Na progu tego lata Pracując w miejskiej bibliotece, Dana uznawała swoje życie za monotonne – coraz …

polregion.pl 4 godzin temu

Na skraju tego lata

Pracując w bibliotece, czułem, iż moje życie stało się monotonne. Mało kto przychodził, większość woli internet. Przekładałem książki na półkach, co jakiś czas przecierając z nich kurz. Jedynym plusem tej pracy było to, iż przeczytałem niezliczoną ilość książek romanse, filozofię, kryminały A tu, po trzydziestce, dotarło do mnie, iż wszystko o tej romantyce wiem tylko z lektur, nie z życia.

Wiek już słuszny, dawno czas pomyśleć o rodzinie, wygląd przeciętny, zarobki nieduże PLN-y rozpływają się w rękach. Nigdy nie przyszło mi do głowy, by zmienić pracę, bo w sumie czułem się tam dobrze. Do biblioteki zaglądali prawie wyłącznie studenci, czasem jeszcze licealiści lub emeryci.

Ostatnio odbywał się konkurs branżowy na szczeblu wojewódzkim i wyobraźcie sobie wygrałem główną nagrodę: w pełni opłaconą, dwutygodniową wycieczkę nad Bałtyk.

Super. Na pewno pojadę powiedziałem z entuzjazmem mamie i przyjacielowi za moją pensję daleko bym nie pojechał, a tu szczęście z nieba.

Lato zbliżało się ku końcowi. Spacerowałem pustym brzegiem w Sopocie, prawie wszyscy turyści siedzieli w kawiarniach, bo dziś morze mocno falowało. Był to już mój trzeci dzień nad wodą, naszła mnie ochota, by samotnie posnuć się po plaży i pomyśleć o życiu.

Nagle zauważyłem jak z molo fala zmyła jakiegoś chłopaka do wody. Bez namysłu rzuciłem się na pomoc na szczęście było do brzegu niedaleko. Nie jestem wybitnym pływakiem, ale na powierzchni trzymać się potrafię od dziecka.

W falach holowałem chłopaka za kołnierz do brzegu, ale woda co chwilę mnie cofała W końcu jednak stanąłem na piasku zmęczony, ale zdeterminowany.

Wstałem cały przemoczony, w eleganckiej koszuli, która kleiła się do skóry, spojrzałem na uratowanego i się zdziwiłem:

To przecież dzieciak, może czternaście lat, tylko wyrośnięty i chyba ciut wyższy ode mnie pomyślałem i zapytałem: A ty czemu w taką pogodę do wody wchodzisz?

Chłopaka odparł dziękuję, lekko kulejąc odszedł. Wzruszyłem ramionami i patrzyłem za nim. Następnego ranka, kiedy obudziłem się w hotelowym pokoju, uśmiechnąłem się słońce świeciło aż miło, a morze chociaż lekko falowało, to dziś zapraszało lazurową barwą zupełne przeciwieństwo wczorajszego dnia.

Po śniadaniu poszedłem opalać się na plaży. Odpocząłem, a potem, bliżej wieczora, poszedłem na spacer po parku. Nagle natrafiłem na strzelnicę w szkole i na studiach byłem w tym niezły. Pierwszy strzał był niecelny, ale drugi w dziesiątkę.

Widzisz synku, tak się strzela usłyszałem za plecami męski głos. Odwróciłem się i nie uwierzyłem to był ten sam chłopak z wczoraj.

W oczach chłopaka mignął strach, widział, iż go rozpoznałem, ja zaś zrozumiałem, iż ojciec nic nie wie o incydencie w morzu. Uśmiechnąłem się lekko.

Może pan pokaże nam parę sztuczek? zagadnął wysoki, sympatyczny mężczyzna. Ja i mój syn Janek jesteśmy beznadziejni w strzelaniu, aż wstyd.

