Msza żałobna o naszych czasach. Teatr Studio z najnowszą premierą na weekend

rdc.pl 1 godzina temu

Wydana w 1978 roku powieść „Requiem dla snu” Huberta Selby’ego przedstawia losy czterech postaci, które – dążąc do realizacji swoich pragnień – wpadają w różnego rodzaju nałogi. Opowieść odsłania procesy prowadzące do samozniszczenia, gdzie tęsknota za lepszym życiem stopniowo zamienia się w życiową tragedię. Książka opowiada o brutalnym świecie uzależnień, obsesji i rozpadu marzeń.

„Requiem dla snu” zdobyło światowy rozgłos za sprawą ekranizacji w reżyserii Darrena Aronofsky’ego pod tym samym tytułem. Jak mówi reżyser spektaklu Jakub Skrzywanek, film pojawił się w przełomowym momencie.

Film pojawiał się w Polsce w bardzo istotnym momencie transformacyjnego przełomu końca lat 90., absolutnie szalonych. Myślę, iż dzisiaj jesteśmy w bardzo zbliżonym momencie, tylko ten przełom zaraz nastąpi. Jesteśmy też wyczerpani. Cała inżynieria społeczna, wszystkie algorytmy, aplikacje, wszystko dzięki nauce tworzone jest tak, żeby ta dopamina w naszym mózgu była bezustannie karmiona – zauważa.

Jak mówi twórca spektaklu, najciekawsza była dla niego możliwość wystawienia sztuki w formie requiem.

O wiele bardziej niż sama powieść Selby'ego zainteresowała mnie sama idea wystawienia requiem. Myślę, iż udało się stworzyć mszę żałobną o naszych czasach, pełną smutku i samotności – dodaje.

Jakub Skrzywanek podkreśla także, iż ważnym środkiem do poprowadzenia tej historii była forma sennej opowieści.

Dla mnie poetyka snu była zawsze bardzo istotna. Pewien surrealistyczny kształt, do którego zapraszamy tutaj widzów, jest i będzie bardzo obecny. To na pewno jest sen, który, choć zapowiada się pięknie, staje się koszmarem – mówi.

Twórcy spektaklu pytają również o konstrukcję współczesnego świata, o strukturę i systemową architekturę uzależnień wpisaną w różne wymiary życia społecznego.

Myślę, iż sięgnięcie po „Requiem dla snu” dzisiaj jest takim gestem, który służy nie temu, żeby raz jeszcze opowiadać tę epidemię heroinową, o której w gruncie rzeczy opowiada Selby i za nim Aronofsky, taką epidemię, która ma swoje bardzo konkretne tu i teraz, a jest nim przełom lat 60. i 70. w Stanach Zjednoczonych, tylko żeby przyjrzeć się temu, od czego dziś jesteśmy uzależnieni, od czego dziś się uzależniamy i takim rodzajem wyjściowej tezy było stwierdzenie, iż dzisiaj wszyscy jesteśmy od czegoś uzależnieni – podkreśla autor adaptacji Jan Czapliński.

Muzyka, skomponowana specjalnie na potrzeby spektaklu przez Marcina Maseckiego, będzie grana na żywo podczas każdego przedstawienia. Powstaje na starych organach z przełomu lat 70. i 80. Jak twierdzi kompozytor, istotne jest tu skojarzenie z muzyką liturgiczną.

On bardzo pasuje do tej historii, bo są to organy, czyli instrument pochodzący z Kościoła i kojarzący nam się z brzmieniem kościelnym, z obrządkiem i z requiem, czyli mszą żałobną. Nie do końca mogę sobie wyobrazić, co projektanci tego instrumentu myśleli, ale zawarli w nim też syntezator i maszynę perkusyjną, czyli narzędzia ze świata tańca i imprez tanecznych – mówi Masecki.

Scenografię przygotował Grzegorz Layer, kostiumy – Lila Dziedzic, a choreografię – Karolina Kraczkowska.

W obsadzie znaleźli się aktorzy związani z oboma teatrami: Daniel Dobosz, Magda Grąziowska, Adam Nawojczyk, Anna Radwan, Rob Wasiewicz, Krzysztof Zawadzki, Marta Zięba i Ewelina Żak.

Przedstawienie „Requiem dla snu” adresowane jest do widzów dorosłych. To pierwsza koprodukcja Teatru Studio w Warszawie oraz Narodowego Starego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie.

Premiera warszawska – 17 kwietnia o godz. 19 na Dużej Scenie im. Józefa Szajny. Kolejne przedstawienia – 18 i 19 kwietnia.

Premierę w Narodowym Starym Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie zaplanowano na 25 kwietnia.

Idź do oryginalnego materiału