Mroki Albionu – przedpremierowa recenzja książki. Brytyjskie potwory

popkulturowcy.pl 2 godzin temu

Każdy kraj i region ma swój folklor, magiczne stworzenia i potwory. Te ludowe opowieści, którymi straszy się i uczy małe dzieci, wiele mówią o kulturze danego miejsca i mentalności jednego mieszkańców. Mroki Albionu. Brytyjskie legendy, zbrodnie i potwory przyglądają się właśnie temu, co przez wieki straszyło Brytyjczyków.

Zanim przejdziemy do książki, zróbmy szybki przegląd tzw. monster theory – teorii potworów. Ten nurt zakłada, iż każdy potwór ukazany w kulturze (najpierw w literaturze, dzisiaj także w kinie itd.) reprezentuje konkretny strach epoki lub danego miejsca. Posłużmy się przykładem bajki znanej chyba wszystkim: Czerwonego Kapturka. Nie boimy się w niej wilka, dzikiego zwierzęcia w lesie, ale nieznajomych o złych zamiarach. To akurat banalny przykład, ale monster theory zwykle sięga po lęki głębokie, poważne, determinowane przez realia danej epoki – na przykład pruderyjność epoki wiktoriańskiej czy izolację z czasów rewolucji przemysłowej. Ale dlaczego o tym wspominam? Mroki Albionu opierają się właśnie na monster theory.

Marta Dziok-Kaczyńska przechodzi przez różne elementy brytyjskiego folkloru i wiąże je ze współczesnymi strachami. Lekkim, łatwym do przyswojenia językiem wylicza miejscowe legendy i przekonania, a potem podaje propozycje, jakie prawdziwe obawy mogły kryć się za danym potworem, czarownicą czy magicznym stworzeniem. Wymienia zarówno angielskie potwory, szkockie skrzaty czy walijskie postacie – należy oddać honor słowie „brytyjskie” w tytule, które często spłyca się do Anglii. Na szczęście nie tutaj.

Fot. Wydawnictwo Znak

Książka jest podzielona tematycznie na magiczne stworzenia i potwory. Mamy rozdziały poświęcone wróżkom, smokom, duchom, czy potworowi z Loch Ness. Czyta się je wartko, a różne interpretacje tych samych potworów to taka bardziej rozbudowana wyliczanka różnych legend, które przez wieki przekazywano ustnie, zniekształcając kolejne wersje.

Muszę przyznać, iż na tym etapie, chociaż czytało mi się przyjemnie, zabrakło mi pogłębienia. Chętnie dowiedziałabym się więcej o tym, skąd te legendy się adekwatnie wzięły, a nie tylko poznała formę: legenda – lokalne wariacje – możliwe współczesne obawy. Natomiast w pełni wynagradzają mi to końcowe rozdziały, które są właśnie takim dopełnieniem, jakiego potrzebowałam.

Mówię tu o rozdziale z przeniesieniem folkloru do miast i zmianie w miejskie legendy na przykładzie Kuby Rozpruwacza, rozdziale z wpływem technologii i social mediów oraz turystyce śledzącej potwory. To idealne dopełnienie opowieści o wiekowych potworach bardziej współczesnym kontekstem, który zresztą pokazuje naprawdę ciekawą perspektywę.

Dla wiernego czytelnika fantastyki wiele postaci i potworów, jakie przedstawiają Mroki Albionu, będzie dobrze znana. To w końcu motywy, które odnajdujemy w największych dziełach kultury. Natomiast przejście przez potwory zanim stały się sławne, w wersji lokalnych opowieści, to przyjemne przerzucenie perspektywy. Bardziej współczesna analiza dopełnia obrazu i pokazuje ciągłość folkloru i tych samych obaw przez wieki, mimo ogromnych zmian w tym, jak żyjemy i jak się porozumiewamy.

Mroki Albionu okazały się mniej analityczne niż się spodziewałam i momentami czułam pośpiech wyliczania niesamowitych istot, ale ostatecznie bawiłam się świetnie. Nabrałam ochoty na więcej czytania o potworach w takim kontekście i poznałam nowe połączenia starych obaw z współczesnymi strachami. Nie trzeba wcale być wielkim fanem brytyjskiej historii i kultury, żeby czerpać z tej lektury i świetnie się przy niej bawić.

Premiera książki już 23 września w Wydawnictwie Znak.


Fot. Wydawnictwo Znak

Autor: Marta Dziok-Kaczyńska

Wydawnictwo: Znak

Data premiery: 23 września 2026 r.

Liczba stron: 320

Oprawa: miękka


Powyższy tekst powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Znak. Dziękujemy!

Fot. główna: Kolaż z wykorzystaniem oficjalnej okładki/Wydawnictwo Znak.

Idź do oryginalnego materiału