Później spacerowaliśmy razem, potem zjedliśmy lody w kawiarni i zrobiliśmy rundkę na diabelskim młynie. Liczyłem, iż może zaraz dołączy do nich mama Janka, ale obaj zachowywali się swobodnie, nikogo nie wypatrywali.

Ojciec, przedstawił się jako Antoni okazał się świetnym rozmówcą, z każdym zdaniem lubiłem go coraz bardziej.

Dawno już pan tu wypoczywa? zapytał.

Nie, dopiero tydzień, jeszcze mam drugi w zanadrzu.

A skąd pan jest, jeżeli to nie tajemnica?

Okazało się, iż całą trójką mieszkamy w tym samym mieście w Gdańsku. Wszyscy się roześmialiśmy No kto by pomyślał, w mieście się nie poznaliśmy, a tu wystarczyło wyjechać.

Janek rozluźnił się kompletnie, widząc, iż nie zamierzam ojcu opowiadać o jego kąpielowych przygodach. Pożegnaliśmy się przed północą. Odprowadzili mnie do hotelu, umawiając się na następny dzień na plażę.

Rano byłem pierwszy Antoni z Jankiem się spóźnili, prawie godzinę ich nie było.

Dzień dobry! zawołał Antoni, rozkładając ręcznik obok mnie. Wybaczy pan, zapomnieliśmy ustawić budzik, zwyczajnie zaspałem

Tata, idę się kąpać! powiedział Janek, biegnąc do wody.

Nagle poczułem się nieswojo. Zaczekaj! Przecież nie umiesz pływać!

Kto, on? zdziwił się Antoni. On świetnie pływa, choćby w szkolnych zawodach

Podrapałem się po głowie a mi się wczoraj wydawało, iż chłopak się topił.

Mieszkali w hotelu tuż obok
Kolejne dni były po prostu wspaniałe spotykaliśmy się codziennie na plaży, wieczorami rozchodzili się dopiero przed północą. Jeździliśmy na wycieczki po Trójmieście. Chciałem kiedyś pogadać z Jankiem sam na sam miałem wrażenie, iż czymś się przejmuje, ale może mi się tylko wydawało. Wiedziałem już, iż ojciec z synem mieszkają tuż obok mojego hotelu.

W końcu nadarzyła się okazja. Pewnego popołudnia przyszedł sam Janek.

Cześć, tata trochę się rozchorował, ma gorączkę powiedział ale prosiłem, żebym mógł wyjść, bo pan się mną zaopiekuje. Mam nadzieję, iż nie ma pan nic przeciwko, nie chciałem siedzieć cały dzień w pokoju.

Jasne, Janek, podaj mi numer telefonu do taty, zadzwonię i zapytam jak się czuje.

Uzyskałem od niego numer i zadzwoniłem.

Dzień dobry odpowiedział Antoni. No dzisiaj nie najlepszy, nagle mnie rozłożyło. Bardzo proszę zerknąć dzisiaj na Janka, obiecał, iż będzie grzeczny i słuchał

Proszę się nie martwić, zajmę się nim, a panu życzę szybkiego powrotu do zdrowia. Potem jeszcze pana odwiedzimy zapewniłem.

Po powrocie z kąpieli Janek wyciągnął się na leżaku obok i nagle powiedział:

Wie pan, jest pan dla mnie jak prawdziwy kumpel.

Spojrzałem pytająco.

Dziękuję, iż nie powiedział pan tacie o moim wczorajszym upadku.

Zarumienił się. To prawda, nagle fala mnie zniosła i trochę spanikowałem.

Drobiazg odparłem z uśmiechem. Zdecydowałem się zapytać Janek, gdzie jest twoja mama? Czemu jesteście tu sami?

Milczał chwilę, potem spojrzał mi prosto w oczy i wyznał chyba uważał się już za dorosłego.

Antoni często wyjeżdżał w delegacje. Janek zostawał wtedy z mamą, Martą. Od zawsze wydawało się, iż są szczęśliwą rodziną. Okazało się jednak, iż to tylko pozory. Wina leżała po stronie matki.

