Mumia po raz kolejny wróciła na wielki ekran. Ostatnia próba przypomnienia widzom o jednym z klasycznych potworów filmowego świata spotkała się z negatywnym odbiorem krytyków, jak i widzów. Mumia z 2017 roku była pierwszym i równocześnie ostatnim filmem planowanej przez Universal Pictures sagi Dark Universe. Do ponownego otwarcia sarkofagu przyczynił się Lee Cronin. Tym razem jednak nie tyle z myślą o filmowym uniwersum, co o powrocie do korzeni i wyreżyserowania prawdziwego horroru z obandażowanym potworem w roli głównej.
Katie wraz z rodzicami i młodszym bratem Sebastiánem mieszkają w Kairze. Ojciec dziewczyny, Charlie, pracuje jako zagraniczny korespondent. Stęskniona za swoją ojczyzną rodzina wydaje się wieść dostatnie i szczęśliwe życie. Wszystko przerywa niespodziewane zniknięcie córki, której mimo starań nie udaje się odnaleźć. Do rodziny Cannon wracamy po 8 latach od tragicznego incydentu. Charlie i jego żona Larissa starają się kontynuować swoje życie w cieniu minionych wydarzeń. W międzyczasie na świat przyszła młodsza siostra Sebastiána, Maud. Ich życie po raz kolejny wywraca się do góry nogami, gdy odbierają telefon z Kairu. Katie została odnaleziona żywa. To tutaj zaczyna się Mumia Lee Cronina.
Kadr ze zwiastunaCórka gwałtownie wraca do swoich bliskich w Albuquerque. Szczęście rodziców z powodu odnalezienia zaginionej córki powoli ustępuje przerażeniu. Wokół Katie dzieją się coraz to bardziej niepokojące zjawiska. Samo zachowanie dziewczyny również zaczyna przerastać opiekujących się nią rodziców. Cała produkcja przypomina krzyżówkę innej produkcji wyreżyserowanej przez Lee Cronina, Martwego Zła: Przebudzenie, z horrorem w klimacie Egzorcysty Williama Friedkina.
Tak więc, dostajemy trochę brutalnych i krwawych scen, dotykamy nieco body horroru, niejednokrotnie z domieszką slapsticku i czarnego humoru. Z drugiej strony jest tutaj dramat rodziny, która najpierw próbuje pogodzić się z utratą córki, aby następnie zmierzyć się z trudnościami już po jej powrocie. Tragedia małżeństwa szczególnie mocno wybrzmiewa na początku filmu. Miałem wręcz wrażenie, iż będzie to horror w naprawdę ciężkim klimacie, w którym rodzina stara się odbudować swoje poprzednie, szczęśliwe życie. Mimo trudnej tematyki, początek nastawił mnie bardzo pozytywnie. Głównie za sprawą dobrego aktorstwa oraz chemii pomiędzy postaciami. Bohaterów bardzo gwałtownie udaje się polubić. Jednocześnie rozumiemy ich tragedię i współczujemy im.
Zobacz również: Resident Evil Requiem – recenzja gry. Czy to najlepsza część serii?
Ten swego rodzaju eklektyzm wewnątrzgatunkowy ma swoje silne, jak i słabe strony. Mumia Lee Cronina ma naprawdę świeże podejście do poprowadzenia całej akcji. Zamiast postawić na jeden sprawdzony schemat, twórcy dali nam hybrydę, która sprawdza się przez pierwszą połowę. W napięciu śledzimy akcję, nie mogąc bezpiecznie złapać się jakiejkolwiek gatunkowej kliszy. Przywodzi mi to na myśl Wcielenia z 2021 roku, które zostało wyreżyserowane przez producenta Mumii, Jamesa Wana. Co prawda, w omawianym filmie nie doświadczymy aż takiej swobody i szaleństwa jak we wspomnianym Wcieleniu, jednak twórcy sprawnie popychają akcję do przodu, jednocześnie serwując nam falami coraz to drastyczniejsze sceny z udziałem Katie. Dobrze działa również zawiązanie akcji w postaci zamieszkania Katie ponownie w rodzinnym domu. To home invasion w wykonaniu sił nieczystych, tyle iż bohaterowie sami, nieświadomi stanu córki, wprowadzają ją do swojego świata. Przez to ich losy obserwuje się z jeszcze większym przejęciem.
