Polska potrafi robić znakomite seriale kryminalne. Takie, które wciągają bez reszty, mają klimat, logiczną fabułę, sensowną psychologię postaci i dialogi, które brzmią jak rozmowy ludzi, a nie losowo rzucone kwestie z generatora. "Rojst", "Kruk", "Klangor", "Glina", "Oficer", "Wataha", "Pitbull", "Ślepnąc od świateł" – to nie są przypadki, tylko dowód, iż umiemy w kryminały.
Ale potrafimy też… kompletnie się wyłożyć. I to koncertowo. Wybrałam kilka polskich seriali kryminalnych z ostatnich lat, które miały być wydarzeniem i gwarantowanym sukcesem. I owszem, większość była hitami, ale twórcy i platformy zwyczajnie nie dowieźli jakości.
To produkcje tak słabe, iż ogląda się je dalej wyłącznie dla odmóżdżenia – z niedowierzaniem, fascynacją, napadami śmiechu i jednym pytaniem: jak to się mogło wydarzyć?
Najgorsze polskie seriale kryminalne ostatnich lat
Kolejność mojego zestawienia nie jest przypadkowa – od seriali po prostu średnich i znośnych po produkcje, których zwyczajnie nie da się obronić.
6. Żmijowisko (2019)
Serial na podstawie książki Wojciecha Chmielarza i zmarnowany potencjał. Seans był bolesny tym bardziej, iż "Żmijowisko" miał naprawdę obiecujący start.
Grupa trzydziestoparoletnich przyjaciół ze studiów przyjeżdża z rodzinami na wakacje do letniska Żmijowisko. Alkohol, napięcia, stare konflikty – i nagle znika 15-letnia Ada. Punkt wyjścia jest świetny, aktorzy są dobrzy, klimat działa. Przez chwilę wydaje się, iż to będzie solidny thriller psychologiczny o winie, klasowych pretensjach i rozpadzie relacji.
Problem w tym, iż im dalej, tym gorzej. Psychologia postaci praktycznie nie istnieje – bohaterowie reagują nie dlatego, iż coś wynika z ich charakterów, tylko dlatego, iż scenariusz musi pchnąć fabułę do przodu. Dialogi są toporne, bohaterowie są maksymalnie irytujący, a fabuła nie ma ładu i składu.
Finał może się podobać lub nie – zaskakuje, to fakt – ale dla wielu jest przegięty i mało wiarygodny. Książka Chmielarza o niebo lepsza i szkoda jej dla tak miernej adaptacji.
5. Zachowaj spokój (2022)
Polska ekranizacja książki Harlana Cobena, która była hitem, ale jako kryminał niespecjalnie miała ręce i nogi. Już nie wspominając o pokazaniu zupełnie nierealistycznego życia Polaków – jakby wszyscy mieszkali w katalogu deweloperskim klasy premium i robili zakupy w osiedlowych bio delikatesach.
Historia zaginięcia nastolatka po śmierci jego kolegi zapowiadała się intrygująco, a pierwsze odcinki rzeczywiście trzymają poziom. Problem zaczyna się później, gdy scenariusz zaczyna się sypać, wątki gubią sens, a kolejne zwroty akcji stają się wręcz niedorzeczne. Finał jest tak przesadzony, iż aż zabawny.
"Zachowaj spokój" – podobnie jak "Żmijowisko" – nie jest totalną katastrofą, ale to przykład produkcji, która gasła z każdym odcinkiem, aż w końcu sama sobie podcięła sobie nogi. Ale aktorzy świetni, szczególnie Magdalena Boczarska.
4. Wzgórze psów (2025)
Koncertowe zmarnowanie doskonałej książki Jakuba Żulczyka i fenomenalnego Roberta Więckiewicza. To zdanie wystarczyłoby za całą recenzję, ale niestety lista problemów jest dłuższa.
Historia pisarza wracającego do rodzinnego miasteczka, dręczonego traumą i szantażem, ma ogromny potencjał – zwłaszcza jako opowieść o poczuciu winy, przemocy i niemożności ucieczki od przeszłości. I momentami to działa. Więckiewicz robi swoje, animacja w ostatnim odcinku jest absolutnie fantastyczna i formalnie najciekawsza w całym serialu.
