Nauczycielka wysłała rodzicom prośbę przez e-dziennik. Po odpowiedziach matek opadły jej ręce

obcas.pl 1 godzina temu

Nauczycielka czwartej klasy poprosiła rodziców przez e-dziennik, by zaangażowali dzieci w pakowanie plecaka do szkoły. Zamiast podziękowań dostała wiadomości pełne pretensji od matek. Nie wytrzymała. Jej list opublikował w niedzielę 27 września 2026 roku portal mamotoja.pl.

Autorka uczy dzieci, które we wrześniu przeszły z nauczania początkowego do czwartej klasy. Sama przyznaje, iż dla dziesięciolatka to spory skok. Jednak brak przyborów na ławce uważa już nie za kwestię wieku, a za zwykłe niechlujstwo. Tu zaczyna się problem.

Uczniowie przychodzą bez zeszytów, a winę zrzucają na mamę

Od początku września jej uczniowie przychodzą na lekcje kompletnie nieprzygotowani, jakby, jak to ujęła, spadli z księżyca. Nauczycielka opisała, jak wygląda każdy jej poranek w szkole.

Codziennie na pierwszej lekcji tracę cenne minuty, bo połowa klasy nie ma zeszytów, piórników, a linijka czy cyrkiel to dla nich przedmioty całkowicie egzotyczne

– relacjonowała w liście.

Gdy pyta dzieci, dlaczego nie spakowały plecaka, słyszy wymówki w rodzaju “Bo mama mi nie włożyła” albo “Bo mama zapomniała kupić”. Wymówek nie brakuje. Zdarza się też, iż winny jest tata. Według nauczycielki te dzieci nie mają pojęcia, co noszą w tornistrach. Rodzice wyręczają je bowiem na każdym kroku i odbierają im poczucie odpowiedzialności.

Prośba o wspólne pakowanie plecaka rozpętała burzę

Widząc ten codzienny dramat, postanowiła zareagować. Wysłała rodzicom krótką, wyważoną notatkę przez e-dziennik. Prośba była jedna. Chodziło o to, żeby przez pierwsze tygodnie wieczorami siadać z dziećmi i wspólnie sprawdzać, czy plan lekcji zgadza się z zawartością plecaka.

Nauczycielka chciała, by rodzice nauczyli swoje pociechy dbania o własne sprawy, zamiast pakować za nie tornister po kryjomu, kiedy maluchy grają na telefonach. Nie przewidziała jednak reakcji. Matki zaczęły pisać z pretensjami, iż to nie jest sprawa nauczyciela, kto pakuje plecaki. Co więcej, uznały, iż to właśnie nauczyciel powinien przypominać dzieciom o przyborach. Nauczycielka była w szoku.

Szczerze mówiąc, opadły mi ręce

– przyznała.

Na tym jednak nie poprzestała i w dalszej części listu napisała wprost, co myśli o dorosłych, którzy wyręczają dziesięciolatków we wszystkim. Reakcję rodziców nazwała skandaliczną. Jej zdaniem pokazuje ona, jak bardzo boimy się stawiać dzieciom jakiekolwiek wymagania.

Jeśli matka w domu uważa, iż zaangażowanie dziesięciolatka do pakowania książek to dla dziecka za duży wysiłek, to niech nie płacze potem w poduszkę, gdy jej syn wyrośnie na niezdarę

– nie kryła nauczycielka.

Nauczycielka mówi stop nadopiekuńczości rodziców

Autorka listu podkreśla, iż szkoła ma uczyć fizyki, polskiego i matematyki. Szacunku, zaradności i dyscypliny dziecko ma się jednak nauczyć w domu rodzinnym. Mocno podsumowała też to, co widzi w klasie.

Robimy z młodych ludzi łamagi, które nie potrafią ogarnąć własnego piórnika

– dodała.

Na koniec postawiła sprawę jeszcze ostrzej i nadopiekuńczość rodziców nazwała po prostu toksycznym egoizmem. Dopóki dorośli tego nie zrozumieją, polskie szkoły mają być, jak twierdzi, pełne bezradnych dzieci. Słowa są mocne. Nie wszyscy rodzice się z nimi zgodzą.

Przypomnijmy, iż podobnie o samodzielności pisze w magazynie “Charaktery” Anna Koszarna, psycholożka i pedagożka szkolna. Zwraca uwagę, iż niektórzy rodzice starają się tak bardzo, iż zaczynają za dziecko działać, czuć i myśleć. Powołuje się przy tym na teorię Roberta Havighursta, według której w średnim dzieciństwie niezależność kształtuje się przez samodzielne działanie. Rodzic nie wykona więc za dziecko jego zadań rozwojowych, choćby jeżeli bardzo by chciał. Wspólne pakowanie plecaka to zatem dopiero początek. Potem dziecko ma robić to samo.

Idź do oryginalnego materiału