Z drugiej strony, ta groteska i horror spod znaku Martwego Zła nie zawsze działa dobrze w połączniu z resztą filmu. Chociażby właśnie samo wypuszczenie Katie ze szpitala do domu. Osiem lat odcięcia od społeczeństwa to jedno, ale to, jak do niedawna zaginiona dziewczyna wygląda i się zachowuje, to druga sprawa. Ekipa od charakteryzacji wykonała świetną robotę. Tym bardziej bawi, gdy okropności, które wyprawia Katie, zestawi się z reakcją rodziców, którzy zbyt długo zapewniają się, iż przebywanie z bliskimi to jedyne, czego córka potrzebuje. Całość zbliża akcję filmu do kategorii absurdu. Na tym etapie bawiłem się jeszcze całkiem nieźle, chociaż nie mam pewności, czy twórcy chcieli, abym odebrał to w taki sposób. W momencie, gdy sytuacja wydaje się nam coraz bardziej groteskowa, przychodzi druga połowa filmu, która wyraźnie dzieli całość na dwa wątki. Charyzmatyczny Charlie ustępuje miejsca policjantce Dalii Zaki, która obiecuje dowiedzieć się, co spotkało Katie.
Kadr ze zwiastunaW tym momencie Mumia łapie zadyszkę i robi się niezwykle nużąca, a kolejne zdarzenia w domu państwa Cannon to męcząca powtórka z rozrywki. W rezultacie terror rodziny po prostu trwa tak długo, aż równolegle biegnące śledztwo nie dotrze do etapu, w którym odkryte zostaną wszystkie karty i przyjdzie czas na wielki finał. Twórcy nie zdecydowali się w interesujący sposób rozwinąć wątku relacji Katie z rodzeństwem. Każda sytuacja wydaje się mieć swoje zwieńczenie w najbanalniejszy sposób, mało która postać poprowadzona jest interesująco. Każda kolejna scena z udziałem Katie wydaje się być przesadnie obrzydliwa, byle zaszokować widzów. Przynajmniej dwukrotnie miałem nadzieję, iż to już rzeczywiście koniec i dotarliśmy do finału. Mumia trwała jednak dalej, odkładając w czasie zakończenie koszmaru Charliego i reszty domowników. Na tym etapie było mi już wszystko jedno, gwałtownie straciłem zainteresowanie wydarzeniami w domu Cannonów. Wszystko, co napełniło mnie entuzjazmem na samym początku, niestety zawiodło.
Mimo wszystko, nie uważam, aby Mumia była filmem jednoznacznie złym. Na uznanie zasługuje chociażby oryginalne podejście do samego przedstawienia mumii. Osoby, które uparcie twierdzą, iż jest to Mumia bez Mumii, chyba same miały głowę owiniętą bandażem podczas seansu. Doceniam też autorskie podejście Lee Cronina. Każdy, chociażby najmniejszy eksperyment w horrorze jest milej widziany niż tworzenie kolejnej produkcji od gotowego szablonu. Znajdziemy też tutaj kilka momentów, w których przerażenie i obrzydzenie miesza się ze śmiechem, co sprawia, iż to niezły wybór na wieczorny seans ze znajomymi, którzy lubują się w horrorach. Wisienką na torcie jest scena obcinania paznokci Katie. To jednak musicie przeżyć sami. Szkoda tylko, iż do końca seansu nie pozostaje nic ze świeżości, którą film pozwolił nam poczuć na samym początku. Mam nadzieję, iż Lee Cronin znajdzie odpowiedni język do opowiedzenia kolejnej historii, tak jak udało się to z Martwym Złem: Przebudzeniem.
fot. główna: zwiastun filmu
