Naiwna Ania – przez 15 lat znosiła zdrady męża, który pierwszy raz zdradził ją już drugiego dnia po ślubie z kelnerką. Wszyscy wokół mówili, iż jest głupia, a pod jej nosem mąż jawnie spotykał się z kochankami. Ania pracowała jako księgowa w fabryce zabawek za grosze, a dzieci – Alicja (14 lat) i Sergiusz (7 lat) – żyły w biedzie, mimo iż ojciec dobrze zarabiał. Kiedy w dziesiąte urodziny syna mąż ogłosił, iż się wyprowadza do nowej miłości, Ania spokojnie się zgodziła. Następnego dnia były mąż wrócił z kochanką, ale nie mógł wejść do mieszkania – okazało się, iż został wypisany z meldunku dwa lata wcześniej, a jej nowy partner mieszka tam na legalu. Ania, oszczędzając przez lata, sprzedała mieszkanie dzięki pełnomocnictwu, które on sam podpisał. Dzieci były z innego ojca, a ona sama odeszła, zostawiając go z niczym. Morał: Strzeżcie się zdradzanych kobiet – potrafią się odegrać.

newsempire24.com 3 dni temu

GŁUPIA

Wszyscy uważali Anię za głupią. Z mężem, Waldemarem, była już piętnaście lat. Doczekali się dwójki dzieci: czternastoletniej Jagody i siedmioletniego Stasia. Waldemar zdradzał ją niemalże otwarcie. Po raz pierwszy oszukał ją już na drugi dzień po ślubie, z kelnerką. Potem już straciła rachubę. Koleżanki próbowały jej otworzyć oczy, a ona tylko się uśmiechała słodko i milczała.

Ania pracowała w fabryce zabawek dziecięcych jako księgowa. Z jej słów wynikało, iż zarabia grosze, a obowiązków miała po uszy. Często musiała siedzieć w weekendy, a gdy przychodziły raporty kwartalne i roczne, zdarzało się jej nocować w biurze.

Waldemar zarabiał bardzo dobrze. Ale i panią domu Ania była marną. Ile by nie dostała złotówek, ciągle brakowało na podstawowe produkty, lodówka pusta, a jeżeli coś było do jedzenia to w najlepszym razie barszcz i kotlety z makaronem. Tak żyli. Wszyscy wokół się dziwili, widząc Waldemara z kolejną kochanką. Nierzadko wracał do domu tak suchy, jakby liść z drzewa spadł.

Ależ ona głupia, ta Ania. Po co ona znosi tego łazika.

W dniu, kiedy Staś skończył dziesięć lat, Waldemar wrócił do domu i oznajmił, iż zamierza się rozwieść. Twierdził, iż się zakochał i rodzina już mu nie odpowiada.

Anka, nie obrażaj się, ale składam pozew o rozwód. Jesteś zimna jak ryba, gospodynią dobrą nie jesteś, nic z ciebie nie ma.

Dobrze, zgadzam się na rozwód.

Waldemar o mało z krzesła nie spadł. Spodziewał się awantury, histerii, potoku łez. Takiego spokoju się nie spodziewał.

No to pakuj rzeczy, ja nie będę ci przeszkadzać. Jutro wrócę, zostaw klucz pod wycieraczką.

Ania bez słowa i z podejrzanym uśmiechem spojrzała na męża. To wszystko było takie dziwne pomyślał Waldemar, ale zaraz odsunął te myśli. Wyobrażał sobie swoje nowe, szczęśliwe życie. Bez dzieci i znudzonej żony.

Następnego dnia wrócił do mieszkania z nową kochanką. Zajrzał pod wycieraczkę klucza nie znalazł. Popsuło mu to trochę humor.

Nic strasznego, wymienię zamki, będzie po sprawie.

Spróbował włożyć klucz do zamka, ale nie pasował. Zadzwonił do drzwi. Otworzył mu rosły mężczyzna, w kapciach i szlafroku.

Czego chcesz, kolego?

