Nie mogłem uwierzyć w to, co się właśnie wydarzyło. Moja żona, jedyna i najbliższa, której ufałem bardziej niż komukolwiek, dzisiaj mi oznajmiła: Nie kocham cię.
Szok był tak wielki, iż na dłuższą chwilę znieruchomiałem, nie mogąc zebrać myśli. W tym czasie ona nerwowo krzątała się po domu, zbierała swoje rzeczy, brzęczała kluczami. Takiego ciosu jeszcze mi brakowało. Przecież zaledwie niedawno nagle odszedł mój ojciec, a ja, mimo własnego bólu, musiałem wspierać osiwiałą mamę i siostrę od 18 roku życia, po ciężkim urazie głowy, została osobą niepełnosprawną. Najbliżsi mieszkali w sąsiedniej miejscowości. Syn poszedł do pierwszej klasy. W czerwcu zamknięto moje zakład pracy. Zostałem bez zatrudnienia. A teraz i żona…
Objąłem głowę rękoma, usiadłem przy stole i gorzko zapłakałem.
Boże, co ja mam zrobić? Jak dalej żyć? Ojej, Adaś! Muszę przecież odebrać go ze szkoły!
Codzienne obowiązki wymusiły na mnie wstanie i ruszenie w drogę.
Tato, płakałeś?
Nie, Adasiu, nie płakałem.
Tęsknisz za dziadkiem? Tato, mi go tak bardzo brakuje!
I mnie, synku. Ale musimy być silni. Dziadek zawsze taki był. Teraz jest u Boga, odpoczywa, zasłużył na to. Nigdy nie miał czasu w odpoczynek.
A gdzie mama?
Mama? Pewnie znowu służbowo wyjechała. Jak było w szkole?
Trzeba żyć. Nie kocha? Na siłę nie zmusisz. Może coś przegapiłem w tym codziennym pośpiechu.
Gdy Adaś jadł obiad i bawił się żołnierzykami, zajrzałem do pozostawionego przez żonę komputera. Nigdy tego wcześniej nie robiłem. Hasła nie było, wystarczyło kliknąć w lewym rogu Nie zdążyła jeszcze usunąć ostatniej korespondencji. Miłość aż kipiała. A ja teraz niekochany. Dziesięć lat byłem największym skarbem, po ośmiu latach walki o dziecko zostałem tatą Adasia.
Teraz wszystko się zmieniło. Trzeba się z tym pogodzić.
Najpierw trzeba znaleźć pracę. Moje wykształcenie nikogo nie obchodzi. Zasiłek z Urzędu Pracy, tylko kilkaset złotych nic nie rozwiązywało.
Co się stało, dlaczego moja odpowiedzialna, pozytywna, troskliwa żona tak nagle stała się kimś obcym? Rozmyślając, powtarzałem sobie jedno usprawiedliwienie: po prostu jej odbiło.
Dom budowany mozolnie, cegła po cegle, nie był jeszcze skończony. Na szczęście dach był, jedno pomieszczenie się nadawało do mieszkania.
Praca, jak bardzo cię potrzebuję! gotów byłem znów się rozpłakać, ale na to nie było czasu. Musiałem wziąć się w garść.
Szukając pracy przez kilka dni, nic nie znalazłem. Pierwsza klasa syna i moje obecne osamotnienie mocno ograniczały szanse.
Wieczorem, gdy znów wróciłem bez rezultatu, zadzwonił mój przyjaciel, Roman, mój chrzestny z dzieciństwa:
Staszek, nie wróciła twoja?
Nie.
A magazyniera chcesz?
Mówisz poważnie?
Tak, Stachu. Wiem, iż ledwo się trzymasz po tym wszystkim. Praca na zmiany. Mógłbyś odbierać syna lub zapisać go na świetlicę. Płaca dwa i pół tysiąca. Niedużo, ale zawsze coś. Jutro podrzucimy wam ziemniaki z cebulą i kurczaka.
Romku, mam własne kury, jeszcze dają jajka.
No to niech dają, na mięso ich nie oddawaj.
Dzięki, a jak u Galiny?
Trzyma się. Twarda babka.
Taki już Romek był. Jego żona przeszła poważną operację, bierze chemioterapię, a on nie narzeka, wszystko robi sam, dla niego zawsze jest dobrze.
Westchnąłem jest szansa przetrwać. Dzięki Ci, Boże, Ty jeden nie zawiedziesz. Dzięki Romkowi.
Praca okazała się znośna, miałem chwile dla siebie, by pomyśleć, przepłakać, przeanalizować wszystko, co się wydarzyło.
