Natasza nie mogła uwierzyć w to, co się z nią dzieje. Jej mąż, ukochany, jedyny, którego uważała za …

twojacena.pl 2 dni temu

Jagoda nie mogła uwierzyć w to, co się działo. Jej mąż, jedyny, ukochany, którego uważała za swoją skałę, dzisiaj powiedział jej: Już Cię nie kocham.
Osłupiała, stojąc sztywno niczym figurka w starej kaplicy, podczas gdy on krzątał się, pakując torbę, szeleszcząc kluczami jak zimny wiatr na poddaszu. Tego właśnie jej brakowało. Ledwie kilka tygodni temu nagle umarł jej ojciec, a ona mimo własnego żalu musiała opiekować się osiwiałą mamą i młodszą siostrą po poważnym urazie głowy w wieku 18 lat została inwalidką. Rodzina mieszkała w sąsiedniej miejscowości, syn Maciuś właśnie poszedł do pierwszej klasy. W czerwcu zamknięto zakład pracy Jagody, została bez zatrudnienia. A teraz jeszcze to.
Objęła głowę rękoma, usiadła przy stole i rozpłakała się gorzko, jakby łzy były jedynym płynem we wszechświecie.
Boże, co ja mam robić? Jak żyć? Ojej, Maciuś! Muszę biec po niego do szkoły!
Obowiązki codzienne zmusiły ją do działania, choć wszystko wydawało się nierealne.
Mamusiu, płakałaś?
Nie, Maciuniu, nie płakałam.
Tęsknisz za dziadkiem? Brakuje mi go tak bardzo.
I mnie, synku, ale musimy być dzielni. Dziadek zawsze taki był. Teraz u Pana Boga ma dobrze, już nie cierpi! Zasłużył na spokój. Nigdy nie odpoczywał, kiedy żył.
A gdzie jest tata?
Tata? Wyjechał chyba znowu w delegację. A jak było w szkole?
Trzeba żyć. Nie kocha? Trudno. Na siłę nie wymusisz uczucia. Może za bardzo się zapędziła Przegapiła coś?
Gdy Maciuś jadł obiad i bawił się żołnierzykami, Jagoda wślizgnęła się do laptopa zostawionego przez męża. Nigdy wcześniej tego nie robiła. Metafizycznie łatwo weszła do jego poczty; przycisk w lewym rogu. Nie zdążył usunąć korespondencji miłość na całego. A ona teraz nielubiana. Przez dziesięć lat była jasnym słońcem, po ośmiu latach walki o dziecko stała się naszą mamusią.
Wszystko nagle się zmieniło. Musiała się do tego przystosować.
Najpierw znaleźć pracę. Nikogo nie obchodziło jej wykształcenie. Zasiłek dla bezrobotnych z urzędu pracy marne dwieście złotych nie rozwiązywał nic.
Co się stało? Dlaczego jej odpowiedzialny, troskliwy mąż z dnia na dzień stał się obcy? Ciągle wracały te same myśli: zwariował. Ich dom, składany z cegły na cegłę, nie dokończony. Dobrze iż dach jest chociaż jedno z pomieszczeń nadaje się do przeżycia.
Praca, praca, jak bardzo Cię potrzebuję! Jagoda chciała znowu zapłakać, ale nie miała czasu w łzy. Praca była priorytetem.
Szukania trwały wiele dni bez skutku. Pierwsza klasa syna i jej samotność ograniczały możliwości. Wieczorem zadzwonił kum Roman.
Jagoda, wrócił Twój?
Nie
Może przyjdziesz na magazynierkę?
Chyba żartujesz?
Nie, serio. Po przerwie możesz odebrać chrześniaka albo załatwić świetlicę. Tylko dwa i pół tysiąca złotych, marnie, ale lepsze niż nic. Jutro przywieziemy Ci ziemniaki, cebulę i kurę.
Romanie, mam kurki w ogródku, dają jajka.
I niech dają, na mięso ich szkoda.
Dziękuję. Jak zdrowie Galinki?
Daje radę. Moja dzielna.
Taki już był. Galina po poważnej operacji, chemioterapia, wszystko na nim, ale nigdy nie narzekał. Wszystko dobrze. Jagoda westchnęła jest szansa przeżyć. Bóg widzi. Nigdy nie zawiedzie. Dziękuję Ci Boże za kumpli.
Praca okazała się zrozumiała, dawała momenty samotności by popłakać, pomyśleć: co się adekwatnie wydarzyło?
