REKLAMA
Zobacz wideo
Szcześniak wystąpił na Eurowizji w Izraelu. Teraz się wściekł. "Jestem oburzony. Wielki nietakt"
Imię jak pseudonim i muzyka zamiast praktyki na stanowisku referenta sądowegoUrodzona 24 lipca w Krośnie Lora Szafran wielokrotnie na przestrzeni swojej kariery była pytana o to, jak brzmi jej prawdzie imię. Tymczasem jest nim właśnie Lora, przez wielu poczytywane jako pseudonim artystyczny. Na oryginalny pomysł wpadł jej ojciec. Z kolei jej mama zaszczepiła w Lorze miłość do muzyki - sama śpiewała, grała też na akordeonie, a na córkę przelała swoje niespełnione ambicje o edukacji w tym kierunku. Lora uczęszczała więc do szkoły muzycznej. - W moim domu rodzinnym dzięki mamie wciąż rozbrzmiewała muzyka. Bardzo chciałam uczyć się w szkole muzycznej i zostałam przyjęta - na akordeon oczywiście - ponieważ rodziców nie było stać na zakup pianina. Ten instrument nie był zbyt fortunny dla małej dziewczynki, więc przepisano mnie na skrzypce, później na gitarę - wspominała Lora Szafran w wywiadzie dla magazynu "Biznes i styl".Od mieszkającego w USA wujka Lora dostawała płyty z muzyką jazzową. To dzięki nim zakochała się w piosenkach Elli Fitzgerald. - Nie wiedziałam oczywiście, co to jest chorus, czy solówka jazzowa, ale postanowiłam się dokładnie nauczyć tego, co słyszałam na koncertowej płycie Fitzgerald, więc słuchałam tego bez przerwy, aż w końcu zaczęłam śpiewać z Ellą! - opowiadała artystka w tym samym wywiadzie.Wkrótce zaczęła też występować w krośnieńskim big bandzie "Vitro band". Ale kiedy przyszedł czas na wybór studiów, Lora postanowiła zdobyć "porządny" zawód i złożyła papiery na wydział prawa. Nie dostała się jednak, a kolega z Vitro Band podsunął jej pomysł, aby spróbować swoich sił na Akademii Muzycznej w Katowicach. Tam Lora Szafran dostała się za drugim podejściem - wcześniej zdążyła jeszcze odbyć praktykę na stanowisku referentki sądowej oraz staż w zespole adwokackim. kilka brakowało, aby wyjechała do wuja do USA. Ale kiedy okazało się, iż została przyjęta w poczet studentów wydziału jazzu Akademii Muzycznej, nie zastanawiała się ani chwili. - Tamte czasy wspominam cudownie. Prawie wszyscy studenci Wydziału Jazzu mieszkali w akademiku, poznałam całe ówczesne, młode środowisko polskiej sceny jazzowej. Słuchaliśmy wyłącznie muzyki jazzowej, dyskutowaliśmy, graliśmy nocne jam sessions, tańczyliśmy do białego rana. Dziś koledzy są mistrzami gatunku i profesorami na naszej uczelni - wspominała Lora Szafran.Najpiękniejszy duet wszech czasówJednym ze wspomnianych kolegów z uczelni był Mieczysław Szcześniak. Ta znajomość wykroczyła poza szkolne mury i zaowocowała piosenką nazywaną przez wielu "jednym z najpiękniejszych duetów wszech czasów". Utwór "Za to, iż żyję", bo właśnie o nim mowa, powstał na początku lat 90. Skomponowany przez Grzegorza Czaję, z tekstem Justyny Holm, porusza temat wdzięczności za bliskość i obecność drugiej osoby. Stał się prawdziwym hitem, który podbił serca publiczności oraz krytyki, był często grany przez stacje radiowe i co ważne, oparł się próbie czasu, do dziś poruszając serca wielu melomanów.
W 1990 roku Lora Szafran wygrała festiwal w Sopocie, zdobywając Bursztynowego Słowika. Artystkę zaczęto wówczas porównywać do gwiazd takich jak Urszula Dudziak czy Ewa Bem. Mówiono, iż miała otwarte drzwi do wielkiej kariery. Po sukcesie "Za to, iż żyję" wraz z Mietkiem Szcześniakiem Lora Szafran pojawiła się wspólnie na scenie podczas różnych koncertów i festiwali, m.in. na Festiwalu w Opolu. Duet nagrał też kolejny, znakomicie przyjęty utwór "Moja Magia". Ale z wróżonej Lorze wielkiej kariery nic nie wyszło. Tyle tylko, iż artystka wcale jej nie pragnęła. Bo, jak tłumaczyła w rozmowie z Polskim Radiem, najważniejsze zawsze było dla niej śpiewanie zgodnie z własnymi przekonaniami, niezależnie od tego, czy jej twórczość będzie popularna. - Bo ja się jakoś nie pchałam i wciąż się nie pcham na afisz - wyznała Lora Szafran.Życie z dala od blasku fleszyPomimo braku rozgłosu, Lora Szafran kontynuowała swoją karierę, skupiając się na dość niszowej muzyce, docenianej przez wąskie grono koneserów jazzu. Na koncie artystki znajdują się m.in. utwory do muzyki Fryderyka Chopina czy Jeremiego Przybory. A jej płycie "Sekrety życia według Leonarda Cohena" z 2012 roku udało się choćby przebić do mainstreamu - krążek zdobył status złotej płyty. Ale jak podkreślała wielokrotnie Lora Szafran, całe życie szła pod prąd i nigdy nie przejmowała się tym, co ludzie, a w szczególności hejterzy o niej myślą. - Wiem, iż wiele moich koleżanek stosuje drakońskie diety, ale ja się nie głodzę. Należę do tego pokolenia, dla którego, gdy się śpiewa, ważne jest to, co jest w środku, a nie na zewnątrz. Poza tym jestem już w takim wieku, iż ważniejsza jest dla mnie treść, a nie opakowanie - przekonywała artystka w wywiadzie dla "Gazety Krakowskiej".Wszystko wskazuje na to, iż Lora Szafran wiedzie szczęśliwe życie z dala od blasku fleszy. Niechętnie dzieli się jego szczegółami z mediami, nie jest też obecna w mediach społecznościowych. Wiadomo jednak, iż mieszka w skromnym, ale przytulnym domku pod Warszawą. A czas, zamiast na ściankach i branżowych imprezach, woli spędzać spacerując po lesie. Wciąż zdarza jej się występować - m.in. w krakowskiej "Piwnicy pod Baranami" i w Kieleckim Centrum Kultury, była też jedną z wykładowczyń podczas warsztatów muzycznych odbywających się w Krakowie w ramach Międzynarodowej Letniej Akademii Jazzu. A kiedy nie występuje, artystka cieszy się spokojem i anonimowością. - To bardzo wygodne pójść do sklepu i nie czuć się oglądaną ze wszystkich stron. Chociaż czasem zdarza mi się, iż pani przy kasie zapyta mnie, czy jestem tą, za kogo mnie uważa. Staram się jednak zawsze pozostać incognito - wyznała Lora Szafran w wywiadzie dla "Gazety Krakowskiej".