To chyba moje mieszkanie…

Waldemar odpowiedział niepewnie.

No to może pokażesz jakieś dokumenty, hę? jeżeli masz, proszę okazać.

Dokumentów przy sobie nie miał, do domu go nie wpuszczono. Przypomniał sobie jednak, iż ma meldunek w paszporcie. Zaczął go nerwowo szukać. W końcu znalazł.

Proszę, tu mój paszport, jest adres.

Mężczyzna niechętnie wziął dokument, przekartkował, uśmiechnął się krzywo i oddał z powrotem.

Kiedy ostatni raz to oglądałeś, chłopie?

Waldemar poczuł, iż coś jest nie tak. Otworzył paszport na stronie z meldunkiem były tam dwa stemple: jeden z zameldowaniem, drugi z wymeldowaniem sprzed dwóch lat.

Co się tu, do jasnej cholery, stało? Z osiłkiem nie zamierzał się kłócić. Zadzwonił do żony, ale jej numer był poza zasięgiem.

Postanowił poczekać na nią przy portierni w pracy. Tam spotkało go kolejne rozczarowanie Ania już od roku tu nie pracuje. Córka wyjechała na studia do Anglii, ale syn chyba wciąż jest w szkole. Niestety, Stasia też nie znalazł został przeniesiony do innej szkoły już rok temu, a szkoła nie mogła podać żadnych danych.

Zupełnie załamany usiadł na ławce i złapał się za głowę. Jak ona to wszystko zrobiła? Szczuplutka, cicha, a tak pokrętnie wszystko zorganizowała. Jak mogła sprzedać mieszkanie? No trudno, spotkamy się w sądzie. Rozwód za tydzień.

Do sądu przyszedł wściekły i gotów na konfrontację. Chciał zedrzeć z niej maskę oszustki i odzyskać, co jego. I tak, w sądzie wszystko wyszło na jaw. Okazało się, iż dwa lata temu własnoręcznie podpisał Ani pełnomocnictwo. Wtedy, gdy poznał Jolantę. Była olśniewająca. Unosił się w chmurach i wszystko puszczał w niepamięć.

Żona potrzebowała jego podpisu coś do szkoły dla córki, jakieś zaświadczenia i pozwolenia. Prawnik poradził, żeby spisać pełnomocnictwo na żonę, by nie zawracać sobie głowy. Podpisał i… sam pozbawił się wszystkiego.

Został na ulicy, bez niczego. A najgorsze po usłyszeniu, iż nie ma mieszkania, Jolanta nagle zniknęła z jego życia.

Trudno, ona wystąpi o alimenty, ale dostanie figę pomyślał. Przynajmniej za to ją nauczę. I tu kolejny cios zamiast powiadomienia o alimentach, dostał wezwanie do sądu w sprawie zaprzeczenia ojcostwa. Okazało się, iż obojga dzieci Ania nie miała z nim.

Ania w dzień ślubu widziała, jak zdradza ją z kelnerką. Coś się wtedy w niej przełamało. Sama nie wiedziała, jak to się stało. Postanowiła się zemścić i wybrała własną drogę. Najpierw zdrada za zdradę.

Potem zaczęła oszczędzać. Wszystkie pieniądze przekazywane na dom chowała. W domu było pusto, ale dzieci były schludne i najedzone żywiły się u babci. Matka Ani tylko kręciła głową, próbowała ją odwieść od tej zemsty.

Zemsta cię zabije, zniszczy psychikę dzieci mówiła.

Ale Ania jak opętana szła dalej. Aż osiągnęła swój cel. Zrobiła badania DNA, choć i bez tego wiedziała, czyje dzieci nosiła pod sercem.

To był dla Waldemara cios poniżej pasa. Stratę mieszkania zniósł łatwiej niż wiadomość, iż nie jest ojcem.

Strzeżcie się kobiet, którym wyrządziliście krzywdę w gniewie potrafią więcej, niż wam się wydaje…

Idź do oryginalnego materiału