Dni, tygodnie, miesiące frunęły jak sen w sennej Warszawie. Po roku Jagoda poczuła głód, mogła spać, śmiać się, cieszyć sukcesami synka. Rana po zdradzie odżywała, gdy pojawiał się były, by zabrać Maciusia na weekend. Nie przeszkadzała nie chciała zrobić dziecku krzywdy. Kusiło ją spytać, co zrobiła nie tak, choć wiedziała, iż to nie o nią chodzi, ale o nagłą namiętność męża do innej kobiety. Przypomniała sobie słowa ze starego polskiego filmu: Miłość trwa do pierwszego zakrętu, potem zaczyna się życie. Dla niej miłość i życie się splatały, dla niego?
Jesienna Warszawa była przedłużeniem lata: ciepło, liście wciąż zielone, śmiech dzieci za oknem, feeria astrów i chryzantem w ogródku. Dzień, gdy Jagoda poczuła na sobie spojrzenie Michała, niczym nie różnił się od innych, może tylko słońce mocniej grzało, muzyka z otwartego okna brzmiała głośniej, a może po prostu nadszedł ten moment, kiedy dwa samotne serca miały się spotkać zgodnie z planem losu.
Dziewczyno, pomóc Ci? Tyle masz na rękach!
Przyzwyczaiłam się.
Szkoda, iż taka piękna kobieta musi dźwigać ciężary.
Wszystkim paniom pomagasz? Dyżurujesz przed sklepem?
Oczywiście, dyżur! Całe oczy wypatrzyłem, w końcu Ciebie ujrzałem.
Nie dało się nie roześmiać. Śmiali się do łez, głośno, szczerze.
Michał, podał jej dłoń, a śmiech wciąż błyszczał mu w oczach.
Jagoda.
Jagódka, Jagódka, cudza żona! Znasz taką piosenkę?
Nie, ale ja nie jestem żoną.
Fantastycznie! Trafiłem na wolną kobietę, można tylko marzyć! Wszyscy wokół zwariowali czy oślepli?
Widzę, iż żartów u Ciebie pod dostatkiem. A jak z powagą?
Tu też porządek. Jagoda, chodźmy dziś do kina, pogadamy, poznamy się.
Nie mogę, niestety. Odbieram syna ze świetlicy.
Nie wierzę własnym uszom. Masz syna?! Wyglądasz na dwadzieścia lat!
Mam trzydzieści pięć.
Ja też! Przypadek? Naprawdę sądziłem, iż jesteś młodziutka.
A teraz?
Teraz myślę. Każdy facet marzy o synu. A Ty tak lekko mówisz, iż nie jesteś mężatką. A gdzie tata syna?
Nie chcę o tym mówić.
Rozumiem. Nie naciskam. Może w weekend? Możemy pójść z synem na kącik dla dzieci.
W weekend Maciuś spotyka się z ojcem.
Jagoda, nie chcę być uciążliwy. Ale jak znajdziesz chwilę, zadzwoń. Wizytówka jestem lekarzem, hematologiem dziecięcym.
To bardzo poważna praca.
Nie mam czasu szukać pięknych kobiet.
Dobrze, Michał. Zadzwonię.
Będę czekał.
Jaka piękna była ta jesień! Jakby podarowana tylko im. Miękkie promienie słońca mieszały farby liści w nieskończoną paletę. Pogodne dni otworzyły im całą Warszawę. Ich czułość rozwiewała dawny ból, kręciła w jesiennym tańcu pod fantastycznym deszczem liści. Tak ostrożnie do siebie się zbliżali, iż Jagoda, ku własnemu zdziwieniu, poczuła, jak bardzo przyciąga ją ten mężczyzna. Po niecałych sześciu tygodniach od pierwszego spotkania sama zaproponowała: Może herbatka?
Jagódko, nie obraź się, ale nie przyjdę dzisiaj. To dla mnie ważne, chcę się tym zająć sam. Rozumiesz?
W najbliższy weekend wyjechali do kampinoskiego rezerwatu, gdzie Michał wynajął dom, jak mały pałacyk. W środku czysto, przytulnie, ale Jagoda widziała tylko wielkie, kasztanowe oczy ukochanego i tonęła w nich jak w najczystszym stawie. Nie wiedziała, iż to, co najgłębsze między kobietą a mężczyzną, może być tak słodkie.
Misiu, gdzie ja jestem, co ze mną? Mam takie wrażenie, iż umieram. Kocham Cię. Jak mogłam żyć bez Ciebie? Jak dobrze mi z Tobą!
Jesteś najpiękniejsza! Jaki jestem szczęśliwy!
Po kilku miesiącach rozstania były coraz trudniejsze.
Jagódko, wyjdź za mnie.
Misiek, mój rozwód już niedługo.
