Najlepsi z najlepszych – recenzja filmu

popkulturowcy.pl 58 minut temu

Lato się kończy. Za oknem, niedługo zrobi się deszczowo, a świat powoli zasypuje nas jesiennymi kryminałami. A gdyby tak nadać wrześniowi nieco kolorów i obejrzeć Najlepszych z najlepszych na Netfliksie?

Czasami film nie musi być niezwykle oryginalny, aby nas bawił. Czasem do wywołania uśmiechu na twarzy widza wystarczą utarte schematy, które po prostu zostały przedstawione w interesujący sposób. Tak właśnie jest z najnowszym filmem Leny Khan, którego scenariusz napisali Hasan Minhaj i Prashanth Venkataraman. Najlepsi z najlepszych może i nie są wybitną produkcją, ale jednocześnie ogląda się ich z dużą przyjemnością. Zwłaszcza, gdy do typowych dla bohaterów rozterek dochodzą tańce rodem z Bollywood.

Fabuła filmu jest naprawdę prosta. Dwie przyjaciółki – Maya (Maitreyi Ramakrishnan) i Anjali (Priyanka Kedia) – rozpoczynają swój pierwszy rok nauki na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles – UCLA. Tam dołączają do szkolnej drużyny tańca bollywoodzkiego, która planuje wygrać krajowe mistrzostwa. Bohaterki muszą zmierzyć się z nowymi znajomościami, konfliktami, a także własnymi problemami, mogącymi zagrozić ich przyjaźni.

Tak jak można się spodziewać po opisie, film serwuje nam dość typową historię o dorastaniu, przyjaźni i poznawaniu samego siebie. Losy postaci, przez większość czasu, podążają utartymi schematami, a jeżeli ktoś widział więcej niż dwie tego rodzaju produkcje, to z łatwością się domyśli, jak zakończą się niektóre wątki. Znajdzie się też tu kilka uproszczeń fabularnych i momentów, które działają tylko jeżeli przymkniemy nieco oko. Jednocześnie sama historia jest na tyle lekko poprowadzona, iż film ogląda się po prostu przyjemnie, a widz nie czuje potrzeby, aby co chwilę sprawdzać, ile jeszcze minut pozostało do końca. Muszę choćby przyznać, iż sama wciągnęłam się w seans bardziej, niż się spodziewałam.

Na pewno pomagają tutaj główne bohaterki. Zarówno Maya, jak i Anjali są sympatyczne. Miło się patrzy na ich przyjaźń, a także na ich wspólne przekomarzanki. Żadna z nich nie jest idealną osobą i film im to wypomina, a jednocześnie wciąż można z nimi sympatyzować. Jedyny problem jest taki, iż chociaż większość rozterek postaci da się zrozumieć, to kilka z nich pozostało raczej tylko na papierze, zamiast zostać pokazane na ekranie. Na przykład o rzekomo jednej z największych wad protagonistki dowiadujemy się tylko dlatego, iż inni bohaterowie mówią o tym wprost. Na całe szczęście nie dzieje się tak z każdą cechą charakteru postaci.

Fot. materiały promocyjne (Netflix)

Lekkości całej historii dodaje humor. Nie powiedziałabym, iż Najlepsi z najlepszych są wybitnie zabawną komedią, ale kilka sytuacji wywołało u mnie uśmiech. Dobrze tutaj działają też dialogi, które choćby jeżeli nie wpasowują się w poczucie humoru każdego, to i tak potrafią umilić seans.

Oczywiście najmocniejszym punktem całego filmu są bez cienia wątpliwości bollywoodzkie tańce i muzyka. Aktorzy tańczą dobrze, sceny taneczne ogląda się świetnie, a scenografia cieszy oko. Co więcej, każda z zaprezentowanych choreografii jest naprawdę kreatywna i interesująca tematycznie. Na przykład nie miałam pojęcia, iż można tak dobrze połączyć bollywoodzki taniec i kowbojskie klimaty, a jednak twórcy udowadniają, iż to jak najbardziej wykonalne. Dodatkowo, dzięki swojej różnorodności, układy przyciągają wzrok i nie wydają się powtarzalne.

Fot. materiały promocyjne (Netflix)

Film oferuje sympatyczną historię o dorastaniu i odnajdywaniu samego siebie, jakich w popkulturze istnieje wiele. Ciężko powiedzieć o nim coś więcej niż to, iż jest to dobra pozycja na miły seans w jesienny wieczór. jeżeli liczycie na oryginalną produkcję, ten film nie jest najlepszym wyborem. jeżeli natomiast szukacie niezobowiązujecego tytułu ze świetnymi scenami tańca, to Najlepsi z najlepszych są warci rozważenia.

Fot. wyróżniająca: materiały promocyjne (Netflix)

Idź do oryginalnego materiału