Na końcu tego lata
Pracując w miejskiej bibliotece w Poznaniu, Iga zawsze uważała swoje życie za nudne. Teraz prawie nikt nie przychodził po książki przecież wszyscy siedzą w internecie. Często więc po prostu przekładała powieści z półki na półkę, zdmuchując kurz tu i tam. Jedynym, co naprawdę cieszyło ją w tej pracy, była możliwość przeczytania niezliczonej ilości książek o przeróżnej tematyce: od filozofii, po romanse. I kiedy przekroczyła trzydziestkę, dotarło do niej, iż ta cała romantyka z powieści w jej życiu nigdy się nie pojawiła.
Miała już swoje lata, wypadałoby pomyśleć o rodzinie, ale przecież ani nie była jakaś szczególnie piękna, ani nie miała dobrze płatnej pracy. Nigdy jej choćby do głowy nie przyszło, żeby ją zmieniać wszystko pasowało jak jest. Do biblioteki zaglądali głównie studenci i czasem starsze panie z sąsiedztwa.
Niedawno nauczyciele i bibliotekarze z województwa rywalizowali w konkursie branżowym. Ku swojemu zaskoczeniu, Iga wygrała główną nagrodę opłacony, dwutygodniowy wyjazd nad Bałtyk, do Międzyzdrojów.
Ale czad! Muszę jechać, podekscytowana opowiadała swojej mamie i przyjaciółce Magdzie, z mojej pensji to bym choćby do Wrocławia nie dojechała, a tu taka niespodzianka!
Lato chyliło się ku końcowi. Iga spacerowała sama po pustej plaży większość turystów w tłusty, bury dzień schowała się w kawiarniach, bo morze szczególnie dziś szalało. Była nad morzem dopiero trzeci dzień i właśnie naszła ją ochota, aby samotnie poszwendać się po plaży, poukładać myśli, pomarzyć.
Wtem zauważyła, jak nagła fala zmywa z falochronu chłopaka. Nie myśląc o sobie, momentalnie rzuciła się mu na ratunek. Dobrze, iż nie było daleko do brzegu nie była nigdy wyśmienitą pływaczką, ale od dziecka trzymała się na wodzie.
Fale pomagały jej ciągnąć chłopaka za kołnierz w stronę brzegu, to znów nagle odsuwały ich dalej. Ale Iga zawzięcie próbowała, aż w końcu, już po pas stojąc w wodzie, walcząc z nurtem, udało się jej dotrzeć do brzegu.
Mokre sukienka, przykleiła się do niej, spojrzała na chłopaka był wielki, ale, jak zauważyła, nie miał więcej niż 14 lat, tylko taki wysoki i już większy od niej. Zapytała pod nosem:
Zwariowałeś? W taką pogodę do wody?!
Ale chłopak tylko podziękował i, lekko się chwiejąc, oddalił się.
Następnego ranka Iga przebudziła się w hotelowym pokoju z uśmiechem na twarzy. Słońce świeciło już od rana, niebo bez jednej chmurki, morze tym razem spokojne, jakby przepraszało za wczorajsze sztormy.
Zjadła śniadanie i polegując na plaży łapała promienie słońca, aż późnym popołudniem postanowiła przejść się do parku. Wpadła do strzelnicy przypomniała sobie, iż jeszcze na studiach świetnie strzelała z wiatrówki, choć za pierwszym razem trafiła obok, a drugim już w środek tarczy.
Nagle zza pleców usłyszała męski głos:
Synu, patrz i ucz się jak strzela prawdziwa kobieta!
Odwróciła się z zaskoczeniem stał chłopak z wczoraj!
Chłopak wyglądał na lekko przestraszonego poznał Igę, a ona domyśliła się, iż ojciec nie ma pojęcia o wypadku. Uśmiechnęła się lekko.
Może poprowadzi pani dla nas krótki kurs? wtrącił wysoki facet z miłym uśmiechem. Ja i Jasiek jesteśmy nogi z air softu, wstyd się przyznać.
Po wyjściu ze strzelnicy poszli razem do kawiarni na lody, potem jeździli na diabelskim młynie. Iga przyglądała się tej parze liczyła, iż dołączy do nich mama Jaśka, ale nikt się nie pojawiał.
Ojciec, który przedstawił się jako Andrzej, okazał się naprawdę interesującym człowiekiem, z którym rozmowa mogła trwać bez końca. Im więcej rozmawiali, tym bardziej Iga czuła się z nim swobodnie.
Pani Igo, długo jeszcze zostaje pani nad morzem?