I zaraz po rozwodzie ślub! Ze mną. Żeby nikt mi Ciebie nie zabrał!
A dziewczyna ma swój rozum i nie każdemu się odda. Bez wielkich uroczystości, tylko podpiszemy i zabierz mnie do zamku, gdzie zostałam Twoją żoną.
Dobrze, kochanie, jak powiesz.
Roman i Galinka byli jedynymi świadkami w urzędzie. Mama z siostrą przesłały telegram pełen zachwytu. niedługo przenieśli się do dwupokojowego mieszkania, które Michał wynajął wspólnie zrobili remont, tworząc ciepłe gniazdko. Michał troskliwie zaplanował pokój dla Maciusia. Chłopiec długo nie nawiązywał kontaktu z Michałem; dla niego mama i tata byli dwoma połowami jabłka.
Jagódko, nie bój się, sprawdźmy krew Maciusia, coś mi nie pasuje, ma za bardzo bladą cerę.
Co ty, Misiek. Chłopak się przejmuje. Nie może przyjąć, iż nas rozdzielili. Czytałam, iż rozwód dla dziecka jest gorszy niż śmierć rodzica.
Masz rację, mądra kobieto. Sam przeżyłem rozwód rodziców jako absolutną katastrofę. Zrobimy badania, dobrze, maluchu?
Michał wrócił do domu jak cień. Jagoda od razu poczuła coś się stało.
Jagódko, spokojnie. Są zmiany w krwi Maciusia. Moja intuicja nie zawiodła. Jutro zabieram go ze sobą.
Jakby za szczęście trzeba było płacić najcięższą monetą. Białaczka. Straszne słowo.
Zaczęło się nowe życie. Jagoda wzięła bezpłatny urlop nie wyobrażała sobie zostawić syna podczas zastrzyków i kroplówek. Trzymała go za rękę, powtarzając: Maciusiu, wytrzymaj! Jesteś silny! Zawsze byłeś moim najlepszym przyjacielem! Nigdy cię nie opuszczę.
Gdy brakowało sił, Michał wysyłał ją na odpoczynek, zostawał z Maciusiem. Sen był rzadki częściej wpatrywała się w sufit.
Zadzwonił były, kazał się wymeldować z niedokończonego domu.
Synem sam się zajmę. Do mojego domu przychodzić będzie.
Lepiej byś go odwiedził.
Nie mogę. Delegacja.
Po rozmowie Michał pogładził ją po ramieniu:
Jagódko, poradzimy sobie. Nie patrz w tył.
Ale to boli. Zarabiałam dobre pieniądze, wszystko włożyłam w dom. Teraz, gdy mnie wypisują?
Nie myśl o tym. Wkładaj całe serce w Maciusia. Damy radę. Zawsze marzyłem o rodzinie. Bóg wie, nie odbierze mi Was.
Misiek, a co badania?
Badamy wszystko. Wyniki złe.
Jagoda płakała w ciszy. Nie wolno, żeby Maciuś się domyślił.
Panie Michale, co z moją krwią?
W krwi są białe i czerwone statki. Twoje statki toczą bitwę.
Kto wygrywa?
Na razie białe.
A potem?
Pomóż czerwonym.
Mamusiu, zabierzcie mnie gdzieś. Jestem taki zmęczony.
Jagódko, właśnie chciałem to zaproponować. Wyjedźmy do naszego zamku. Pogoda sprzyja. Pospacerujemy po lesie. Odpocznie.
Wiosna rozkwitła kwiatami i drzewami wokół ich domu. Spacerowali we trójkę po lesie, ciesząc się każdym listkiem. Ale Maciuś czasem zastygał i zamykał się w sobie.
Co się stało, synku? Źle Ci?
Mamo, nie przeszkadzaj. Mam bitwę morską.
Urlop minął błyskawicznie. Syn ożywił się, na policzkach pojawiła się lekka czerwień.
Mamo, a gdzie tata?
W delegacji, skarbie.
Znowu? No dobrze.
Po powrocie do kliniki znów pobrano krew. Kierowniczka laboratorium sama przyszła.
Michał Leonowicz, gdzie był syn?
W pobliskim rezerwacie. Co z badaniami?
Wszystko dobrze. Remisja. Krew świetna.
Michał wbiegł do sali, jak dziecko na łąkę.
Maciuś, coś robiłeś tam ciekawego? Jest lepiej, chłopak! Nie płacz Jagoda. Wraca do zdrowia. Co robiłeś, synku?
Tato, pamiętasz, mówiłeś o statkach? Rozgrywałem każdą bitwę morską czerwonymi statkami.

Idź do oryginalnego materiału