Minęły dni, tygodnie, miesiące. Po roku poczułem, iż chce mi się jeść, spać, śmiać się, cieszyć sukcesami Adasia. Ból po zdradzie przez cały czas wracał, gdy żona przychodziła po syna na weekendy. Nie przeszkadzałem, ich relacje nie mogły odbijać się negatywnie na dziecku. Chciałem zapytać, dlaczego nie byłem wystarczający, choć przeczuwałem, iż chodzi o jej nowy płomień z innym mężczyzną. Przyszły mi na myśl słowa z jakiegoś filmu: Miłość trwa do zakrętu, potem zaczyna się życie.
Dla mnie miłość i życie stanowiły całość. Dla niej?
Jesień tego roku przypominała przedłużone lato ciepła, wciąż zielone liście, śmiechy dzieci na podwórku, paleta kolorów astrów i chryzantem w ogródkach.
Dzień, gdy spotkałem Magdalenę i jej spojrzenie, nie różnił się od innych może tylko słońce mocniej grzało, muzyka głośniej grała u sąsiadów, a może po prostu nadszedł nasz czas, zgodnie z planem losu.
Pani, niech pomogę! Za ciężko to wszystko nosić.
Ależ ja już przywykłam.
Niefajne przyzwyczajenie dla takiej pięknej kobiety.
Wszystkim tak pomagasz na ulicy? Dyżurujesz przy sklepie?
Dyżuruję, wyczekiwałem, aż w końcu zobaczę taką ślicznotkę.
Nie dało się nie roześmiać. Zrobiliśmy to oboje, na całego, przez łzy, aż do bólu brzucha.
Michał przedstawił się z uśmiechem jeszcze tańczącym w oczach.
Staszek.
Stachu, Stachu, cudza żona, zna pan tę piosenkę?
Nie, ale nie jestem czyjąś żoną.
To mi dopisało szczęście! Spotkałem już kobietę z marzeń, a ona wolna. Chyba wszyscy wokół oszaleli albo oślepli!
Widzę, iż z humorem u pana dobrze. Z powagą też?
Też się znajdzie. Staszku, może dzisiaj kino i rozmowa?
Nie mogę, syna muszę odebrać ze świetlicy.
Nie wierzę! Ma pan syna? Wygląda pan na dwadzieścia lat, jaka świetlica?
Mam 35.
Ja też. Niezły zbieg okoliczności. Ale wygląda pan zupełnie młodo.
Teraz?
Teraz analizuję. Każdy facet marzy o synu, a pan z taką lekkością mówi, iż jest pan wolny. A gdzie ojciec dziecka?
Nie chcę o tym teraz.
Zrozumiałem. W weekend może wspólnie na seans dla dzieci?
W weekend syn spotyka się z matką.
Nie będę nachalny. Ale jeżeli znajdzie się wolna chwila, proszę zadzwonić. Tu wizytówka z numerem. Jestem lekarzem, dziecięcy hematolog.
Poważna praca, poważne życie.
I mało czasu w szukanie pięknych kobiet.
Dobrze, Michał. Zadzwonię, odpowiedziałem szczerze.
Cóż to była za piękna jesień! Jakby prezent dla nas. Delikatne słońce malowało liście niezwykłymi kolorami. Pogodne, ciepłe dni pozwoliły odkryć wszystkie parki w mieście.
A jeszcze nasza delikatność, która przełamała przeszły ból i zachwyciła jesiennym tańcem pośród szeleszczenia liści. Zbliżaliśmy się do siebie bardzo ostrożnie, aż sam się zdziwiłem, jak bardzo mnie ciągnie do tej niesamowitej kobiety. Po półtora miesiąca od pierwszego spotkania to ja zaproponowałem: Chodźmy na herbatę.
Staszku, nie gniewaj się. Nie przyjdę. Dla mnie ważne jest wszystko, co się teraz ze mną dzieje i chcę o to zadbać samemu. Zaufasz mi?
W najbliższy weekend pojechaliśmy razem do parku krajobrazowego, gdzie Michał wynajął domek przypominający mały zameczek. W środku czystość i przytulność, ale widziałem tylko jej oczy i nie mogłem się nacieszyć chwilą w jej objęciach.
Nie wiedziałem, iż najgłębsze zakamarki relacji między mężczyzną a kobietą mogą być tak słodkie.
Michałku, gdzie ja jestem, co się ze mną dzieje? Czuję się, jakbym umierał. Kocham cię. Jak do tej pory żyłem bez ciebie? Tak dobrze mi z tobą!
Jesteś cudowna! Jestem najszczęśliwszy na świecie!
Po paru miesiącach coraz trudniej było się rozstawać.
Staszku, wyjdź za mnie.
Michałku, mam rozwód za dwa tygodnie.
I od razu ślub. Żebym nie stracił mojej dziewczyny!
Dziewczyna nie dla wszystkich ma swojego wybranego. Ale bez ceremonii tylko ślub cywilny, a potem do naszego zameczku, gdzie od razu stałam się twoją żoną.
Dobrze, kochana, będzie jak chcesz.