Pewnego dnia Antoni powiedział żonie:

Słuchaj, wysyłają mnie do Warszawy na kurs, trzy tygodnie, a po nim szansa na awans i dużo lepszą pensję

Marta nie wyglądała na zasmuconą. Po dwóch dniach od wyjazdu taty, Marta powiedziała do syna:

Synku, dziś wieczorem wpadnie mój kolega Adam z córką Basią. Musimy popracować nad projektem, a ty się zajmiesz Basią, jest trochę starsza od ciebie.

Basia okazała się przebojową dziewczyną, gwałtownie zaproponowała:

Chodź, idziemy poszwendać się po parku!

Mama dała Jankowi stówę i dodała:

Masz, zabierz Basię na lody. Nigdy wcześniej nie dawała mi tylu pieniędzy na drobne wydatki.

Bawili się razem przez trzy tygodnie. Tuż przed przyjazdem taty Basia rzuciła:

Dobrze, iż twój ojciec wraca, bo mam już dość pilnowania cię. Z ojcem się umówiłam, iż będę cię wyciągać z domu, żeby twoi rodzice mieli czas dla siebie zaśmiała się szyderczo. Moi już dawno po rozwodzie, tylko cały czas dzielą mieszkanie

Janek poczuł się źle słysząc, jak Basia drwi z jego matki oraz swojego ojca. Nie wierzył, ale wszystko układało się w całość. Po powrocie ojca w domu zapanowała ciężka atmosfera.

Powiedzieć coś? Milczeć? Komu się zwierzyć?

Po chwili usłyszał wieczorną kłótnię.

Tak, zdradzam cię. I co mi zrobisz? krzyczała matka.

Nic spokojnie odpowiedział ojciec. Składam pozew o rozwód. Syn zostaje ze mną.

Bardzo dobrze odparła matka. Będę miała nową rodzinę.

Janek gwałtownie wycofał się do swojego pokoju i stamtąd usłyszał całą rozmowę. Następnego dnia była sobota. Leżał długo w łóżku, słyszał jak matka pakowała walizki, ojciec milczał przed komputerem. Już dawno postanowił, iż zostanie z ojcem. Adama i Basi nie lubił. W końcu drzwi trzasnęły za matką.

Antoni próbował tłumaczyć synowi sytuację, ale Janek wszedł mu w słowo:

Nie musisz nic mówić, wszystko wiem. choćby chciałem sam ci powiedzieć. Najważniejsze, iż jesteśmy razem.

Jesteś już dorosłym facetem, synu ojciec pogłaskał go po głowie. Z mamą możesz się spotykać kiedy chcesz, ja ci tego nie zabraniam.

Janek jednak nie miał ochoty na kontakt z matką. Po plaży odwiedziliśmy Antoniego przynieśliśmy mu owoce, wyglądał już o wiele lepiej i obiecał, iż jutro na pewno spotkamy się na plaży.

Za trzy dni Antoni z Jankiem wyjeżdżali do Gdańska, ja zostałem jeszcze dwa dni. Lato chyliło się ku końcowi. Na skraju tego lata żegnaliśmy się. Antoni obiecał odebrać mnie z lotniska, Janek się szeroko uśmiechał.

Nie miałem żadnych planów, tylko z błogością czytałem miłe, ciepłe SMS-y od Antoniego, w których wyznawał, iż już tęskni i nie może się doczekać mojego przyjazdu.

Niedługo potem przeprowadziłem się do mieszkania Antoniego i Janka. Najbardziej ze wszystkich cieszył się Janek: był szczęśliwy z powodu ojca, siebie i mnie.

Z tego wszystkiego zrozumiałem jedno życie potrafi zaskakiwać choćby wtedy, gdy nie spodziewamy się po nim niczego niezwykłego. Czasami wystarczy odważyć się wyjść poza swoje przyzwyczajenia, by znaleźć prawdziwe szczęście.

Idź do oryginalnego materiału