BLÖRP
Red Ball
wydanie własne, 2026
Niepozorna czerwona piłka. Toczy się ospale po ziemi, by zaraz później uderzyć z całą mocą w ścianę i rozpocząć niekończące się odbijanie, w którym na próżno szukać jakiegokolwiek wzoru. Czy uda Ci się ją złapać? choćby jeżeli nie, wodzenie za nią wzrokiem jest czystą przyjemnością, choć nadążanie za jej trajektorią może gwałtownie wywołać oczopląs.
„Red Ball” to pięć utworów sprawiających wrażenie wyrwanych z jednego, intensywnego strumienia energii i pociętych na odcinki tylko po to, by dało się je uchwycić na nośniku. To muzyka działająca na układ nerwowy, oparta na napięciu, nadmiarze bodźców i ciągłym ruchu. Rdzeniem pozostaje motoryka charakterystyczna dla krautrocka, ale potraktowana w sposób wyjątkowo nerwowy i niespokojny.
Permanentne rozedrganie poznańskiego Blörpu ustawia nas w niewygodnej, choć niewątpliwie satysfakcjonującej pozycji. Rytm pcha całość do przodu, jednocześnie podgryzając własną stabilność, a repetycje są krótkie, rwane, podatne na nagłe załamania – przefiltrowane przez noise rocka i free improv. Dźwięki są szorstkie, metaliczne, często jazgotliwe, jakby z premedytacją wypychające poza strefę komfortu. Gitary i elektronika splatają się w gęstą masę, w której trudno wskazać wyraźne granice między instrumentami.
To bardziej układ sił niż klasyczna aranżacja – każdy element metodycznie naciska na pozostałe, wymuszając reakcję. Improwizacja odgrywa tu kluczową rolę, choć nie w sensie jazzowej swobody czy dialogu. Bardziej przypomina reakcję łańcuchową: jeden impuls uruchamia kolejny, napięcie narasta, po czym zmienia kierunek.
Tymczasem „Red Ball” pozostaje gęsty, intensywny, niemal klaustrofobiczny. Działa jak zarejestrowany obiekt w ruchu, stworzony przez ludzi proponujących doświadczenie frenetyczne, nerwowe i bezpośrednie – takie, którego nie tyle się „słucha”, ile w które się wpada, tracąc na chwilę orientację.
Pogubmy się w tym razem.
FIELDS OF SUPERORGANISMS
Fields Archive 2014–2022
wydanie własne, 2026
„Fields Archive” wielkopolskiego projektu Fields of Superorganisms to ze wszech miar organiczny materiał, który na przestrzeni ośmiu lat ułożył się w archiwum słuchania świata w jego najbardziej podstawowej, przedjęzykowej formie. Kobieco-męski duet pracuje w nim metodą długiego trwania: rejestruje sytuacje, miejsca i niby niewielkie zdarzenia, pozwalając im zaistnieć na nowo dokładnie w takiej skali, w jakiej zostały usłyszane.
Projekt wyrasta z field recordingu rozumianego jako praktyka uważności. Słuchanie odgrywa tu rolę aktywnego gestu – aktu bycia w przestrzeni, w czasie, w relacji z otoczeniem. Każde nagranie nosi w sobie ślad konkretnej obecności: ciała, pogody, pory dnia, zmęczenia, skupienia. To sytuacje uchwycone w ich naturalnym trwaniu – często krótkie, fragmentaryczne, czasem ledwie zaznaczone. Tym samym album – zrealizowany w latach 2014–2022, choć wydany dopiero teraz – rozwija się jak atlas miejsc i stanów.
Obok krajobrazów naturalnych pojawiają się miejskie szczeliny, przestrzenie przejściowe i momenty zawieszenia: stacje, place, podwórka, porty, klatki schodowe, lasy i wnętrza. Każdy zapis działa jak punkt na mapie, ale mapa ta nie prowadzi od punktu A do B. Raczej zachęca do błądzenia, do powrotów, do układania własnych ścieżek odsłuchu.
Istotna jest też skala czasowa. Krótkie nagrania, zwykle kilkudziesięciosekundowe, funkcjonują jak błyski pamięci, tymczasem dłuższe fragmenty pozwalają zanurzyć się w ciągłości brzmienia. Słychać tu świat w ruchu, nieustannie zmieniający swoje akustyczne adekwatności. To lokalny przykład muzycznych soundscape studies i akustycznej ekologii, ale bez akademickiego dystansu. Podejście bliskie praktykom artystów traktujących dźwięk jako środowisko, a nie tworzywo do obróbki.
I choć nagrania te powstawały w różnych miejscach i okolicznościach, spaja je konsekwentna metoda słuchania. Dźwięki miast, wsi, natury i infrastruktury układają się w jedną, wielowarstwową tkankę – i uczą nas słuchania rzeczy drobnych, pozornie nieistotnych, odsłaniających swoją wagę dopiero wtedy, gdy pozwolimy im wybrzmieć.
KŁĘBINA
Nogi
wydanie własne, 2020
„Nogi” – wydana sześć lat temu, jedna z ciekawszych płyt w katalogu poznańskiego producenta Kłębiny – zaczyna się tam, gdzie większość sceny klubowej kończy poszukiwania melodii. Tu podstawowymi narzędziami pracy są czas i powtarzalność, a muzyka rozwija się w rytmie kolejnych kroków, stawianych metodycznie i bez pośpiechu.
Najbliżej „Nogom” do momentu, w którym niemiecka szkoła motorycznej elektroniki skręcała w stronę bezkompromisowej rytmiki – tej z przełomu dekad, gdy ciężar przesuwał się z tematu na ciągłość i napięcie. Tytuły utworów układają się w prostą, cielesną logikę ruchu, a cała płyta przypomina długą trasę, w której liczy się sam proces przemieszczania się. Kłębina buduje tu świat oparty na mechanice, w którym puls pełni funkcję osi konstrukcyjnej, a rytm pracuje konsekwentnie, krok po kroku i warstwa po warstwie.
Słychać wyraźne pokrewieństwo z wczesnymi dokonaniami Stephana Bodzina – szczególnie z okresem „Liebe ist…” (2007), gdzie najważniejsze znaczenie miały konsekwencja rytmiczna, precyzja uderzeń i niemal inżynieryjne podejście do formy – najlepszym punktem odniesienia jest tu „Stopa zwrotu (Miasto)”.
U Kłębiny melodii jest jednak jeszcze mniej – zamiast nich pojawia się zwarta, miejscami glitchowa struktura, w której każdy element spełnia jasno określoną funkcję w całym układzie. Dub techno stanowi jeden z istotnych komponentów tej estetyki, ale w wersji wyraźnie wysuniętej na pierwszy plan. Zamiast pogłosowej mgły pojawiają się ostre kontury, klarowna artykulacja i bas osadzony blisko słuchacza – dźwięk ciężki, przyziemny, pracujący na styku rytmu i fizycznego odczucia. Całość porusza się dzięki powtórzeniom, a sens odsłania się w miarę trwania i narastania zmęczenia „Nóg”.
W pewnym momencie przestajesz już „słuchać” – zaczynasz iść razem z nimi. Płyta się kończy, ale nogi przez cały czas pamiętają jej tempo.