Romek i Galinka byli jedynymi świadkami. Mama z siostrą przysłały entuzjastycznego smsa. gwałtownie zamieszkaliśmy w wynajętym przez Michała dwupokojowym mieszkaniu, które razem remontowaliśmy, tworząc przytulny kąt. Michał szczególnie dbał o pokój Adasia. Już dawno się poznali, ale Adaś niechętnie otwierał się na Michała mama i tata byli dla niego jak dwie połówki jabłka.
Staszku, nie bój się, sprawdźmy krew Adasia. Coś mi się nie podoba, za bardzo blady.
Michałku, przesadzasz. Chłopak przeżywa rozwód, miał nadzieję, iż się dogadamy. Przeczytałem, iż rodzicielski rozwód dla dziecka jest gorszy niż śmierć jednego z nich.
Masz rację, mądra kobieto. Sam jako dziecko przeżyłem rozwód rodziców, jak koniec świata. Ale krew zbadajmy, co ty na to, Adaś?
Michał wrócił tego dnia do domu ze spuszczoną głową. Od razu wiedziałem, iż stało się coś niedobrego.
Staszku, tylko się nie martw. Są zmiany w krwi Adasia. Moje przeczucie mnie nie zawiodło. Zabieram go jutro do siebie.
To było nieuczciwe. Jakby za szczęście trzeba było zapłacić tak wysoką cenę. Białaczka. Tak ciężkie słowo!
Zaczęło się nowe życie. Wziąłem bezpłatny urlop; nie wyobrażałem sobie, jak Adaś przetrwałby te wszystkie kroplówki, wkłucia, badania beze mnie. Trzymałem go za rękę i powtarzałem: Trzymaj się, synku! Jesteś silny! Zawsze byłeś moim najlepszym przyjacielem! Nigdy nie rozstawaliśmy się i będziemy razem zawsze!
Kiedy już brakowało mi sił, Michał wysyłał mnie na drzemkę, zostawał z Adasiem. Spałem rzadko, częściej leżałem, gapiąc się w sufit.
Była żona zadzwoniła, domagała się wypisania mnie z niedokończonego domu.
Synowi sam zapewnię uwagę. Będzie mnie odwiedzać w swoim domu.
Powinieneś go raczej odwiedzić.
Nie mogę teraz. Jadę w delegację.
Porozmawiałem z Michałem, pogładził mnie po ramieniu:
Staszku, poradzimy sobie sami. Nie oglądaj się na przeszłość.
Szkoda, bo dużo zainwestowałem w ten dom. Ale czy teraz o tym powinienem myśleć? O wypisaniu?
Nie myśl o tym. Ładuj całą energię w Adasia. Damy radę. Zawsze marzyłem o rodzinie. Bóg wie, co dla nas najlepsze. Was mi nie odbierze.
Michałku, jak wyniki badań?
Wszystko robimy. Na razie słabo.
Płakałem cicho, żeby Adaś nie zauważył.
Panie doktorze, co mi z krwią?
Popatrz, mamy w niej czerwone i białe statki. Twoje walczą ze sobą.
Kto wygrywa?
Na razie białe.
A co będzie dalej?
Pomóż czerwonym.
Tato, zabierzcie mnie gdzieś. Jestem taki zmęczony.
Staszku, też myślałem zabierzmy Adasia znów do naszego zameczku. Pogoda jest świetna. Pospacerujemy po lesie, odpocznie.
Wiosna obsypała nasz kąt kwitnącymi krzakami i drzewami. Chodziliśmy trójką po lesie, ciesząc się każdym kwiatkiem, trawką, ale były momenty, kiedy Adaś tężał w skupieniu i milkł.
Co ci, synku, źle Ci?
Tato, nie przeszkadzaj. Mam bitwę morską.
Krótki urlop gwałtownie minął. Syn wrócił odmieniony, miał świeższy wygląd, choćby rumieńce.
Tato, gdzie mama?
W delegacji, synku.
Znowu? No trudno.
Po powrocie do kliniki znów zrobiono badania. Kierowniczka laboratorium przyszła sama.
Panie doktorze Michał, gdzie był syn?
Blisko, w parku krajobrazowym. Co z krwią?
Wszystko dobrze. Remisja. Świetne wyniki.
Michał wbiegł do sali z uśmiechem na twarzy.
Adasiu, co robiłeś? Jest dobrze, synku! Nie płacz, Staszku on zdrowieje! Co robiłeś?
Tato, pamiętasz te statki? Wygrywałem czerwonymi każdą bitwę!
Ten rok nauczył mnie, iż choćby najgłębszy kryzys daje siłę, by odnaleźć światełko. Najważniejsze to nie tracić nadziei i nie przestawać wierzyć w bliskich, w siebie samego i w Boga. Stałem się silniejszy i już wiem, iż zawsze warto walczyć o swój dom, rodzinę i o miłość.












