Preizol Band, zespół wywodzący się z Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej w Krakowie, od ponad 20 lat łączy zawodowe znajomości z muzyczną pasją. Już w niedzielę, 18 października wystąpią w Restauracji Wręga na krakowskim Kazimierzu. Początek koncertu o godz. 19, wstęp wolny. W rozmowie z KRKNews.pl Mariusz Piękoś i Grażyna Duda opowiadają o początkach grupy, inspiracjach i planach na kolejną płytę.
Małgorzata Armada, KRKNews.pl: Dlaczego Preizol Band? Co oznacza ta nazwa?
Mariusz Piękoś, współzałożyciel Preizol Band i harmonijkarz: Jesteśmy zespołem, który powstał w Miejskim Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej. Na początku nazywaliśmy się Stara Rura, ale pod tym szyldem zagraliśmy tylko jeden koncert. Później zmieniliśmy nazwę na Preizol Band. Preizol to materiał stosowany w rurach, którymi płynie ciepła woda, więc nazwa ma bezpośredni związek z ciepłownictwem.
Czy wszyscy członkowie zespołu pracują w MPEC-u?
Mariusz Piękoś: Obecnie pracuję tam ja i wokalistka zespołu, Grażyna Duda. Nasz akustyk, Krzysztof Bulek, jest już na emeryturze, ale przez cały czas z nami działa. Przez lata skład się zmieniał, więc do zespołu dołączały też osoby spoza MPEC-u.
Jak wygląda wsparcie MPEC-u dla zespołu?
Mariusz Piękoś:Mamy siedzibę w MPEC-u, a firma bardzo nam pomaga. Udostępnia nam salę do prób, zapewnia transport na koncerty i umożliwia wypożyczanie samochodu. Od czasu do czasu dokłada też pieniądze do zakupu instrumentów lub nagłośnienia. To drobne, ale bardzo potrzebne rzeczy, które ułatwiają nam działalność muzyczną.
Czy MPEC ma wpływ na Wasz repertuar?
Mariusz Piękoś: Nie, możemy tworzyć i śpiewać to, co chcemy. Firma nie ingeruje w naszą twórczość. W piosenkach poruszamy raczej problemy ludzkie.
Początki zespołu są związane z jubileuszem MPEC-u. Jak narodził się pomysł na wspólne granie?
Mariusz Piękoś: Byłem zakochany w muzyce Sławomira Wierzcholskiego. Kiedy zbliżało się 50-lecie MPEC-u, połączyliśmy siły z Wojciechem Gajochem, gitarzystą i współzałożycielem zespołu. Później dołączyli do nas Grażyna Duda, Jerzy Łabuz i Andrzej Dybol. Wystąpiliśmy po Skaldach. Był rok 2003. Publiczności się spodobało, więc postanowiliśmy kontynuować tę bluesową przygodę, która zaczęła się jako oddolna inicjatywa pracowników.
Czy mieliście wcześniej już doświadczenie muzyczne?
Mariusz Piękoś: Nie ukończyłem szkoły muzycznej. Na harmonijce zacząłem grać adekwatnie przypadkiem, ale towarzyszy mi ona przez całe życie. Od około dziesięciu lat korzystam czasem z lekcji Łukasza Wiśniewskiego, który pomaga mi uporządkować i doskonalić moje umiejętności. Jestem więc w dużej mierze samoukiem. Uważam zresztą, iż w grze na harmonijce ważne jest przede wszystkim serce, a nie tylko nuty.
Grażyna Duda: Ja z kolei mam za sobą amatorskie doświadczenia muzyczne. W młodości, kiedy byłam harcerką, grałam trochę na gitarze i śpiewałam. Z harcerskim zespołem nagraliśmy choćby płytę z piosenkami. Była to przede wszystkim muzyka ogniskowa, ale poznałam wtedy również kulisy przygotowywania albumu. Występowałam też w szkolnych przedstawieniach. Śpiewanie towarzyszyło mi przez całe życie — adekwatnie odkąd nauczyłam się mówić, śpiewałam w domu, dla siebie.
Jak określilibyście swoją muzykę? Jakie gatunki są Wam najbliższe?
Mariusz Piękoś: Kręcimy się wokół bluesa, z którego wywodzi się również rock. Ważne, żeby muzyka bujała. Można w niej znaleźć też trochę jazzu i innych gatunków. Moją inspiracją muzyczną są z pewnością Eric Clapton i B.B. King. To artyści, których najbardziej lubię słuchać.
