Jeżeli lubicie slow powieści, w których de facto nie ma za bardzo fabuły, a życie głównego bohatera powoli przemija, to książka Nasze wieczory Alana Hollinghursta może wam się spodobać. MOŻE. Sama uwielbiam życiowe historie i często znajduję w nich cząstkę siebie, ale w tym przypadku… śmiertelnie się wynudziłam.
Nasze wieczory opowiadają historię życia Davida Wina. Bohater jest pół Birmańczykiem, więc już od dziecięcych lat mierzy się z rasową dyskryminacją. Na domiar wszystkiego wychowuje go tylko matka, która niedługo okazuje się lesbijką. Sam David z kolei jest gejem. Ach, i jeszcze na domiar wszystkiego niezbyt powodzi im się finansowo. A wisienką na torcie jest to, iż chłopiec otrzymuje stypendium od bogatego filantropa, którego syn pała do niego niechęcią i zazdrością. Na łamach powieści przechodzimy przez adekwatnie całe życie głównego bohatera. Mimo, iż autor zrzucił na jego barki wiele przeciwności losu, co na pierwszy rzut oka wydaje się interesujące i obiecuje porywającą lekturę, to finalnie opowieść jest okropnie nudna.
Właściwie jakąkolwiek euforia z czytania miałam dopiero w drugiej części książki, która skupia się już na dorosłym życiu Davida. Chociaż i tutaj ciężko było mi przebrnąć przez powieść. Nie zgadzam się z powszechnymi zachwytami nad niesamowitym językiem Alana Hollinghursta. Moim zdaniem jest przeciętny i daleko mu do mistrza literatury. Być może wzbudza to podziw u osób, które czytają mało. Codzienne życie może być interesujące i niezwykle wciągające, jak chociażby w Antropologach, których niedawno recenzowałam. Nasze wieczory pozbawione są jednak lekkości, z każdej strony wieje nudą i tak naprawdę David Win jako postać jest dla mnie całkowicie bezbarwny.
Wydawać by się mogło, iż główny bohater jest tak skonstruowany, aby stworzyć ciekawą i wielowymiarową kreację. Dla mnie był męczący i nijaki. Wpływało to na mój odbiór powieści, bo ciężko jest się zaangażować w historię, w której postaci nie są w żaden sposób interesujące. Jego dalsze losy były dla mnie całkowicie obojętne i już zdecydowanie ciekawszą bohaterką była dla mnie jego matka – kobieta niejednoznaczna, ciężko pracujący samotny rodzic, którego głównym celem jest zapewnić godny byt swojemu synowi.
Jedynym intrygującym elementem Naszych wieczorów jest zmieniający się obraz Wielkiej Brytanii. W tle widzimy, co się dzieje w kraju oraz jakie są nastroje. Na naszych oczach ewoluuje społeczne podejście do rasizmu czy homoseksualizmu. Jednym z istotnych wątków jest również Brexit. Właśnie tło powieści było dla mnie w całej lekturze zdecydowanie najbardziej interesujące. Szkoda, iż losy bohaterów nie potrafiły równie dobrze przyciągnąć mojej uwagi. Nawiązując do tego, co napisałam już wcześniej, nie ma nic gorszego niż postacie, które są nam obojętne i nie wywołują w czytelnikach żadnych, choćby najmniejszych, emocji.
W Polsce Nasze wieczory zostały wydane przez wydawnictwo Filtry. Dużym minusem jest gabaryt książki, bo jest to format przypominający A4, który na pewno nie sprawdzi się w podróży, a i w domowym zaciszu sprawia problem. Powieść jest niewygodna w trzymaniu i osobiście wolałabym mniejszy rozmiar z większą ilością stron. Na pewno byłoby to bardziej komfortowe rozwiązanie. Nie dość, iż fabuła nie kusi, to jeszcze wydanie nie zachęca, aby sięgnąć po książkę.
Nasze wieczory były dla mnie katorgą i naprawdę bardzo długo przechodziłam przez tę powieść. W międzyczasie zdążyłam przeczytać inne książki, a brak zainteresowania losami głównego bohatera sprawił, iż nie ciągnęło mnie do kontynuacji lektury. Początkowo zdawało mi się, biorąc pod uwagę wątki poruszane w powieści, iż jest to tytuł totalnie dla mnie. Niestety okazało się to złudne i już nie pamiętam, kiedy tak bardzo się wynudziłam podczas czytania książki.
Okładka książki Nasze wieczoryAutor: Alan Hollinghurst
Wydawca: Wydawnictwo Filtry
Premiera: 21 stycznia 2026 r.
Oprawa: twarda
Stron: 444
Cena katalogowa: 69,90 zł
Fot. główna: materiały prasowe – kolaż (Wydawnictwo Filtry)
