Do sieci trafiła informacja, iż Natalie Portman oraz kilkuset przedstawicieli świata filmu stanęli w obronie izraelskiego reżysera Nadava Lapida po tym, jak pod naciskiem części środowiska wycofał się z udziału w festiwalu FID Marseille.
Pod otwartym listem opublikowanym na łamach francuskiego dziennika Le Monde podpisało się około 350 osób związanych z branżą filmową. Wśród sygnatariuszy znaleźli się m.in. także Justine Triet, Jacques Audiard, Michel Hazanavicius i Rebecca Zlotowski.
Kontrowersje wybuchły wokół zaproszenia Lapida do jury festiwalu FID Marseille. Według organizatorów część środowiska filmowego domagała się cofnięcia zaproszenia. Kiedy presja rosła, festiwal zaproponował kompromisowe rozwiązanie, ograniczając udział twórcy do pokazu jego debiutanckiego filmu i spotkania z publicznością. Ostatecznie jednak kilku filmowców wycofało swoje produkcje z programu, a Lapid zrezygnował z udziału w wydarzeniu.
Autorzy listu nazwali bojkot "intelektualną porażką" i podkreślili, iż artyści nie powinni być usuwani z przestrzeni publicznej z powodu działań rządów swoich krajów, zwłaszcza jeżeli sami należą do ich najostrzejszych krytyków. Sygnatariusze zwrócili uwagę, iż Lapid od lat otwarcie krytykuje politykę izraelskich władz, a jego filmy regularnie podejmują ten temat.
W osobnym tekście opublikowanym również w Le Monde grupa filmowców argumentowała, iż zapraszanie reżysera na festiwal nie oznacza traktowania go jako reprezentanta państwa. Autorzy podkreślili, iż udział twórcy w jury czy pokaz jego filmu powinny być oceniane przez pryzmat dorobku artystycznego, a nie narodowości. Przeciwnicy obecności Lapida na festiwalu wskazywali natomiast, iż jego najnowszy film "Tak" otrzymał wsparcie od izraelskiego funduszu filmowego.
Lapid przyznał, iż zdecydował się wycofać z wydarzenia, by nie stawiać organizatorów festiwalu w trudnej sytuacji. Jednocześnie twórca ostrzega, iż narastająca presja może prowadzić do autocenzury w świecie kultury i sprawić, iż festiwale będą unikać kontrowersyjnych twórców oraz tematów.
Szczegóły sprawy
Pod otwartym listem opublikowanym na łamach francuskiego dziennika Le Monde podpisało się około 350 osób związanych z branżą filmową. Wśród sygnatariuszy znaleźli się m.in. także Justine Triet, Jacques Audiard, Michel Hazanavicius i Rebecca Zlotowski.
Kontrowersje wybuchły wokół zaproszenia Lapida do jury festiwalu FID Marseille. Według organizatorów część środowiska filmowego domagała się cofnięcia zaproszenia. Kiedy presja rosła, festiwal zaproponował kompromisowe rozwiązanie, ograniczając udział twórcy do pokazu jego debiutanckiego filmu i spotkania z publicznością. Ostatecznie jednak kilku filmowców wycofało swoje produkcje z programu, a Lapid zrezygnował z udziału w wydarzeniu.
Autorzy listu nazwali bojkot "intelektualną porażką" i podkreślili, iż artyści nie powinni być usuwani z przestrzeni publicznej z powodu działań rządów swoich krajów, zwłaszcza jeżeli sami należą do ich najostrzejszych krytyków. Sygnatariusze zwrócili uwagę, iż Lapid od lat otwarcie krytykuje politykę izraelskich władz, a jego filmy regularnie podejmują ten temat.
W osobnym tekście opublikowanym również w Le Monde grupa filmowców argumentowała, iż zapraszanie reżysera na festiwal nie oznacza traktowania go jako reprezentanta państwa. Autorzy podkreślili, iż udział twórcy w jury czy pokaz jego filmu powinny być oceniane przez pryzmat dorobku artystycznego, a nie narodowości. Przeciwnicy obecności Lapida na festiwalu wskazywali natomiast, iż jego najnowszy film "Tak" otrzymał wsparcie od izraelskiego funduszu filmowego.
Lapid przyznał, iż zdecydował się wycofać z wydarzenia, by nie stawiać organizatorów festiwalu w trudnej sytuacji. Jednocześnie twórca ostrzega, iż narastająca presja może prowadzić do autocenzury w świecie kultury i sprawić, iż festiwale będą unikać kontrowersyjnych twórców oraz tematów.
"Kolano Ahed" - zwiastun jednego z filmów Lapida













