Na początku XXI wieku we Francji doszło do skandalu obyczajowego z udziałem francuskiej miliarderki Liliane Bettencourt, dziedziczki imperium kosmetycznego L’Oréal i przez wiele lat najbogatszej kobiety na świecie. Wyszło bowiem na jaw, iż Bettencourt przekazała ogromne sumy pieniędzy fotografowi i artyście François‑Marie Banier, z którym utrzymywała bliską relację. Wśród prezentów znajdowały się nie tylko gotówka, ale także m.in dzieła sztuki i nieruchomości. Sprawa stała się głośna, gdy córka miliarderki oskarżyła Baniera o wykorzystywanie podeszłego wieku i słabszego stanu zdrowia matki. Na tych wydarzeniach bazuje Thierry Klifa w filmie Najbogatsza kobieta na świecie.
Już na wstępie zaznaczmy, ze film nie próbuje być kronikarskim zapisem wydarzeń i trudno go traktować przede wszystkim jako biografię – to opowieść o władzy, pieniądzach i relacjach, które potrafią wymknąć się spod kontroli. W centrum historii znajduje się Marianne Farrère – magnatka branży kosmetycznej, w którą wciela się Isabelle Huppert, jak zawsze pełna klasy. Aktorka tworzy postać chłodną i zdystansowaną, ale jednocześnie intrygującą. Jej Marianne jest kobietą, która całe życie funkcjonowała w świecie luksusu i elity, gdzie wszystko jest pod ścisłą kontrolą, a dni należy szczegółowo rozpisać w kalendarzu. Wszystko się zmienia, gdy na scenę wkracza ekscentryczny fotograf Pierre-Alain Fantin.

Grany przez Laurenta Lafitte’a bohater jest przeciwieństwem uporządkowanego świata Marianne. Bezpośredni, złośliwie dowcipny i kompletnie pozbawiony respektu wobec konwenansów gwałtownie burzy atmosferę sterylnego luksusu, w którym żyje bohaterka. Dość wspomnieć, iż już w ich pierwszej interakcji stwierdza, iż kobieta ma beznadziejne włosy i jest źle ubrana. Ich relacja, będąca dziwną mieszanką fascynacji, przyjaźni i wzajemnej zależności, staje się sercem filmu. Jednocześnie wywołuje konsternację wśród rodziny i współpracowników Marianne i niekiedy trudno im się dziwić – mężczyzna jest typem osoby, która wybitnie potrafi nadwyrężyć cierpliwość, a Lafitte doskonale odnajduje się w tej roli. Miejscami nie mogłem go znieść, ale w tym przypadku to komplement dla aktora.
Na drugim planie również nie brakuje ciekawych ról. Szczególnie Marina Foïs jako córka Marianne dobrze oddaje narastającą frustrację wobec relacji matki z fotografem, a uwagę zwraca także Raphaël Personnaz w roli Jérôme’a, pracownika Marianne. Dzięki tej postaci możemy spojrzeć na świat kobiety nieco z „zewnątrz”, co jest ciekawą perspektywą. Z czasem staje się on też istotnym elementem całej układanki, ale o tym przekonajcie się sami.

Największą siłą filmu pozostaje jednak sama Huppert. Aktorka gra bardzo oszczędnie, niemal minimalistycznie, a jednocześnie potrafi drobnymi gestami czy zmianą tonu sugerować całą gamę przeżywanych przez Marianne emocji. Dzięki temu widz przez długi czas nie ma pewności, czy tytułowa bohaterka jest nieświadomą ofiarą manipulacji, czy raczej po prostu pozwala sobie na odrobinę chaosu w uporządkowanym życiu i autentycznie się tym cieszy. Ta niejednoznaczność w połączeniu z grą francuskiej gwiazdy sprawiają, iż Najbogatszą kobietę na świecie ogląda się z utrzymującym się zainteresowaniem. Film Klifa jest przy tym bez zarzutu od strony technicznej – pełen luksusowych wnętrz, malowniczych plenerów i strojów, na których można zawiesić wzrok.
Film nie wchodzi bardzo głęboko w polityczne czy społeczne kulisy prawdziwej afery (o tym, iż jest o niej głośno, dowiadujemy się ze scen, w których bohaterowie oglądają telewizję). Te braki rekompensuje jednak sprawną narracją i wyraźną przyjemnością Klifa płynącą z obserwowania jego bohaterów. Najbogatsza kobieta na świecie, choć porusza tematy absurdalnego bogactwa (gdzie o milionach mówi się jak o drobnych wydatkach), dziedziczenia i skandalu – nie jest czymś na poziomie Sukcesji. To przede wszystkim stylowa, dobrze zagrana historia, która sprawdza się bardzo dobrze jako błyskotliwy portret dziwacznej relacji, świata wielkich pieniędzy i intrygującej kobiety.


















