"Mroczna materia" wraca z 2. sezonem. Sprawdzamy, czy pokręcony hit sci-fi pozostało lepszy – recenzja

serialowa.pl 1 godzina temu

Po ponad dwóch latach wraca „Mroczna materia” i lepiej, żebyście mieli w małym palcu to, co wydarzyło się do tej pory. Sezon 2 hitu science fiction Apple TV nie traci czasu w ekspozycję, od razu wrzucając nas w środek wydarzeń.

1. sezon był stosunkowo prosty. „Mroczna materia„, kolejna ambitna produkcja science fiction od Apple TV, zaczęła się od pytania, czy jesteś szczęśliwy w swoim życiu i co by było, gdybyś gdzieś w okolicach kryzysu wieku średniego dostał szansę pójść drogą, której kiedyś z jakichś powodów nie obrałeś. Tyle iż w przypadku Jasona Dessena (Joel Edgerton), profesora fizyki z uniwerku, to, co dla kogoś mogło być szansą na szczęście, okazało się przepisem na katastrofę. I to w wielu wymiarach, dosłownie i w przenośni.

Mroczna materia sezon 2 – serial Apple TV stawia na twisty

Jak – mam nadzieję, bo za chwilę zrobi się dużo szybciej i ostrzej – pamiętacie z finału 1. sezonu, Jason, po tym jak udało mu się wrócić do swojego świata, błyskawicznie zmuszony był spakować swoją żonę Danielę (Jennifer Connelly) i syna Charliego (Oakes Fegley) i uciekać do innej rzeczywistości, ścigany przez armię żądnych krwi i miłości alternatywnych wersji samego siebie. Oglądając liczący 10 odcinków 2. sezon (widziałam przedpremierowo całość), od początku będziecie musieli być uważni, bo oprócz „głównego” Jasona po multiwersum różnych wersji tego samego życia błąka się nie tylko nasz dobry znajomy Jason 2, ale też kilku innych panów o tej samej twarzy i imieniu, których autor serialu Blake Crouch uznał za wystarczająco interesujących, by nam przedstawić. Niekoniecznie zdradzając od razu, na którego z Jasonów patrzymy.

„Mroczna materia” (Fot. Apple TV)

2. sezon błyskawicznie wrzuca nas w wir wydarzeń, począwszy od nowego życia Jasona i jego rodziny w kilku różnych odsłonach, poprzez to, co się dzieje ze zmultiplikowanym Ryanem (Jimmi Simpson) oraz Velocity i jego dawną ekipą: Amandą (Alice Braga), Leightonem (Dayo Okeniyi) i Blair (Amanda Brugel), aż po zupełnie nowe wątki, w tym m.in. nie jednej, a dwóch wersji detektywa, którego zagrał Chris Diamantopoulos („Dolina Krzemowa”). Uff. Niespodzianek w obsadzie będzie więcej, a wątków czeka was takie zatrzęsienie, iż jak uważam binge-watching za czyste zło, tak tutaj go polecam, przynajmniej jeżeli nie chcecie prowadzić notatek z każdego odcinka.

Podobnie jak w debiutanckiej serii, „Mroczna materia” łączy ze sobą szalone zwroty akcji i gonitwy po różnych wymiarach z życiowymi rozważaniami. Tyle iż tym razem jeszcze mocniej stawia na te pierwsze. Zwłaszcza cztery pierwsze odcinki są tak wypakowane akcją, iż aż nią przeładowane – a kiedy widz już ma prawo zatęsknić za drugą twarzą serialu Apple’a, na ekran wjeżdża kameralny odcinek 5, w którym znów towarzyszymy Jasonowi w momencie kryzysowym i przez dobre 30 minut nie pada głośno ani jedno słowo. I właśnie wtedy przychodzi ten moment, kiedy sobie myślimy: wow, ten serial jednak potrafi być wybitny. Nie zawsze jest, ale jak najbardziej potrafi.

Mroczna materia – sezon 2 jak Westworld i Pozostawieni

W swoich najlepszych momentach 2. sezon „Mrocznej materii” raz jeszcze dotyka w przejmujący, pełen emocji sposób najprostszych kwestii egzystencjalnych, każąc swoim bohaterom robić wszystko, by odnaleźć drogę do swoich bliskich i do samych siebie. Skojarzenia z „Lost„, „Pozostawionymi„, „Westworldem” (także dlatego, iż pojawia się jeszcze jedna gwiazda hitu HBO, oprócz Simpsona) i innymi kultowymi produkcjami łączącymi sci-fi z pytaniami o sens życia pojawiają się błyskawicznie, a jednocześnie ten miks filozofującej fantastyki z mrocznym technothrillerem jak wydawał, tak wydaje się wystarczająco oryginalny, abyśmy go oglądali bez wrażenia, iż to wszystko już było.

