Na peryferiach moralności

zaslepieniobrazem.blogspot.com 4 godzin temu


Podoba mi się, iż trudno określić, czym adekwatnie jest ten serial. Twórcy Na ostrzu skalpela (Haipeo naipeu, 2025, sezon 1) zmiksowali wiele gatunków, nie przywiązując się zbytnio do żadnego z nich na dłużej. Co krok zwodzą nas podrzucanymi tropami, które ostatecznie sami porzucają. Przykładowo serial zaczyna się jak dramat medyczny, by po chwili przerodzić się w thriller. Kolejny odcinek to obyczaj z elementami dramatu, ale cały czas w tle mamy zbrodnię, która wydarzyła się w pierwszym epizodzie. Końcówka drugiego odcinka to już solidny thriller psychologiczny, dodatkowo z elementami horroru. Później ponownie wracamy do dramatu psychologicznego zmieszanego z kryminałem, bo do gry wchodzi policja. I tak będzie się to zmieniało aż do samego końca serialu.

Powyższy miks gatunkowy jest celowy i stanowi zasłonę dymną, która, gdy się rozwieje, prowadzi widza do niepokojącego odkrycia - Na ostrzu skalpela opowiada o dwójce socjopatów. Gdy zdamy sobie z tego sprawę, musimy zmierzyć się z kolejną niekomfortową myślą - czy powinniśmy sympatyzować z kimś takim, jak prezentowani na głównym planie antybohaterowie? Przecież ich postępowanie powinno nas mierzić, niepokoić, powinno boleśnie kłuć naszą moralność. Z jakiegoś powodu tak się jednak nie dzieje. Dlaczego? Ano dlatego, iż - co by o bohaterach nie mówić - oni zawsze postępują w zgodzie z sobą. Bez względu na wszystko podążają własną drogą, nie próbując przypodobać się widzowi. Takich bohaterów lubimy, z takimi bohaterami się utożsamiamy. Tutaj dodatkowo ich niejednoznaczna moralność zmusza nas do ciągłego rewidowania naszych własnych przekonań.

O czym w takim razie ostatecznie opowiada Na ostrzu skalpela? Najogólniej rzecz ujmując, o relacji nauczyciel - uczeń, a choćby bardziej: mistrz - adept. Nie jest to jednak zwyczajna relacja, bo zbudowana została nie na jednej, ale na dwóch silnych osobowościach. Dodatkowo obydwie postacie dramatu skrywają względem siebie głęboko zakorzenione urazy z przeszłości. Na ekranie nic się nie liczy poza pojedynkiem tych dwóch, pozornie różnych indywiduów - które w gruncie rzeczy okazują się sobie nieznośnie bliskie.

Kyung-gu Sul, odtwarzający postać Deok-hee Choi, czyli przełożonego głównej bohaterki, jest stateczny i stanowczy. Działa w sposób przemyślany i metodyczny. Czujemy wobec niego respekt - taki sam, jaki czuje się względem mentora. Pozornym rewersem tego bohatera jest postać Se-ok Jeong (Eun-bin Park), młodej adeptki sztuki chirurgicznej. Jest impulsywna, ale i racjonalna w postępowaniu. Przekonana o swoim geniuszu potrafi podporządkować sobie całe otoczenie. Se-ok Jeong to prawdziwie nieokiełznany wulkan emocji, którego erupcje następują na oczach widzów średnio trzy razy na każdy odcinek. Najistotniejsze jest jednak to, iż aktorzy umieli wytworzyć pomiędzy swoimi postaciami napięcie, które iskrzy na ekranie niczym fajerwerki w Sylwestra.

Lubię Azjatów, bo rzadko dostrzegam w ich twórczości hamulce poprawności politycznej. Bezkompromisowość jest dla mnie wartością nadrzędną. Twórcy Na ostrzu skalpela nie oglądają się na nikogo, udowadniając, iż wiedzą, co znaczy słowo “oryginalny”. Pomimo iż scena po napisach finałowego odcinka pozostawia pewien niesmak (zdaje się być doklejona dla dobra mainstreamowej widowni), całość serialu nosi znamiona kina autorskiego, a to się ceni.

Idź do oryginalnego materiału