Gershwin także jako biały muzyk balansował na skraju, łapiąc puls czarnej muzyki, ale przepuszczając ją przez własne klasyczne wykształcenie i wrażliwość. „Rapsodia”, choć odbiorcy natychmiast ją pokochali, wzbudziła sprzeczne reakcje krytyków; mówiono, iż to nie jazz, ale też nie koncert fortepianowy. To prawda: nie jest to klasyczny koncert, ale swobodna fantazja (ponoć partię solowego fortepianu kompozytor pianista na premierze częściowo improwizował, a zapisał ją później), symfoniczny blues, o którym Gershwin mówił później: „Słyszałem to jako swego rodzaju kalejdoskop Ameryki”.
„Cztery pory roku w Buenos Aires” Astora Piazzolli mają zupełnie inną genezę. Kompozytor i bandoneonista, twórca nowego tanga, napisał je dla własnego kwintetu w latach 1965–70. I on miał za sobą klasyczne wykształcenie, m.in. u Nadii Boulanger, ale bliższa mu była muzyka ulic i kawiarni rodzinnego miasta. W oryginale utwór nosi tytuł „Estaciones porteńas” – słowo porteńo oznacza tu dżentelmena z Buenos Aires. W ostatnich dekadach popularna stała się aranżacja na skrzypce i orkiestrę smyczkową autorstwa Leonida Diesiatnikowa, rosyjskiego kompozytora (od czasu wojny poza Rosją), opracowana dla skrzypka Gidona Kremera i jego orkiestry Kremerata Baltica, z dyskretnymi aluzjami do słynnych „Pór roku” Vivaldiego.
Partię fortepianu w „Rapsodii” Gershwina wykona Tomasz Marut, absolwent wrocławskiej uczelni muzycznej, w tej chwili pedagog, ale wciąż koncertujący.















