Jadwiga Lewandowska nagle poważnie się rozchorowała. Żadna z jej córek nie odwiedziła matki, gdy leżała w łóżku. Tylko wnuczka Zosia się nią opiekowała. Córki pojawiły się dopiero przed Wielkanocą. Jak zwykle przyjechały po swojskie przysmaki, które mama przygotowała! Jadwiga Lewandowska wyszła przed bramę, by przywitać córki.
Po co przyjechałyście? powiedziała chłodno.
Starsza córka, Bożena, zaniemówiła ze zdziwienia.
Mamo, co ty?! wykrzyknęła.
Nic się nie dzieje! Koniec, moje kochane! Całe gospodarstwo sprzedałam
Jak to? A co z nami? córki nie mogły pojąć, co się stało.
Życie w Szarowie było monotonne i przewidywalne. Każde wydarzenie, które choć trochę przełamywało tę nudę, stawało się miejscową sensacją.
Pojawienie się w wiosce Zosi, wnuczki byłej kierowniczki sklepu spożywczego, wzbudziło prawdziwe poruszenie.
Krążyły opowieści, iż co wrażliwsze kobiety aż wzdychały na jej widok.
O jaka ta Zosia! mówiły miejscowe. Mądra dziewczyna! Wszystkich przegoniła! Teraz niech zazdroszczą!
Rzeczywiście, elita wsi patrzyła na Zosię z mieszanką zawiści i podziwu, gdy ta błyszczącym SUV-em przemierzała szosę wśród domostw.
Wszyscy mieszkańcy Szarowa ustawili się wzdłuż drogi, by być świadkami tej niecodziennej chwili.
Starsze panie ocierały łzy wzruszenia chusteczkami.
Czy to możliwe? Jak w bajce o Kopciuszku!
Tak miało być! Nie bez powodu od dziecka nazywali Zosię Kopciuszkiem.
Teraz miała prawo spojrzeć z wyrozumiałą wyższością na sąsiadów, którzy kiedyś z niej kpiąc się, ciągle wyśmiewali.
Zauważyła lokalnego muzyka, pana Pawła, i ochoczo pomachała do niego z otwartego okna auta.
Panie Pawle, jak zdrowie?
U mnie wszystko w porządku! Zosiu, wpadnij do nas na próbę w klubie!
Z pewnością wpadnę!
Samochód zniknął za zakrętem, a zgromadzone tłumy rozeszły się do domów. Paweł z zadowoleniem westchnął.
Dzielna dziewczyna! Osiągnęła swoje! Teraz kolej na naszych medyków!
Stara babcia Marysia zapytała:
A co oni mają z tym wspólnego?
Ano, babciu, dzisiaj niejedną żaba z zazdrości dusić będzie. Taka przypadłość! Słyszałaś?
Marysia tylko machnęła ręką i pospiesznie się przeżegnała, ruszając do swego domu.
Paweł nie miał za złe takich żartów wiedział, iż starsza pani mówi bez złości.
Usiadł na ławce przy klubie, głębokim westchnieniem kończąc dzień. Powrót Zosi przywołał wiele wspomnień
To właśnie wiejski muzyk odegrał w życiu Zosi ogromną rolę.
Zosia wcześnie została sierotą, matka zmarła młodo, a ojciec zostawił rodzinę dawno temu.
Choć rodzina była liczna, nikt nie chciał wziąć na siebie odpowiedzialności i dziewczynka dwa lata spędziła w domu dziecka.
W końcu, coś ścisnęło serce Jadwigi Lewandowskiej i zabrała wnuczkę do siebie.
We wsi ten gest oceniono pozytywnie, a koleżanka z pracy chwaliła Jadwigę przed całym zespołem:
Gdybyśmy wszyscy byli tacy, jak pani Lewandowska!
Nie wszyscy jednak wierzyli w szczere intencje.
Teraz państwo płaci niezłe wsparcie, to Jadwiga chce na tym skorzystać. Przecież ona serca nie ma! Zawsze była sprytna!
Rzeczywiście, jako kierowniczka sklepu, miała nie najlepszą opinię. Potrafiła naciągnąć na reszcie przy kasie czy pokłócić się z każdym z sąsiadów.
Dobrze za to traktowała tylko dwie córki i syna. Syn był lekarzem w powiatowym szpitalu, a córki mieszkały w Warszawie.
Cała trójka regularnie odwiedzała mamę, ale zwykle po prowianty.