Tych kontemplacyjnych chwil, kiedy serial wydaje się „czymś więcej”, jest całkiem sporo, począwszy od wspomnianego odcinka 5, przez historię z domem postaci granej przez pewną charakterystyczną aktorkę, która pojawia się w drugiej połowie sezonu, aż po podróż Danieli do przeszłości, podróż Charliego, by odnaleźć to, czego mu zawsze brakowało, czy wspólny wątek trochę innych wersji Jasona i Amandy. Raz jeszcze ta egzystencjalna i jednocześnie bardzo namacalna droga przez multiwersum ku lepszemu sobie chwyta za serce, wkręca bez reszty i zachwyca sympatycznymi drobiazgami czy nawiązaniami kulturowymi. Taka filozoficzna i postmodernistyczna „Mroczna materia”, wykraczająca poza ramy „zwykłego serialu”, to rewelacja.

„Mroczna materia” (Fot. Apple TV)

Ale już technothriller w 2. sezonie wypada moim zdaniem słabiej, zwłaszcza kiedy Blake Crouch każe mi przejmować się losami postaci, które występują w kilku wersjach, a choćby w swojej wersji podstawowej mają dwie cechy na krzyż. Ani Leighton, ani Blair, ani choćby Ryan jak nie stali, tak nie stoją na własnych nogach, z jednej strony zajmując coraz więcej miejsca w fabule i ciągle dokądś biegnąc, a z drugiej sprawiając, iż zaczynam tęsknić za Jasonami, Danielą czy Amandą. Więcej ikry ma choćby detektyw Diamantopoulos, zwłaszcza w wersji ze świata, w którym nie ma współczesnych technologii (to ogólnie świetnie skonstruowany świat, trochę à la „Stranger Things”).

Na pewno raz jeszcze można pochwalić Croucha za to, iż prowadzi tę skomplikowaną, pokręconą, osadzoną w kilku różnych rzeczywistościach naraz historię bardzo klarownie. jeżeli będziecie momenty pt. „A tak adekwatnie to na którego Jasona ja właśnie patrzę?”, to tylko dlatego, iż twórca tak chciał. jeżeli nagle wam wjedzie na ekran godzina wyglądająca na mocno oderwaną od reszty, to gwarantuję, iż będzie miało to sens. Co najlepiej widać właśnie, jeżeli binge’uje się całość – co polecam i nie polecam jednocześnie, zważywszy, iż nie tak łatwo czekać jeszcze dwa i pół miesiąca na całość.

Mroczna materia sezon 2 – jak wypadają nowe odcinki?

Szybkie tempo, mnóstwo twistów i trwające czasem ponad godzinę odcinki wypakowane treścią to rzeczy, które wielu fanów z pewnością uzna za zaletę 2. sezonu. Ja wolałam „Mroczną materię” w poprzedniej, skromniejszej, mniej rozbuchanej odsłonie, co nie znaczy, iż nie doceniam pewnej ręki, jaką Crouch prowadzi nas przez nieograniczony wszechświat swojej wyobraźni. W jednej i drugiej wersji to angażująca, także emocjonalnie, i bardzo ludzka historia, obok której trudno przejść obojętnie.

„Mroczna materia” (Fot. Apple TV)

Frazesem w tym momencie jest już stwierdzenie, iż Apple TV wyspecjalizowało się w ambitnych serialach sci-fi zaspokajających coraz szersze gusta. Od kontemplującego ludzką samotność „Pluribusa”, przez zahaczający o wielkie problemy naszego świata „Silos” i zabierające nas w kosmos „For All Mankind” i „Gwiezdne miasteczko”, aż po przerażającą wersję „The Office” zwaną „Rozdzieleniem”, miłośnicy fantastyki znajdą tu dla siebie wszystko, a ci, którzy za fanów gatunku się nie uważali, zaraz nimi zostaną.

W porównaniu do najpopularniejszych tytułów „Mroczna materia” była i pozostaje zdecydowanie mniej mainstreamowa, jako iż wymaga i sporo cierpliwości, i uwagi, i zaangażowania. A jednak jest tego warta, choćby dlatego iż przede wszystkim to historia o miłości, relacjach międzyludzkich, poszukiwaniu więzi z drugim człowiekiem i trzymaniu się jej za wszelką cenę. Może i zaczyna się od kota Schrödingera, a potem stopień komplikacji tylko rośnie, ale to tylko jedno z oblicz tego serialu. Serialu, który ma wszystko, by stać się hitem nie tylko w gronie fanów sci-fi. Oglądajcie. Warto.

Mroczna materia sezon 2 – odcinki w piątki na Apple TV

Idź do oryginalnego materiału