Sterty śmieci, zgniłe deski, łatanie dziur płytami meblowymi, czy płytami OSB. Nikt za to nie ponosi odpowiedzialności. Zabytkowa stacja została doprowadzona do ruiny.
W sierpniu 1909 roku na stację Pilchowice Zapora wjechał pierwszy pociąg. Niewielki dworzec, wzniesiony na zboczu góry Czyżyk nad Jeziorem Pilchowickim, stał się częścią niezwykłej linii kolejowej łączącej Jelenią Górę, Wleń i Lwówek Śląski. Ponad 117 lat później to miejsce przez cały czas zachwyca krajobrazem, ale sam budynek jest świadectwem czegoś zupełnie innego: wieloletniej nieudolności, kompromitującego zaniedbania i bezkarności tych, którzy powinni chronić historyczne dziedzictwo. W jednym z najpiękniej położonych zakątków Polski zabytkowa stacja niszczeje.
Pilchowice Zapora to miejsce, którego nie trzeba sztucznie upiększać. Tory poprowadzono na betonowej półce wspartej od strony jeziora żelbetowymi słupami o łukowych kształtach. Peron osłonięto drewnianą wiatą. Z tego miejsca rozciąga się widok na Jezioro Pilchowickie, zalesione zbocza i górujące w oddali Karkonosze.
Dziś widok przez cały czas robi wrażenie. Tyle iż wystarczy odwrócić wzrok od bajkowych krajobrazów i spojrzeć na dworzec, żeby czar prysł. Zamiast zadbanego zabytku mamy rozpadającą się konstrukcję, prowizoryczne zabezpieczenia i bałagan, który powinien być powodem do wstydu.
Urok stacyjki dostrzegli przed laty również filmowcy. Pilchowice Zapora pojawiły się w filmie „Skąpani w ogniu” z 1963 roku w reżyserii Jerzego Passendorfera, z udziałem między innymi Stanisława Mikulskiego i Beaty Tyszkiewicz. Okoliczne plenery wykorzystywano również podczas realizacji „Jak rozpętałem drugą wojnę światową” Tadeusza Chmielewskiego, w którym główną rolę zagrał Marian Kociniak.
Stacja była wybierana na sesje ślubne, trafiała na zdjęcia turystów odwiedzających jezioro, zaporę i słynny most kolejowy. Miała wszystko, czego nie da się kupić za żadne pieniądze: autentyczną architekturę, historię i niepowtarzalne położenie.
Można byłoby z tego zrobić wizytówkę regionu. Można byłoby ją odrestaurować, zachować jego charakter i wykorzystać potencjał turystyczny. Zamiast tego przez lata pozwalano, by obiekt niszczał.
Zespół stacji kolejowej Pilchowice–Zapora wpisano do rejestru zabytków 2 sierpnia 2013 roku pod numerem A/5884/1-3. Ochroną objęto między innymi budynek dworca i drewnianą wiatę peronową.
Ochrona zabytku powinna oznaczać konkretne działania, nadzór i reagowanie, zanim uszkodzenia staną się nieodwracalne. Tymczasem w Pilchowicach Zaporze można odnieść wrażenie, iż papierowe deklaracje ochrony konserwatorskiej mają się znakomicie tyle, iż sam zabytek dogorywa.
Obecny stan stacji trudno nazwać inaczej niż katastrofalnym. Dach poczekalni zapadł się do środka. Wejście zabito płytą OSB. Drzwi do toalety odpadły. Wewnątrz widać sterty śmieci, gruzu, zgniłych elementów drewnianych. Gniją podpory, odpadają deski. Dziury łatane są choćby płytami meblowymi. Trudno o bardziej dosadny przykład tego, jak można doprowadzić cenny obiekt do ruiny.
Czy naprawdę trzeba czekać, aż coś się zawali, żeby ktoś uznał, iż sytuacja wymaga zdecydowanej reakcji? Przecież nad stanem zabytku powinien sprawować pieczę konserwator zabytków, tu jednak wydaje się, iż najwłaściwszym określeniem jest „powinien”.
Przez lata nieruchomość pozostawała w rękach kolejowej spółki. Zamiast skutecznie rozwiązać problem, w 2024 roku PKP S.A. wystawiły ją na sprzedaż. Oferta obejmowała działkę nr 331/1 o powierzchni 247 metrów kwadratowych oraz znajdujący się na niej nieczynny dworzec. Powierzchnia zabudowy wynosi 67 metrów kwadratowych.
Początkowo cena wynosiła 160 tys. zł. W 2025 roku obniżono ją o połowę, do 80 tys. zł. Chętnych jednak zabrakło. Nic dziwnego, skoro kupujący miałby nabyć nie tylko nieruchomość, ale również kosztowny problem wymagający pilnych prac, specjalistycznej wiedzy i uzgodnień konserwatorskich.
Zalecenia Dolnośląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków obejmowały naprawę więźby dachowej i pokrycia, remont elewacji, odtworzenie historycznej stolarki okiennej i drzwiowej oraz renowację oryginalnego wyposażenia, w tym boazerii, ławek, przepierzeń i posadzek. Terminy wskazane dla części prac upłynęły w 2024 i 2025 roku. Problem nie został rozwiązany!
Ostatecznie PKP S.A. wycofała się z planu sprzedaży i rozpoczęły formalności związane z nieodpłatnym przekazaniem nieruchomości w ręce gminy.
Tu warto wspomnieć, iż samorząd województwa dolnośląskiego przejął zarządzanie linią kolejową nr 283 i zapowiadał jej rewitalizację oraz przywrócenie połączeń pasażerskich. W lutym 2024 roku rzecznik urzędu marszałkowskiego zapewniał, iż do realizacji zadania nie jest potrzebna stacyjka, bo w pobliżu powstanie nowy peron dla podróżnych. Z tego też względu UMWD nie był zainteresowany przejęciem zrujnowanego zabytku.
Kto odpowiada za doprowadzenie stacji do takiego stanu? Czy nadzór konserwatorski i budowlany zrobiły wszystko, co należało, by zapobiec degradacji? Czy ktoś poniósł konsekwencje zaniedbań? Czekamy na wyjaśnienia ze strony Daniela Gibskiego Dolnośląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.
[See image gallery at lwowecki.info]













