Filmografia Alisy Kovalenko odzwierciedla drogę, jaką Ukraina idzie od aneksji Krymu w 2014 roku. W prezentowanym podczas 20. edycji Millenium Docs Against Gravity "Nie znikniemy" o toczących się w Donbasie walkach przypominały słyszane z oddali wybuchy i strzały. W ubiegłorocznym "Moim drogim Théo" – skierowanym do syna wideopamiętniku z frontu – poznawaliśmy trudy żołnierskiego życia. W zrealizowanych wspólnie z Marysią Nikitiuk "Śladach" reżyserka podejmuje temat związanej z konfliktem zbrojnym przemocy seksualnej (CRSV) – doświadczenia z jednej strony uniwersalnego dla kobiet bez względu na epokę i szerokość geograficzną, z drugiej zjawiska o trudnej do oszacowania skali i skutkach, które będą odczuwalne dla całego narodu przez kolejne pokolenia.
O kosztach konfliktów zbrojnych wciąż mówimy przede wszystkim w kontekście przelewanej na froncie (męskiej) krwi i zniszczeń infrastruktury. Tymczasem masowe gwałty to strategia wojenna przemyślana równie starannie jak ofensywa na pozycje przeciwnika i nie mniej destrukcyjna niż artyleryjski ostrzał. Potwierdzają to bohaterki filmu Kovalenko i Nikitiuk – sześć przetrwanek będących podopiecznymi fundacji Sema Ukraine. Iryna, Tetiana, Liudmila, Halyna, Olga i Nina mają świadomość, iż prawdopodobnie nie doczekają sprawiedliwości, a tytułowe ślady do końca życia nie dadzą im zapomnieć o piekle, przez które przeszły.
Ich historie układają się w opowieść o żołnierzu – najczęściej młodym chłopaku z bronią. Wchodzi do domu. Bije i gwałci, napawa się swoją władzą, a na odchodne grozi, iż jeżeli ktoś się dowie, co zrobił – wróci i zabije. Kovalenko, która sama doświadczyła przemocy seksualnej ze strony rosyjskich oficerów, tworzy dla bohaterek bezpieczną przestrzeń. Zamiast wpatrywać się w twarze kobiet, często kieruje kamerę na ich dłonie (czasem spoczywające spokojnie na kolanach, czasem ruchliwe i nerwowe) lub ilustruje ich słowa ujęciami przyrody, przede wszystkim drzew: trawionych przez ogień, skutych lodem, kwitnących. Obrazy te, pozornie niezwiązane z tematem, korespondują ze stanami psychicznymi narratorek, w poetycki sposób odzwierciedlając ich drogę do uzdrowienia.
Z tego względu "Ślady" wydają się dziełem blisko spokrewnionym z głośnym reportażem Christiny Lamb "Nasze ciała, ich pole bitwy". Autorka, która prześledziła losy kobiet podczas kolejnych konfliktów – od powstania Państwa Islamskiego, przez ludobójstwo w Rwandzie i wojny w byłej Jugosławii, po pełnoskalową inwazję Rosji na Ukrainę – również podkreśla, iż natura i sztuka mają wartość terapeutyczną, a opowiedzenie własnej historii pozwala przetrwankom odzyskać poczucie sprawczości.
Lamb w jednym z rozdziałów opisuje też koszmar setek tysięcy Niemek, które znalazły się na drodze czerwonoarmistów podczas marszu na Berlin. Rewersem tryumfalnego zdeptania swastyki (tak historyczne zwycięstwo przedstawiono na stojącym w Treptower Park pomniku) jest przemoc seksualna na bezprecedensową skalę (specjalizujący się w temacie historyk Anthony Beevor mówi o choćby dwóch milionach ofiar; znamienny wydaje się również fakt, iż wśród mieszkanek miasta przyjęła się alternatywna nazwa monumentu: Grób Nieznanego Gwałciciela). W przerażających statystykach przemocy seksualnej, jakiej wobec Ukrainek dopuszczają się dziś rosyjscy żołnierze, trudno nie słyszeć echa wydarzeń z drugiej wojny światowej – wszak wzywając do "denazyfikacji" Ukrainy, putinowska propaganda gra właśnie na tym sentymencie.