Pierwszy tydzień minął, jeszcze mam kilka dni.
To interesujące skąd pani przyjechała?
I wtedy okazało się, iż wszyscy pochodzą z tego samego miasta! Rozmowa popłynęła wesoło Andrzej śmiał się, iż los musiał ich połączyć nad morzem, skoro u siebie jakoś się nigdy nie spotkali.
Jasiek także już się rozluźnił, chyba zrozumiał, iż Iga nie zamierza nic wspominać ojcu o tym, co wydarzyło się na falochronie. Kiedy się żegnali późnym wieczorem Andrzej i Jasiek odprowadzili ją pod sam hotel i umówili się spotkać następnego dnia na plaży.
Następnego dnia Iga przyszła pierwsza, a chłopaki się spóźniali prawie godzinę.
Dzień dobry! usłyszała znajomy głos. Przepraszamy stokrotnie, Iga! Andrzej poprosił o wybaczenie i rozłożył koc przy niej. Wstyd się przyznać, ale zapomnieliśmy włączyć budzik.
Tata, idę się wykąpać! rzucił Jasiek i pobiegł w stronę wody.
Iga znienacka zawołała:
Stój! Przecież ty nie umiesz pływać!
Kto, on? zaskoczył się Andrzej przecież on pływa jak ryba, sam bierze udział w szkolnych zawodach!
Iga trochę się zdziwiła, ale już nic nie powiedziała. Może mi się faktycznie tylko wydawało pomyślała.
Mieszkali w sąsiadujących hotelach, a reszta ich pobytu była naprawdę bajkowa. Codziennie rano spotykali się na plaży, kończyli dzień wspólnym spacerem, czasem ruszali na wycieczki po okolicy. Iga miała wrażenie, iż coś Jaśka trapi, chciała z nim pogadać na osobności w końcu było jej to dane. Pewnego dnia na plaży zjawił się sam chłopak.
Dzień dobry. Tata się rozchorował, ma gorączkę powiedział a ja go uprosiłem, żebym wyszedł i iż pani będzie miała na mnie oko. Wyjdzie pani na chwilę? Wolałbym tu niż siedzieć sam w pokoju.
Jasiek, masz może numer do taty? podał jej od razu.
Dzień dobry, Igo usłyszała Andrzeja w słuchawce nie wiem czy taki dobry ten dzień nagle mnie rozłożyło. Jakby co, miej proszę na chłopaka oko, obiecał, iż będzie cię słuchał.
Niech pan zdrowieje, Jasiek to już prawie dorosły obiecała wesoło Iga.
Po kąpieli Jasiek usiadł obok na leżaku i nagle niespodziewanie rzucił:
Wie pani, jest pani najlepszą przyjaciółką! uśmiechał się.
A skądże ci to przyszło do głowy?
Dziękuję, iż pani nic tacie nie powiedziała, powiedział, lekko się rumieniąc. Naprawdę się wtedy spanikowałem, fala mnie zmyła i przez sekundę się pogubiłem.
Ależ proszę odpowiedziała Iga, a po chwili zapytała Jasiek, a gdzie jest twoja mama? Dlaczego jesteście tylko we dwóch?
Chłopak milczał przez chwilę, widocznie zastanawiając się czy warto mówić. W końcu jednak zdecydował się opowiedzieć, uznając chyba, iż jest już wystarczająco dorosły.
Okazało się, iż Andrzej z racji zawodu często wyjeżdżał w delegacje. W tym czasie Jasiek zostawał z mamą Martą. Z zewnątrz ich rodzina wyglądała na zwyczajną i szczęśliwą, jednak jak wyznał mama od lat miała romans.
Pewnego dnia Andrzej zapowiedział Marcie:
Słuchaj, wysyłają mnie do Warszawy na kurs na trzy tygodnie. Po wszystkim mam szansę na awans szef już coś sugerował. Moglibyśmy żyć na zupełnie innym poziomie!
Wydawało mu się, iż Marta się ucieszyła. Zaraz po jego wyjeździe powiedziała do Jaśka:
Jasiek, dziś do nas przyjdzie mój kolega Bartek ze swoją córką. Mamy z Bartkiem pracę nad projektem, a ty zajmiesz się jego córką Kasią. Jest trochę starsza od ciebie dodaje.
Kasia okazała się sprytną i wygadaną dziewczyną. Po krótkiej rozmowie w pokoju Jaśka rzuciła:
Chodźmy na spacer do parku!
Mama wręczyła Jaśkowi 300 złotych.
