Nadchodzi adaptacja najważniejszej, konstytutywnej – chciałoby się powiedzieć – powieści nurtu cyberpunkowego – Neuromancera Williama Gibsona. Cyberpunk z definicji jest podgatunkiem science fiction, który komentuje rozwój technologii i przemiany społeczne, tworząc spekulatywne wizje przyszłości, ale według ScreenRant to, co kiedyś wydawało się czystą fantazją, dziś zaczyna wyglądać jak opis aktualnej rzeczywistości.
William Gibson napisał ją ponad czterdzieści lat temu na maszynie do pisania. W tamtym czasie komputery osobiste były dla nielicznych, a wizja tego, iż każdy człowiek będzie nosił przy sobie telefon komórkowy, wydawała się równie fantastyczna jak latające samochody. Mimo to autor przewidział zaskakująco wiele elementów przyszłości.

W powieści definiuje on matrycę jako wspólne wirtualne doświadczenie ludzkości – graficzną reprezentację danych pochodzących z sieci komputerowych. Dziś opis ten brzmi jak opis internetu. Nie ma się co dziwić, bo słowo „cyberprzestrzeń” (cyberspace) zostało wprowadzone do naszej rzeczywistości właśnie przez Gibsona w Neuromancerze.
Istotą cyberpunku jest świat, w którym zaawansowana technologia współistnieje z wszechwładnymi korporacjami, podupadającymi państwami i ekologiczną degradacją. W Neuromancerze luksusowe orbitalne rezydencje kontrastują z neonowymi ulicami pełnymi ludzi walczących o przetrwanie. Klasa średnia niemal znika, a władzę nad światem przejmują ponadnarodowe korporacje.

Patrząc na rosnący wpływ gigantów technologicznych na gospodarkę, politykę czy globalną komunikację, trudno nie zauważyć, jak trafna była to wizja. Podobnie jest z przedstawieniem sztucznej inteligencji, która w powieści próbuje obejść narzucone jej ograniczenia.
Mało kto wie, iż Neuromancer to bezpośrednia inspiracja dla serii Matrix, Ghost in the Shell i praktycznie całego ruchu cyberpunkowego w kinie. Pozostaje mieć nadzieję, żeby nadchodząca adaptacja nie podzieliła losu Johna Cartera (albo innej adaptacji Gibsona, czyli The Peripheral), z którego tak długo czerpano (Star Wars, Avatar, etc.), iż kiedy nadszedł, to już nikt nie chciał go oglądać.