Jak mówi jedna z bohaterek: "Najlepszą zemstą na oprawcy jest żyć dalej, pokazać, iż nie udało mu się ciebie złamać". Choć poznajemy losy tylko niewielkiej grupy kobiet, które przetrwały przemoc seksualną i tortury ze strony rosyjskich żołnierzy, nie mamy wątpliwości, iż mówią one w imieniu tysięcy swoich sióstr, które mierzą się z podobnym koszmarem. jeżeli choć niewielka część z nich poczuje, iż nie jest sama, będzie to dla twórczyń nagroda znacznie cenniejsza niż choćby najbardziej prestiżowe festiwalowe laury. Slava Ukraini!
O kosztach konfliktów zbrojnych wciąż mówimy przede wszystkim w kontekście przelewanej na froncie (męskiej) krwi i zniszczeń infrastruktury. Tymczasem masowe gwałty to strategia wojenna przemyślana równie starannie jak ofensywa na pozycje przeciwnika i nie mniej destrukcyjna niż artyleryjski ostrzał. Potwierdzają to bohaterki filmu Kovalenko i Nikitiuk – sześć przetrwanek będących podopiecznymi fundacji Sema Ukraine. Iryna, Tetiana, Liudmila, Halyna, Olga i Nina mają świadomość, iż prawdopodobnie nie doczekają sprawiedliwości, a tytułowe ślady do końca życia nie dadzą im zapomnieć o piekle, przez które przeszły.
Ich historie układają się w opowieść o żołnierzu – najczęściej młodym chłopaku z bronią. Wchodzi do domu. Bije i gwałci, napawa się swoją władzą, a na odchodne grozi, iż jeżeli ktoś się dowie, co zrobił – wróci i zabije. Kovalenko, która sama doświadczyła przemocy seksualnej ze strony rosyjskich oficerów, tworzy dla bohaterek bezpieczną przestrzeń. Zamiast wpatrywać się w twarze kobiet, często kieruje kamerę na ich dłonie (czasem spoczywające spokojnie na kolanach, czasem ruchliwe i nerwowe) lub ilustruje ich słowa ujęciami przyrody, przede wszystkim drzew: trawionych przez ogień, skutych lodem, kwitnących. Obrazy te, pozornie niezwiązane z tematem, korespondują ze stanami psychicznymi narratorek, w poetycki sposób odzwierciedlając ich drogę do uzdrowienia.
Z tego względu "Ślady" wydają się dziełem blisko spokrewnionym z głośnym reportażem Christiny Lamb "Nasze ciała, ich pole bitwy". Autorka, która prześledziła losy kobiet podczas kolejnych konfliktów – od powstania Państwa Islamskiego, przez ludobójstwo w Rwandzie i wojny w byłej Jugosławii, po pełnoskalową inwazję Rosji na Ukrainę – również podkreśla, iż natura i sztuka mają wartość terapeutyczną, a opowiedzenie własnej historii pozwala przetrwankom odzyskać poczucie sprawczości.
Lamb w jednym z rozdziałów opisuje też koszmar setek tysięcy Niemek, które znalazły się na drodze czerwonoarmistów podczas marszu na Berlin. Rewersem tryumfalnego zdeptania swastyki (tak historyczne zwycięstwo przedstawiono na stojącym w Treptower Park pomniku) jest przemoc seksualna na bezprecedensową skalę (specjalizujący się w temacie historyk Anthony Beevor mówi o choćby dwóch milionach ofiar; znamienny wydaje się również fakt, iż wśród mieszkanek miasta przyjęła się alternatywna nazwa monumentu: Grób Nieznanego Gwałciciela). W przerażających statystykach przemocy seksualnej, jakiej wobec Ukrainek dopuszczają się dziś rosyjscy żołnierze, trudno nie słyszeć echa wydarzeń z drugiej wojny światowej – wszak wzywając do "denazyfikacji" Ukrainy, putinowska propaganda gra właśnie na tym sentymencie.
Jak mówi jedna z bohaterek: "Najlepszą zemstą na oprawcy jest żyć dalej, pokazać, iż nie udało mu się ciebie złamać". Choć poznajemy losy tylko niewielkiej grupy kobiet, które przetrwały przemoc seksualną i tortury ze strony rosyjskich żołnierzy, nie mamy wątpliwości, iż mówią one w imieniu tysięcy swoich sióstr, które mierzą się z podobnym koszmarem. jeżeli choć niewielka część z nich poczuje, iż nie jest sama, będzie to dla twórczyń nagroda znacznie cenniejsza niż choćby najbardziej prestiżowe festiwalowe laury. Slava Ukraini!