Reszta? Bardzo nierówna. "Wzgórze psów" zaczyna się obiecująco, a potem niemiłosiernie się snuje i nie budzi żadnych emocji.. Do tego dochodzą fatalne dialogi, drewniana gra aktorska (Mateusz Kościukiewicz jest kompletnie nietrafionym wyborem castingowym) i beznadziejny montaż dźwięku – bez napisów nie da się tego oglądać, z czego zresztą tłumaczył się sam Żulczyk.
Mamy świetny materiał źródłowy, jednego wybitnego aktora, kilka ciekawych pomysłów i całą masę złych decyzji reżyserskich. To serial, który miał ambicje, ale kompletnie nie potrafił ich udźwignąć. Szkoda.
3. Tylko jedno spojrzenie (2025)
Kolejny Harlan Coben po polsku. Bardziej thriller niż kryminał, ale jest to słabe w sposób momentami wręcz zabawny. Teoretycznie wszystko się tu zgadza: tajemnica z przeszłości, z pozoru idealne życie, jedno zdjęcie, które uruchamia lawinę dramatycznych wydarzeń. Praktycznie – im dłużej to trwa, tym bardziej widać, iż mamy do czynienia z produktem, a nie opowieścią.
Serial idzie w najbardziej oczywistą stronę: mnoży klisze, piętrzy wątki i liczy na to, iż widz nie zacznie zadawać pytań. Bo kiedy zacznie – wszystko się sypie. Scenariusz pełen jest dziur, absurdalnych zbiegów okoliczności i decyzji bohaterów, które nie mają żadnego sensu poza pchaniem fabuły do przodu. Tak, wiem, iż to Coben, ale litości.
"Tylko jedno spojrzenie" to serial, który "ogląda się dobrze", pod warunkiem iż wyłączy się logiczne myślenie. Są tu dobre momenty i przyzwoici aktorzy, ale zostali fatalnie poprowadzeni. Emocji brak. Tak, da się to obejrzeć do końca, dobre guilty pleasure. Ale fakt, iż zupełnie nie spieszyłam się z finałem, mówi o tej produkcji więcej niż jakakolwiek analiza.
2. Langer (2025)
"Langer" to adekwatnie thriller, ale nie mogło zabraknąć w tym zestawieniu. To przykład serialu, który wygląda drogo, jest głośny, ma świetną obsadę, ale okazuje się wydmuszką. A miał wszystko: popularną książkę Remigiusza Mroza, intrygującego antybohatera i Jakuba Gierszała w roli seryjnego mordercy-biznesmena. I wszystko to zostało zmarnowane.
Scenariusz jest zbiorem banałów i pretensjonalnych scen, które udają głębokie. Obsada gra, jakby za karę, bo nie ma tu czego grać – każda relacja jest papierowa, każda emocja pusta. Najbardziej boli zmarnowanie Gierszała, który dostaje beznadziejnie napisaną postać, pozbawioną jakiejkolwiek wiarygodności i sensu – wciąż gra jednak świetnie. To serial, który miał szokować, a wywołuje głównie zażenowanie i frustrację.
1. Forst (2024)
Nie wiem, co tu się stało, ale naprawdę nie mam pojęcia, jak można było tak koncertowo położyć ekranizację książki Remigiusza Mroza, mając do dyspozycji Tatry i Borysa Szyca. Ledwo wytrwałam, a to przecież materiał, który sam się prosił o gęsty, mroczny kryminał z charakterem.
Zamiast tego dostaliśmy serial będący chaotycznym zlepkiem scen, które sprawiają wrażenie, jakby zostały wrzucone do montażu losowo. Scenariusz jest niedopracowany do granic absurdu: pełen dziur fabularnych i bezsensownych przeskoków. Gdyby ktoś nie czytał książki, prawdopodobnie w ogóle nie wiedziałby, o co chodzi.
Bohaterowie są płascy jak kartka papieru, a widz ma się domyślić, kto jest kim, dla kogo i dlaczego – i to nie w ten angażujący sposób, tylko z poczuciem, iż ktoś zapomniał dopisać połowę scen. Dialogi są fatalne i choćby Borys Szyc nie ma tu czego grać. Zmarnowany potencjał na dobry, górski kryminał. Jedyny realny plus to ładne zdjęcia. Tatry są piękne. Serial – niestety nie.








