W sandomierskich kamienicach, ratuszu, a także w witrynach sklepowych można w niedzielę (11 października) spotkać historyczne postacie. Wszystko za sprawą akcji pn. „Żywe witryny i obrazy historii”.
W tym roku oprócz królowej Bony, króla Kazimierza Wielkiego, czy księcia Henryka Sandomierskiego można również zobaczyć postacie, których nie było we wcześniejszych edycjach. To m.in 17-osobowa grupa podgrodzian, czyli ludzi, którzy mieszkali poza murami miejskimi, są także siostry benedyktynki. Wszyscy ubrani są w stroje z epoki.
– Jestem Zofią, córką Elżbiety. To była pierwsza ksienia sandomierska. Podoba mi się to wydarzenie, bo można sobie przypomnieć dawne postacie, zapoznać się z ich życiorysem – powiedziała Natalia Twardzik.
Królem Kazimierzem Wielkim był Mateusz Słowik, który powiedział, iż ta okoliczność zachęciła go do tego, aby przypomnieć sobie zasługi tego monarchy dla Sandomierza. Za jego czasów miasto bardzo się rozwinęło, zyskało m.in fortyfikacje obronne oraz zamek.
Grażyna Milarska, pomysłodawczyni i koordynatorka żywych witryn historii podkreśliła, z wbrew temu, co mówi się ostatnio o młodzieży w kontekście tragicznych wydarzeń w szkołach, ona zauważa w nastolatkach, z którymi pracuje wielki potencjał i zaangażowanie.
– Grupa, z którą współpracuję to cudowni ludzie. Podczas pogotowań było wiele ujmujących sytuacji potwierdzających autentyczne zainteresowanie rolami historycznymi. Na przykład jedna z matek wraz z synem specjalnie pojechali na pole w Radoszkach, gdzie stal kiedyś dom, w którym urodził się Mikołaj Gomółka – renesansowy kompozytor, tylko dlatego, iż chłopiec odtwarza dzisiaj tę postać – dodała.
Żywe obrazy historii można oglądać do godz. 16.00 w 23. punktach na starym mieście m.in w Domu Długosza, na ul. Mariackiej, Sokolnickiego i na ul. Opatowskiej. Wydarzenie ma przypominać o bogatej historii Sandomierza i postaciach, które miały wpływ nie tylko na dzieje miasta. ale także Polski. Jest ono częścią uroczystości ku czci bł. Wincentego Kadłubka – patrona miasta i diecezji sandomierskiej.
