W tej sprawie Jadwiga była wzorem gospodarności miała kaczki, kury, świnki w chlewiku, które rywalizowały z kozami o karmę.
Żeby to wszystko utrzymać, uprawiała dwa hektary ziemi.
Samotnej, już nie młodej kobiecie było coraz trudniej, wynajęcie kogoś kosztowało sporo, więc przypomniała sobie o wnuczce.
Podzieliła się swoim planem z Zośką, przyjaciółką jeszcze ze szkolnych lat.
Zabiorę Zosię. Po co ma po domach dziecka się tułać? A ludzie już gadają, iż ją oddałam, wstyd!
Zośka jak zawsze poparła pomysł Jadwigi była od niej całkiem zależna jako sprzedawczyni w sklepie.
Masz rację, Jadwigo! Poza tym dziewczyna podrośnięta, na gospodarstwie pomoże.
Zośka, dzięki! Ty mnie zawsze natchniesz na dobrą myśl! Zosia zajmie się wszystkim, gdy będę w pracy.
A szkoła? Te dzieci teraz mają taki program! Moje wnuki po nocach nad książkami siedzą!
Przejdzie jej bez kółek i zajęć! Przecież nie za darmo ją karmię!
Mała Zosia była szczęśliwa chętnie wykonywała każde polecenie babci. niedługo we wsi ochrzcili ją mianem Kopciuszka.
Większość miejscowych ganiła Jadwigę za takie podejście. Coraz częściej kobiety mówiły jej prosto w twarz, co o niej myślą.
Lewandowska, opanuj się! Na Zosię patrzeć nie można, jak patyczek wychudzona! Co ty wyprawiasz?
Ale ucinała krótko:
To nie wasza sprawa! Lepiej na siebie popatrzcie w swoim oku belki nie widzicie! Moja wnuczka sama jest pracowita! Szkołę skończy na weterynarię pójdzie!
Jadwiga już zaplanowała życie wnuczki. Może i nic by się nie zmieniło, gdyby nie przypadek.
Pewnego dnia do klubu przyszła nowa kierowniczka pani Justyna, świeżo po studiach artystycznych w Krakowie.
Po kilku dniach odwiedziła każdy dom w poszukiwaniu talentów. Pawła nie musiała szukać, sam się zgłosił.
Pani Justyno, gdybym miał nowy instrument, cuda bym robił! Dawniej też po polach graliśmy, by wspierać rolników!
Już następnego dnia kierowniczka zaprosiła go:
Spróbujcie! Nie jest najlepszy, ale do użytku!
Paweł poradził sobie doskonale, gwałtownie zorganizował zespół śpiewaczy. Brakowało jednak solistki.
Bez solistki, pani Justyno, to jak barszcz bez kapusty! Skąd wytrzasnąć młodą, z głosem?
Po chwili uśmiechnęła się:
Wiem, gdzie szukać! Chodźmy do szkoły!
Casting w wiejskiej szkole był niecodzienny. Utalentowane dzieci po kolei próbowały swoich sił. Zosię zgłosiła wychowawczyni.
Zosiu, nie ociągaj się, masz dobry głos, słyszałam!
Dziewczynka była bliska płaczu:
Pani Anno, ja nie mogę Muszę do domu, babcia będzie krzyczeć!
Obiecuję, nie będzie! Sama z nią pogadam! Pomyśl, to twój los daje szansę jak los na loterii.
W oczach Zosi walczyły strach i nadzieja.
Dobrze, spróbuję. Oby gwałtownie poszło.
Zaśpiewała więc wszystko, co znała najlepiej.
Uwielbiała śpiewać, choć jej jedyną publicznością były kózki i świnki, a na roli podśpiewywały jej ptaki.
Repertuar miała bogaty od ludowych po estradę zawsze z duszą.
Justyna aż klasnęła w dłonie:
Skarb! Jak czysto śpiewa!
To był sukces po rozmowie z nauczycielkami Jadwiga musiała poluzować obowiązki wnuczki.
Bolało ją trochę, iż Zosia mogłaby zadzierać nosa. Skarżyła się na to Zośce.
To jak to teraz? Mam ją karmić za darmo? Teraz będą ją wozić na koncerty, a ja na głodowej emeryturze? Miała mi pomóc na gospodarstwie!
Dostajesz przecież dodatek na wnuczkę!
Co mi po tym dodatku? A ubranie, buty? Myślałam, iż w wakacje popracuje, zarobi parę groszy! Taka działalność to co mi da?
