"Klangor": nowe otwarcie, powrót do Świnoujścia
Twórcy serialu "Klangor" długo kazali czekać na drugi sezon tej wyjątkowej jak na polskie standardy produkcji. Pierwszy sezon był powszechnie chwalony za gęsty, mroczny klimat, który przypomina skandynawskie kryminały "noir" - zarówno pod względem kolorystyki, obrazu, dynamiki narracji jak i napięcia emocjonalnego.
W tym wymiarze druga seria, mimo iż nie kontynuuje wątków z pierwszej odsłony, nie rozczarowuje. Nie ma chyba innego serialu, który tak bardzo przypomina, a raczej dorównuje, temu co 10 lat temu zaproponował skandynawski "Forbrydelsen", a potem jego amerykańska adaptacja "The Killing" (w Polsce znane pod nazwą "Dochodzenie"). Nieprzypadkowo drugi sezon "Klangora" utrzymany jest w mrocznym uniwersum Świnoujścia. Reklama
"Klangor": tajemnicze zaginięcie a historia lokalnej społeczności
Powrót Heli Zdun do rodzinnego miasteczka staje się katalizatorem rodzinnych i społecznych napięć. Podobnie jak w pierwszym sezonie, serial balansuje między kryminałem a dramatem obyczajowym. Zagadka kryminalna odsłania trudne relacje społeczne, dawne spory, skutecznie budując wiarygodny, psychologiczny portret bohaterów. Niestety, prawda, która wychodzi na jaw, odsłania panującą w lokalnej społeczności symboliczną dynamikę władzy, przemocowy układ sił oparty na klasowej hierarchii.
Widz odkrywa moralne skorumpowanie lokalnej społeczności, które podważa autorytet władzy, obnaża upadek wartości. Widz może być zaskoczony, iż kibicuje bohaterom, którzy na pierwszy rzut oka wydawali się moralnie ambiwalentni. To z pewnością jest zasługa bardzo dobrze napisanego scenariusza (tutaj wielkie brawa dla Kacpra Wysockiego) - widz nie ma podanych odpowiedzi na tacy, z odcinka na odcinek może kwestionować swoje wcześniejsze oceny bohaterów, co z kolei daje do myślenia w kontekście społecznie konstruowanych oczekiwań.
"Klangor": obraz moralnego niepokoju
Serial wizualnie współgra z historią. Zdjęcia i muzyka budują ciężką, melancholijną aurę, która skutecznie angażuje widza w historię małego nadmorskiego miasteczka oraz dramat rodzinny bohaterów. Gra aktorska, podobnie jak w pierwszym sezonie, jest wybitna. Arkadiusz Jakubik wymieniany był jako ogromny atut pierwszego sezonu. W drugiej odsłonie, mamy dwie silne postacie kobiece - Małgorzatę Gorol w roli Heli Zdun oraz Magdalenę Czerwińską jako policjantkę Dankę Schulze.
Obie kreacje to ambitne i szczere portrety kobiet z potężnym bagażem doświadczeń, mających na koncie liczne błędy, z konsekwencjami których czas się zmierzyć. Piotr Trojan, po raz kolejny w roli policjanta, pokazuje świetny warsztat aktorski. Mimika twarzy Trojana i zakres jego ekspresji emocji jest tak spektakularny jak kanoniczna już kreacja Carrie z "Homeland", która jest najlepszym jak dotychczas aktorskim spektaklem w wykonaniu Claire Danes. Piotr Trojan jest w stanie stworzyć wiarygodny i czasem aż niepokojący obraz człowieka na granicy manii i obłędu.
"Klangor": tylko dla widzów o silnych nerwach
Tempo narracji przez cały czas jest powolne, tak jak nakazuje gatunek nordic noir, ale, z racji na bagaż emocjonalny niektórych scen, drugi sezon "Klangoru" to idealna propozycja dla miłośników mroczniejszych thrillerów i kryminałów. Jest w drugim sezonie kilka brutalnych, ale jednocześnie elektryzujących scen, które spowodują iż widz odwróci się z przejęcia od ekranu.
Produkcja pod tym względem jest spójna z dorobkiem producenta Łukasza Dzięcioła, który w swoim portfolio ma takie produkcje jak "Pewnego razu na krajowej jedynce", seria "Kruk", "Informacja Zwrotna". Po raz kolejny Łukasz Dzięcioł dowiózł serial, który z czystym sumieniem można polecić.
Zobacz też: Polski hit Canal+ wraca z drugim sezonem. Zachwycił widzów i krytyków

