Grażyna Duda: Ja jeżeli mogę wymienić moją ulubioną artystkę to zdecydowanie Martyna Jakubowicz.
W Waszym repertuarze są jeszcze covery czy stawiacie już przede wszystkim na własną twórczość?
Mariusz Piękoś: Na początku często brałem istniejącą piosenkę i dopisywałem do niej własne słowa. Teraz staramy się tworzyć zarówno własną muzykę, jak i teksty. Na koncertach nie gramy coverów, choć echa wspomnianych wokalistów można w naszej twórczości usłyszeć. W coraz większym stopniu zależy nam jednak na tym, żeby muzyka była po prostu nasza.
Wasza działalność to nie tylko koncerty. Macie na koncie kilka płyt, a teraz pracujecie nad kolejną.
Mariusz Piękoś: Nagraliśmy płytę „Deszcz”, później „Most Westchnień”, a następnie album z koncertu w Radiu Kraków, zorganizowanego z okazji 15-lecia zespołu i 65-lecia MPEC-u. Później własnym sumptem nagraliśmy jeszcze trzy utwory w Studiu Centrum. Teraz właśnie tam rozpoczynamy pracę nad kolejną płytą, na której chcemy zamieścić 12 piosenek. Stylistycznie będzie różnorodnie – znajdą się utwory z elementami jazzu i swingu i oczywiście bluesowe.
Kto pisze teksty i komponuje muzykę? Jak wygląda Wasza kooperacja przy tworzeniu piosenek?
Mariusz Piękoś: Teksty są moje. Już w czasach studenckich pisałem wiersze, a teraz wykorzystuję je do tworzenia piosenek. Muzykę komponuje przede wszystkim basista Adam Szydło, ale pomysły przynosimy też ja i Lukas Saci, gitarzysta. Czasem ktoś przychodzi z linią melodyczną, z której wspólnie tworzymy utwór.
Dużą rolę odgrywa również Grażyna jako nasza wokalistka. Nie trzymamy się sztywnego podziału obowiązków. Wspólnie dopracowujemy piosenki, proponujemy zmiany i szukamy najlepszych rozwiązań.
Które utwory polecilibyście osobom, które chciałyby poznać Waszą twórczość?
Mariusz Piękoś: Jednym z utworów, które publiczności szczególnie podobają się na koncertach, jest „Gdzie to jest”. Z wcześniejszych nagrań polecam też „Mazowiecką”. Sam lubię wracać przede wszystkim do piosenek z najnowszej płyty.
Grażyna Duda: Chętnie polecę tytułowy utwór z naszej pierwszej płyty, „Deszcz”. Z kolei moim ulubionym kawałkiem z nadchodzącego albumu są „Kwiaty”. Potwierdzę też słowa Mariusza – „Gdzie to jest” to nasz koncertowy hit, który publiczność chętnie z nami śpiewa. Mamy też w repetuarze piękny song o miłości „Kochaj mnie”.
Które występy szczególnie zapadły Wam w pamięć? Co uważacie za największe osiągnięcie zespołu?
Mariusz Piękoś: Gramy w krakowskich klubach i cieszy mnie, iż ludzie przychodzą, dobrze się bawią i tworzą z nami atmosferę. Występowaliśmy też w Radiu Kraków i na dużych scenach pod NCK. Najbardziej cenię jednak właśnie koncerty klubowe, na których jest 50–100 osób, słuchacze tańczą, a my mamy z nimi bezpośredni kontakt. Takich wieczorów było wiele, dlatego trudno wskazać jeden najważniejszy. Każdy jest inny, ale właśnie te kameralne występy dają mi najwięcej radości.
Grażyna Duda: Z ważnych występów na pewno wymieniłabym koncert na Rynku Głównym, podczas którego graliśmy jako support Budki Suflera. Pamiętam też ubiegłoroczny występ w „Starym Porcie” – ludzie dosłownie tańczyli na ławkach. Było cudownie.
Gdzie Was będzie można usłyszeć w najbliższym czasie na żywo?
Mariusz Piękoś: Nie mamy stałego miejsca, w którym gramy, natomast serdecznie zaprazamy na nasz koncert, który odbędzie się 18 października o godz. 19:00 w Restauracji Wręga na krakowskim Kazimierzu przy ulicy Józefa 17. Wstęp wolny.
W styczniu gramy w Klubie Awaria, natomiast w lipcu na Festiwalu „Galeria Piosenki Pięknej” w Wojcieszowie na Dolnym Śląsku. To będzie pierwza tego typu impreza w historii naszego zespołu.