Zośka westchnęła z rozmarzeniem:
Ty teraz narzekasz, a pomyśl, jak kiedyś Zosia zostanie znaną artystką! Do telewizji ją zaproszą, gazety będą pisać!
Na co mi ta sława? Komu pomoże? Przecież muszę dzieciom pomagać, a na gospodarce nie ma kto pracować!
Zośka spojrzała na nią, jakby zobaczyła ją pierwszy raz.
Ludzie mają rację, nazywając cię macochą z bajki o Kopciuszku! Spójrz na wnuczkę codziennie zmęczona!
Po tej rozmowie przyjaźń się ochłodziła, a Jadwiga straciła jedyną sojuszniczkę.
Tymczasem sukcesy Zosi gwałtownie narastały. Z zespołem odwiedziła wszystkie wsie w okolicy, umilała czas rolnikom i mleczarkom.
Na powiatowym konkursie zdobyła I miejsce. Nowo nabyta sława nie zmieniła jej jednak przez cały czas była opiekuńcza wobec babci, a gdy ta ciężko zachorowała, nie odstępowała jej ani na chwilę.
Żadna z córek nie odwiedziła matki. Przyjechały dopiero na Wielkanoc, jak zwykle po swojskie wyroby.
Tym razem Jadwiga wyszła do bramy i powitała je chłodno:
Po co przyjechałyście?
Starsza, Bożena, aż się wzdrygnęła.
Mamo, co ty?! dziwiła się.
Nic, moje drogie! Gospodarstwo sprzedałam.
Jak to? A my?
Idźcie do sklepu i kupcie, co potrzebujecie! Nie mam już siły tego wszystkiego ciągnąć!
A Zosia? Co z nią?
Jadwigę ogarnął nagły żal.
Zosia to nie służąca! Nie będzie pracować na was! Gdy zachorowałam nie było was. Pojawiacie się tylko wtedy, gdy coś trzeba! Koniec z tym! Ja też chcę spokojnie przeżyć starość!
A Zosia niech się uczy, może naprawdę zostanie artystką!
Siostry odjechały z niczym, a Jadwiga poszła do Zośki.
Dziękuję ci, przyjaciółko, iż otworzyłaś mi oczy! Prawie zmarnowałam życie wnuczki. Pomóż mi sprzedać mięso!
Jakie mięso, Jadwigo?
Wszystko. Zostawiłam sobie tylko kozę!
I dobrze. A córki?
Nic. Uznaj, iż je odprawiłam. One tylko brać potrafią Nie mogę już na nie liczyć.
…Zosia przez wiele lat nie pojawiała się w Szarowie, ale regularnie dzwoniła do babci i przysyłała jej pieniądze. Ciągłe tournée i praca wykładowcy absorbowały cały jej czas, więc z trudem znalazła tydzień, by odwiedzić rodzinne strony.
Na tylnym siedzeniu słychać było szelest, a po chwili zaspany głos Jasia.
Mamo, daleko jeszcze do babci?
Syneczku, już przyjechaliśmy! O, babcia nas wita!
Pomimo wieku Jadwiga Lewandowska trzymała się energicznie. Pochwyciła prawnuka na ręce i obsypała pocałunkami.
Moje złote słoneczko! Myślałam, iż nie doczekam tej chwili!
Trochę powściągliwiej przytuliła Zosię, by nie zepsuć jej fryzury.
Oglądałam cię w telewizji, śpiewałaś najpiękniej!
Zosia objęła babcię.
Przesadzasz! Jestem zwykła, po prostu śpiewam.
Nie wstydź się, jesteś prawdziwą artystką!
Gdyby nie ty i wujek Paweł, nic by ze mnie nie wyszło zostałabym Kopciuszkiem!
Ale w bajce to wróżka zamieniła dynię w karetkę i sprowadziła księcia… Ty swoje szczęście zbudowałaś sama, własnymi rękoma.
Zosia instynktownie ukryła kiedyś zniszczone pracą dłonie, ale Jadwiga zauważyła ten gest.
Wtuliła się w ramię wnuczki. Babcia płakała i prosiła o wybaczenie, ale Zosia już dawno zapomniała dawny żal.
Najważniejsze było dla niej, iż ma na świecie bliską osobę, o którą warto dbać.
Czasem los stawia nas w trudnych sytuacjach, byśmy zrozumieli, kto naprawdę liczy się w naszym życiu i komu powinniśmy okazać serce. Szczęście buduje się nie przez wygodę, ale przez dobroć, przebaczenie i wytrwałość.
