Powinniście mi zrobić remont, a nie jechać na urlop!
Moja teściowa ma do nas pretensje, bo zdecydowaliśmy się na wakacje zamiast finansowania jej remontu. Jej mieszkanie jest zadbane, wygląda bardzo dobrze cały remont to jedynie jej fanaberia. Traktuje nas jak własnych sponsorów, choć bez problemu mogłaby sama ponieść takie wydatki.
Jesteśmy z mężem tacy oszczędni, jak tylko się da. Spłacamy własny kredyt hipoteczny i wychowujemy dwójkę nastoletnich dzieci. Przez wszystkie lata małżeństwa to pierwsze nasze porządne wakacje. Do tej pory najwyżej udawało się na chwilę wyskoczyć do lasu albo na działkę nad jeziorem koło Augustowa. Nasze dzieci nie widziały jeszcze świata, więc postanowiliśmy, iż w tym roku pojedziemy razem do Włoch. Nie było nam lekko zaciskaliśmy pasa przez kilka miesięcy, ale wyjazd był tego wart.
Zaraz po naszym ślubie teściowa jasno powiedziała, iż nie zamierza zajmować się wnukami. Uszanowałam jej decyzję, choćby nie prosiłam jej nigdy o opiekę. Dzieci przez lata spędzały wszystkie wolne dni i wakacje u moich rodziców, bo my z Pawłem oboje pracujemy. Nie miałam do niej pretensji rozumiem, ile energii kosztuje wychowanie dzieci. Moja teściowa, pani Danuta, jest już na emeryturze, ma prawo od życia odpocząć.
Zapisała się na aqua aerobik, często jeździ na wycieczki po Polsce, odwiedza wystawy i galerie. Jej życie jest naprawdę bardzo aktywne. Jednak zawsze było jedno ale: finanse. Większość jej zachcianek pokrywały dzieci, kosztem własnej rodziny. Nie interesowały jej nasze kredyty, rachunki, potrzeby dzieci dla mamy zawsze trzeba znaleźć pieniądze.
Praktycznie co weekend wręczała mojemu mężowi nową listę zadań: naprawić kran, przynieść zakupy, zawiesić firanki. W tym roku jednak przeszła samą siebie zachciało jej się odnowić całe mieszkanie. Każdy czegoś chce od życia, ale nie zawsze można mieć wszystko na już. Tym bardziej, iż pięć lat temu robiliśmy jej generalny remont wszystko dalej wygląda jak nowe.
Teściowa nie wiedziała, iż wyjeżdżamy do Włoch. Celowo jej o tym nie mówiliśmy chcieliśmy spakować się spokojnie i po prostu zamknąć za sobą drzwi mieszkania na warszawskim Bemowie. Właśnie tak zrobiliśmy.
Podczas naszego pobytu teściowa przyjechała do nas niespodziewanie. Zastała zamknięte drzwi, zaraz zadzwoniła do Pawła, który powiedział jej, iż jesteśmy we Włoszech. Rozłączyła się bez słowa, ale po powrocie czekała nas prawdziwa burza.
Mogliście mnie uprzedzić! I w ogóle skąd mieliście tyle pieniędzy? Powinniście zrobić u mnie remont, a nie wyjeżdżać na wakacje! krzyczała.
Paweł zwykle nie odzywa się głośno matce, ale tym razem nie wytrzymał. Powiedział jasno, iż to nasze oszczędności i ona nie ma do nich żadnych praw.
Od tamtego dnia teściowa zupełnie zerwała kontakt. Nie dzwoni choćby do swoich wnuków. Za to reszta rodziny obdzwania nas i mówi, jacy z nas egoiści. My się tym nie przejmujemy nie mamy wyrzutów sumienia. Moi rodzice nas wspierają. Chcemy korzystać z życia, póki jesteśmy młodzi, zwłaszcza iż teściowa potrzebowała pieniędzy na swoje fanaberie, a nie na nic ważnego.