Masz, Jasiek, zabierz ją na lody. Jak dżentelmen, musi ją czymś poczęstować! on był zdziwiony, bo nigdy nie dostał takiej sumy.
Spędzali razem czas, ale gdy przed powrotem Andrzeja Kasia powiedziała:
Dobrze, iż twój tata wraca, bo ja już mam dość ciągłego zabawiania cię, kiedy nasi rodzice pracują. U mnie rodzice się rozwiedli, ale do tej pory dzielą mieszkanie… Jest już prawie szesnasta, idę do domu.
Jaśkowi trudno było przełknąć sposób, w jaki Kasia mówiła o mamie i Bartku. Wiedział, iż w domu zaczyna się robić naprawdę trudno. Gdy wrócił ojciec, a atmosfera była gęsta, musiał sam usłyszeć, jak mama krzyczy:
Tak, zdradzam cię, i co zrobisz? a ojciec na to spokojnie:
Nic. Złożę pozew o rozwód. Syn zostaje ze mną widzę, iż i tak ci nie zależy.
Świetnie, rzuciła Marta jutro wyprowadzam się do Bartka. Jasiek usłyszał to wszystko stojąc za drzwiami w swoim pokoju.
Następnego dnia specjalnie długo leżał w łóżku, słyszał pakowanie matki, widział jak ojciec milczy przy komputerze. Jasiek już dawno zdecydował, iż zostaje z tatą Bartek go irytował od początku, a do jego córki nie miał zaufania. Usłyszał, jak drzwi zatrzasnęły się za matką.
Ojciec próbował mu coś wytłumaczyć, ale Jasiek tylko odpowiedział:
Tata, nie musisz mówić, ja już wszystko wiem. I lepiej będzie naszemu duetowi. Kocham cię, zawsze będę z tobą.
No proszę, wyrosłeś mi tu dorosły facet Andrzej rozczochrał mu włosy. Mama zostawiła nas ty nie masz się czego wstydzić. jeżeli będziesz chciał, możesz z nią rozmawiać. Ale sama widzisz nie jestem do tego gotowy.
Po tej rozmowie, Iga i Jasiek poszli odwiedzić Andrzeja z siatką świeżych truskawek. Był już w lepszej formie i zapowiedział, iż następnego dnia wrócą na plażę.
Po trzech dniach Andrzej i Jasiek musieli wracać do Poznania, a Iga zostawała jeszcze na dwa. Lato się kończyło. Na końcu tego lata żegnali się nad morzem Andrzej obiecał, iż odbierze ją z dworca, a Jasiek uśmiechał się szeroko.
Iga nie snuła żadnych planów, po prostu z uśmiechem czytała wiadomości od Andrzeja w każdej pisał, jak tęskni i jak na nią czeka. A niedługo później Iga przeprowadziła się do mieszkania Andrzeja i Jaśka. Wyglądało na to, iż najbardziej szczęśliwy był Jasiek za tatę, za siebie i za IgęZ czasem kartonowe pudła z książkami ustąpiły miejsca wspólnym półkom, a poranki pachniały kawą, której jeszcze rok temu Iga nie znosiła, ale Andrzej parzył ją z takim zaangażowaniem, iż musiała zmienić zdanie. W bibliotece codziennie opowiadała Magdzie o Jaśku, który właśnie wygrał olimpiadę biologiczną, i o Andrzeju, który nie potrafił przejść obojętnie obok nowego kryminału na wystawie. Wieczorami szeptali sobie plany na przyszłe lata i nikt już nie myślał, iż życie jest nudne.
We wrześniu, w pierwszy dzień szkoły, Iga usiadła na ławce pod klonem przed biblioteką. Wyjęła z torebki mały notes, w którym kiedyś zapisywała cytaty z ulubionych romansów. Tym razem napisała własny: Niektóre lata kończą się zupełnie inaczej, niż sobie to wyobrażasz. Ale jeżeli dasz się zaskoczyć mogą być początkiem czegoś pięknego.
Z oddali szedł Andrzej z Jaśkiem, machając jej radośnie. Podniosła się, czując, jak wewnątrz wszystko się układa dokładnie tam, gdzie zawsze powinno być. Lato się skończyło, ale Iga wiedziała, iż od dzisiaj każda przyszłość będzie ciepła, jak wspólna herbata po powrocie do domu, i spokojna, niczym Bałtyk po burzy.
A książki? Wciąż przekładała je z półki na półkę tylko teraz już nie szukała w nich miłości, bo codziennie odnajdywała ją, po prostu wracając do siebie.





