Za nami Międzynarodowy Konkurs Skrzypcowy im. Henryka Wieniawskiego. Tradycyjnie odbywał się w auli Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od razu dodam, iż w auli mojego uniwersytetu. Sam w tym miejscu spędziłem sporo podniosłych chwil, także tych muzycznych.
Uniwersytecka aula jest bowiem miejscem, w którym odbywa się wiele imprez, w tym koncerty filharmoniczne. Mimo upływu już niemal czterdziestu lat przez cały czas rozczulam się, wspominając wysłuchane tam wykonania monumentalnej IX Symfonii Beethovena czy też niedocenianej przez niektórych III Symfonii tegoż kompozytora. Dla mnie „trójka”, nazywana też „Eroicą”, to i tak najpiękniejsza symfonia świata.
Nie piszę jednak tego wszystkiego z powodu rzewnych wspominków na temat swojej młodości. Ci, którzy zechcieli przełączyć własny telewizor na TVP Kultura, mieli okazję odpocząć od wyjców zawodzących o tym, iż najfajniejsze są „majteczki w kropeczki”… Albo iż „miała matka syna”, który, choć zachowywał się jak pospolity bandzior, zgodnie z jej najskrytszym marzeniem powinien zostać „prawdziwym panem”. I nie musieli udawać, iż nie słyszą, kiedy docierającym do ich uszu tandetnym z reguły słowom o „miłości prawdziwej” towarzyszyły wylewające się cycki z przyciasnych biustonoszy ani tłuste pośladki odziane w „oszałamiające” łatki z systemami dyskretnych sznurowadeł czy tasiemek.
Dla tych odważnych słuchaczy muzyki smyczkowej była nagroda w postaci pięknych dźwięków i melodii. Muzyka smyczkowa nie jest czymś łatwym, choć same skrzypce dla wielu osób często wiążą się z przepięknymi melodiami. Każdy mógłby w tym miejscu wymienić masę rzewnych kawałków, ale nie o listę przebojów tu także chodzi. Oczywiście ważne jest to, żeby dźwięki docierające do słuchaczy i widzów były jak najpiękniejsze i wszystkich wzruszały.
Tak czy inaczej, słuchając wykonawców podczas konkursu im. Henryka Wieniawskiego, mogliśmy zaznać piękna, a przy tym odpoczęliśmy od sieczki emitowanej przez różne stacje. To naprawdę jest ważne, bo grozi nam, iż kiedyś ogłuchniemy od tego wszechogarniającego, kiczowatego hałasu.
Być może powinienem w tym miejscu napisać parę słów o uczestnikach zmagań, laureatach i kompozytorze. Być może. Ale czy to zadziała? Konkurs się skończył, nagrody rozdane, zwycięzcy podziękowali publiczności. Moje słowa o tym, iż tegoroczna edycja konkursu była nad wyraz udana i zaskakująca, i tak w tej sytuacji kilka będą tu znaczyć. Zamiast tego gorąco polecam samodzielne poznawanie muzyki poważnej.
Może komuś przydarzy się to, co kiedyś spotkało i mnie. Chopina pokochałem, słuchając płyty, którą zabrałem z worka na śmieci po sprzątaniu szafki mojej wychowawczyni z podstawówki. Beethoven i jego „Eroica” są ze mną od trzeciej klasy liceum, po konkursie, który dość przypadkowo wygrałem. Znam każdy fragment tej symfonii i mógłbym o niej opowiadać godzinami. Bardziej wolę jej jednak słuchać. Każde wykonanie daje mi siłę na długie tygodnie, a choćby miesiące życia. Wtedy też „Zenki” oraz piosenki ich równie zakręconych kolegów są dla mnie bez żadnego znaczenia.
→ Tomasz Miller
27.10.2026
• foto: Bartek Barczyk / konkurs.wieniawski.pl
• więcej tekstów autora: > tutaj















