Naivna Ania, którą wszyscy brali za głupią: Piętnaście lat życia z niewiernym mężem, dwójka dzieci –…

newsempire24.com 3 dni temu

GŁUPIUTKA

Kaśkę wszyscy mieli za trochę gapowatą. Z mężem, Tadkiem, tkwiła już piętnaście lat. Dzieci było dwoje: Jadwiga, czternaście wiosen, i mały Stasiek, siedmiolatek. Tadek chodził na lewo niemal zupełnie jawnie. Pierwszy raz zdradził ją już w drugi dzień po ślubie z bufetową z Domu Kultury. Dalej to już nikt nie zliczy. Koleżanki ostrzegały Kaśkę, próbowały otworzyć jej oczy, ale ta tylko się uśmiechała i milczała.

Kaśka pracowała w zakładzie produkującym zabawki dla dzieci jako księgowa. Z jej opowieści pensja malutka, roboty od groma, czasem choćby w weekendy do papierów siedziała. Sprawozdania kwartalne czy roczne… To mogła przez tydzień w domu nie bywać. Tadek zarabiał bardzo dobrze, ale gospodyni z Kaśki była marna. Ile by jej nie dać na zakupy wciąż brakowało, lodówka świeciła pustkami, a z gotowanych cudów to w najlepszym razie barszcz i kotlety z makaronem. Tak sobie żyli. Co rusz sąsiedzi się dziwowali, widząc Tadka z kolejną sympatią. A i polskim przywilejem było, iż czasem wracał do domu suchy jak saharyjski piach.

Głupia ta Kaśka, po co ona to wszystko znosi…

W dzień, kiedy Stasiek skończył dziesięć lat, Tadek wraca do domu i z powagą godną premiera mówi, iż zamierza się rozwieść. Że się zakochał i rodzina już mu nie pasuje.

Kaśka, nie obrażaj się, ale ja składam papiery. Jesteś zimna jak karp w galarecie. Gospodyni z ciebie żadna, choćby tego nie masz.

Dobrze, zgadzam się na rozwód.

Tadek prawie spadł z krzesła. Czekał sceny, awantury, morza łez. Ale spokój Kaśki przerósł jego oczekiwania.

Świetnie, to się pakuj, nie będę ci przeszkadzać. Jutro wracam, zostaw klucz pod wycieraczką.

Tu Kaśka spojrzała na niego dziwnie pogodnie i podejrzanie się uśmiechnęła. Coś było nie halo, przemknęło Tadkowi przez głowę, ale zaraz o tym zapomniał i już widział siebie w roli wolnego człowieka, bez dzieci, bez żony, za to z nową panną.

Następnego dnia przychodzi z nową miłością pod dom, zagląda pod wycieraczkę: klucza brak. Humor już gorszy.

Nic to, wymienię zamki i będzie po sprawie.

Próbuje przekręcić klucz w zamku nic z tego. Puka do drzwi. Drzwi otwiera jakiś rosły facet w kapciach i szlafroku.

Czego pan tutaj? pyta groźnie.

Eee, to chyba mój dom…

Tadek mówi jakoś niepewnie.

No, możemy się spierać. Jak pan ma dokumenty, to proszę pokazać.

Tadek oczywiście dokumentów nie miał. Do środka go nie wpuszczają. Nagle sobie przypomina: w paszporcie jest przecież zameldowanie. Szuka nerwowo, w końcu znajduje.

Proszę, tu jest paszport, a tu meldunek!

Facet w szlafroku niechętnie bierze dokument, przewraca kartki, wykręca usta w uśmiechu, oddaje Tadkowi.

Kiedy pan ostatni raz do tej książeczki zaglądał?

Tadek czuje, iż coś jest nie tak. Otwiera bez tchu na stronie z meldunkiem są dwa stempelki. Jeden zameldowanie, drugi wymeldowanie, sprzed dwóch lat.

Jak to się mogło stać?! Dyskutować z dryblasem nie zamierza. Dzwoni do Kaśki nie odbiera, nieosiągalna. Decyduje się poczekać na nią pod zakładem. Ale i tu pudło okazuje się, iż żona od roku tam nie pracuje. Córka podobno wyjechała do Niemiec na studia, ale przecież syn chodzi do szkoły? I tu kiszka: Staśka przenieśli do innej szkoły w zeszłym roku, a nowego adresu nie podadzą obcemu facetowi.

Załamany do granic możliwości, Tadek siada na ławce i łapie się za głowę. Jak to w ogóle się stało? Ta jego Kaśka cicha, zahukana a tu taki numer wykręciła!? I jak ona w ogóle sprzedała mieszkanie, toż to niemożliwe! Ale dobra, sprawa sądowa rozgryzie się wszystko. Rozwód za tydzień.

Na rozprawę Tadek przyszedł jak bulterier na wojnę. Postanowił obnażyć przestępczynię i odebrać, co się należy. No i w sądzie wszystko wyszło. Okazało się, iż dwa lata temu, z własnej woli, podpisał Kaśce pełnomocnictwo generalne! Wtedy, kiedy poznał Mariolkę, co go wtedy oczarowała, a na dźwięk jej głosu zapominał jak się nazywa. W domu papierzyska do podpisania, bo córce do szkoły coś trzeba, bez jego podpisu ani rusz, to podpisał zgodnie z radą adwokata.

Tym prostym sposobem odebrał sam sobie mieszkanie i wszystko, co miał. Został bez dachu nad głową. A żeby było jeszcze weselej jak się okazało, kiedy Mariolka się dowiedziała o braku mieszkania, tak gwałtownie o Tadku zapomniała, jakby był przeziębieniem.

Dobra, przynajmniej ona dostanie, co chciała. Zgłoszę się do sądu o alimenty i niech popróbuje coś wyrwać! No i tu czekała go niespodzianka. Zamiast pozwu o alimenty dostał zawiadomienie o… zaprzeczeniu ojcostwa. Okazało się, iż oboje dzieci Kaśki są z innym tatą.

Kaśka widząc Tadkową zdradę z bufetową w dzień ślubu, miała kompletny blackout w głowie. Nie pamiętała, jak to się stało, ale postanowiła się zemścić: odpłacić pięknym za nadobne. Pierwsze, co przyszło do głowy, to zdradzać dla równowagi.

Zaczęła też oszczędzać. Wszystkie pieniądze, które Tadek dawał na dom, odkładała. W domu pusto, ale dzieci zawsze ubrane, nakarmione żywiono je u babci, matka Kaśki tylko głową kręciła i ostrzegała:

Zemsta cię zniszczy, skrzywdzisz dzieci.

Ale Kaśka szła do celu z uporem godnym zawodowego zapaśnika. Wreszcie dopięła swego. Zrobiła testy DNA (choć i tak wiedziała, od kogo ma dzieci). Tego ciosu Tadek nie przeżył najlepiej. Utrata mieszkania była niczym przy wiadomości, iż nie jest ojcem obojga dzieci.

Tak to już bywa, iż kobieta przez was skrzywdzona, potrafi wpaść na pomysły, o których filozofom się nie śniło Strzeżcie się zagniewanych kobiet, bo jak się na nich zemsta rozkręci, to lepiej uciekać do Zakopanego!

Idź do oryginalnego materiału