Nazywam się Maul. Darth Maul

filmweb.pl 1 tydzień temu
Zdjęcie: plakat


Jakimś cudem Palpatine wrócił. Czekajcie, nie ten film, nie ten człowiek, słaby żart. Ale fakt faktem, iż Maul, jeszcze jako Darth, też przeszedł swoje, zleciał na łeb, na szyję, po uprzednim odjęciu mu nóg mieczem świetlnym. Z takich rzeczy nie wychodzi się cało – co najwyżej połowicznie. Odpuszczę sobie jednak te śmieszki, bo nie ma tu z czego dworować. Choć na dużym ekranie gościł zaledwie przez sześć minut, tyle wystarczyło, żeby ten Dathomirianin stał się ikonicznym złolem odległej galaktyki (a grający go Ray Park do końca swych dni objeżdżał fanowskie konwenty). Nie mydlmy sobie oczu, zawdzięczał to nie ujmującemu sposobowi bycia, ale złowrogiemu licu oraz wyposażonemu w dwa ostrza orężowi. Dopiero animacje oddały mu sprawiedliwość, nakreśliły jego charakterologiczny portret i obdarzyły autonomicznymi motywacjami. Zasługa to przede wszystkim Dave’a Filoniego, który latami torował sobie drogę do tronu Lucasfilm, autora również serialu "Maul – Mistrz Cienia". I jest to adekwatny człowiek na adekwatnym miejscu.

  • Lucasfilm

Maul nakreślony jego ręką to nie jednowymiarowy drań knujący z ciemnego kąta z szyderczym uśmiechem na ustach. Ale też, szczęśliwie, nie staje się facetem pokolorowanym szarą kredką i doprawionym szczyptą empatii. To emanujący lodowatym chłodem narcyz i egotyk, piekielnie inteligentny, lisio sprytny i całkowicie amoralny. Wypisz, wymaluj, wysoko funkcjonujący socjopata. Dlatego też nieprzypadkowo na stolicę swojego przyszłego przestępczego przedsięwzięcia wybiera Janix, miejsce znajdujące się poza auspicjami Imperium. Ale, choć zafiksowany jest na nowym celu, nie zapomina o tych, którzy niegdyś mu nabruździli, i przysięga zemstę. Choć sporo tu szpiegowskich machlojek i politycznego spiskowania, a postacie, często szalenie istotne dla pędzących przed siebie zdarzeń, mnożą się z odcinka na odcinek. Na pierwszy plan wysuwa się postać Maula jako mentora, który chce pod swe skrzydła przygarnąć padawankę Devon Izarę.

  • Lucasfilm

To ich relacja, pełna emocjonalnych wiraży, staje się przyczynkiem do niemalże filozoficznych rozważań o istocie bycia Jedi. Ogółem zaskakująco sporo w "Maulu" zadumki nad tym, co dzieje się wokół postaci, jak służy im obowiązujący system, jak one służą jemu, gdzie biegnie granica obywatelskiego (nie)posłuszeństwa i kto jest w tym świecie budowniczym, a kto wyburzeniową kulą. Żadne zaskoczenie jednak, iż częstokroć to miecz świetlny mocniejszy jest od pióra. Bo gadki gadkami, ale kiedy Maul chwyta za broń, staje się niemożliwym do powstrzymania żywiołem.

Pojedynki przedstawiono tu wyśmienicie, jakby jego ruchami sterowała czysta, nierozrzedzona Moc. Filoni dba o stylistyczną spójność obrazu i charakteru, stąd sceny starć między wrażymi wojownikami akcentują bijącą od Maula grozę: czerwona poświata obrysowująca jego sylwetkę, świst laserowej klingi, industrialny mrok Janix. Im dalej, tym coraz więcej zamieszania, bo prędko kameralna wyjściowo intryga rozrasta się wykładniczo i na scenie pojawiają się Inkwizytorzy. Nagle mamy bodaj aż cztery strony rozgrywającego się konfliktu.

  • Lucasfilm

Strona wizualna serialu zasługuje na osobną serię uwag, bo jest po prostu znakomita. Obiekty 3D naniesiono na tła wyglądające jak malowane manualnie i połączono je z elementami dwuwymiarowymi. Jest to dzisiaj już chyba obowiązujący trend, ale znakomicie sprawdza się w nierzadko retrofuturystycznym świecie gwiezdnej sagi, łączy bowiem nowoczesne techniki z oldskulowym sznytem. I choć "Maul – Mistrz Cienia" wygląda świetnie, to jednak można zarzucić serialowi zadyszkę, jakby Filoni chciał opowiedzieć tę historię tak szybko, iż czasem zdarza mu się zakrztusić. Odcinki są krótkie, realizowane są po dwadzieścia minut, całość więc zamyka się w trzech i pół godziny, co raz prowadzi do gonienia własnego ogona i powtarzania myśli, a raz do zbyt prędkiego ucięcia danej sceny pod cliffhanger. Aż kusi zmontować z tego pełny metraż.

  • Lucasfilm

Choć serial z natury rzeczy skupia się na postaci Maula, świetnie napisana jest też Devon i jej pacyfistycznie nastawiony mistrz Eeko-Dio Daki oraz, zwłaszcza, kapitan Lawson z miejscowej policji, który stara się jakoś ogarnąć cały ten bajzel, aby ani Imperium nie wjechało do miasta w ubłoconych buciorach, ani nie panoszyły mu się tam zbytnio bandziory Maula. Wszystko to składa się na mroczniejszy niż do tej pory serial ze świata "Gwiezdnych wojen", gdzie walczy się nie tylko o dobro, ale o odepchnięcie od siebie zła. Które, przyznajmy, ma upiornie atrakcyjną aparycję.
Idź do oryginalnego materiału