Najwspanialsze w streamingu jest to, iż bez bólu (serca i portfela) pozwala nam zapoznawać się z produkcjami, które dopiero co były w polskich kinach. Bardzo często dzieje się tak, iż choćby jeżeli dana produkcja zawodzi kinowymi wynikami finansowymi, to kiedy trafia wreszcie na konkretną platformę streamingową, otrzymuje drugie życie - zainteresowanie nią gwałtownie rośnie i przyciąga przed ekrany telewizorów nieporównywalnie więcej widzów. Czy tak samo będzie również w tym przypadku?