jednak zaznaczyć, iż twórcy tracą czasem kontrolę nad aktorem. Przez większość czasu bawimy się dobrze razem z nim. Niestety, miejscami zbliżamy się niebezpiecznie blisko niesławnej sceny z pszczołami z "Kultu" Neila LaBute’a.
"Spider-Noir". Historia łapie zadyszkę
Fabuła śledzi kilka wątków. Reilly, który lata temu zerwał z superbohaterską tożsamością, dostaje zlecenie śledzenia żony nowego klienta i oczywiście wpada na mającą swoje tajemnice femme fatale. W międzyczasie ktoś podpala dom trzęsącego Nowym Jorkiem gangstera Silvermane (jadący na autopilocie Brendan Gleeson), a w mieście pojawiają się kolejni osobnicy z nadprzyrodzonymi mocami. Wszystkie sprawy łączą się i zahaczają o genezę pajęczego herosa. Może się wydawać, iż w trakcie serialu nie będziemy cierpieli na brak atrakcji.
I na początku rzeczywiście nie ma na co narzekać. Zabawy formalne cieszą oczy, dialogi bawią, Cage zręcznie balansuje między ironią i szaleństwem. Jednak im dalej w las, tym w narracji więcej waty. Odcinki zaczynają się dłużyć, stylizacja na kino noir powszednieje, a częstotliwość zabaw formalnych spada. Jakby historia zakładała dwa lub trzy odcinki mniej, ale ktoś zdecydował, iż lepiej byłoby rozciągnąć ją do ośmiu, ale nie podnosić budżetu. W późniejszych epizodach coraz częściej pojawia się uczucie sztuczności w inscenizacji kolejnych sekwencji, jakbyśmy obserwowali aktorów na ograniczonej scenie.
"Spider-Noir". Żart czy samodzielny serial?
Te ograniczenia budżetowe czuć w realiacji. Bardzo rzadko oglądamy Reilly’ego podczas pajęczych akrobacji. Jego antagoniści potrafią przede wszystkim mocno przywalić. Chociaż wśród nich znalazł się władający piaskiem Flint Marko (Jack Huston), którego inną wersję mogliśmy zobaczyć w "Spider-Manie 3" Sama Raimiego, niech nikt nie liczy na powtórkę podobnych atrakcji. Ogromne pięści z gleby — tyle dostaniemy. Wszystko, co spektakularne, znalazło się w zwiastunach.
Z czasem strona artystyczna zaczyna przypominać ćwiczenie stylistyczne. W dodatku obie wersje cierpią na swoje wady. Czarno-biała ma swój klimat, ale często jest nieczytelna. Z kolei kolorowa nie ukryje budżetowych niedostatków — niektóre efekty potrafią przestraszyć. Najbardziej boli jednak rozwodnienie intrygi, która zaczyna się bardzo przyjemnie, ale z każdym odcinkiem kroczy w stronę nieangażującej sztampy. Nie jest to ten sam przypadek, co "Ms. Marvel", która miała świetne odcinki premierowe i pozostałe, których nie dało się oglądać. Zabrakło jednak konsekwencji i dyscypliny. Mogliśmy mieć wyjątkowy serial w zalewie superbohaterskich produkcji. Otrzymaliśmy jedynie kolejną ciekawostkę w filmografii Nicolasa Cage’a. Niestety, "Spider-Noir" kończy tak jak zaczął — jako żart.
6/10
"Spider-Noir", USA 2026, platforma streamingowa: Prime Video, premiera na streamingu: 27 maja 2026 roku







![Przasnysz w filmie znanego youtubera. Wojek zobaczył miasto z zupełnie innej perspektywy [VIDEO]](https://infoprzasnysz.b-cdn.net/wp-content/uploads/2026/05/opera-zrzut-ekranu-2026-05-30-082710-www.youtube.com_-scaled.webp)

![Ale to już było [OPINIA]](https://sf-administracja.wpcdn.pl/storage2/featured_original/6a1c7bb8c08f94_98138507.jpg)





