MP - Reborn (2026)

powermetal-warrior.blogspot.com 1 dzień temu

W tym roku dużo znanych zespołów z lat 80. wydało swoje nowe płyty, a dla niektórych, jak dla niemieckiego MP, są to wręcz powroty po kilkunastu latach. Miło, iż kapele z lat 80. cieszą się na tyle dużą popularnością i kultem, iż decydują się wracać. Te powroty bywają lepsze i gorsze, ale dobrze jest widzieć, iż znów takie zespoły są wśród żywych i tworzą nowy materiał.

MP to jedna z tych niemieckich nazw, które mogą nie być tak rozpoznawalne jak Accept czy Running Wild, ale dla fanów starego, klasycznego heavy metalu zdecydowanie nie są anonimowe. Początki zespołu sięgają połowy lat 80., kiedy formacja wydała między innymi „Bursting Out” i „Get It Now”, a jej muzyka mocno zakorzeniona była w tradycyjnym heavy metalu. Później MP na długie lata zniknęło ze sceny, dlatego powrót z nowym materiałem po ponad trzech dekadach jest wydarzeniem przede wszystkim dla tych, którzy pamiętają zespół z jego pierwszego okresu. „Reborn”, który ukazał się 11 września, jest piątym pełnowymiarowym albumem MP i jednocześnie symbolicznym rozpoczęciem kolejnego rozdziału. Co ważne, muzycy nie próbują tutaj na siłę udowadniać, iż potrafią grać nowocześnie. Wręcz przeciwnie – wracają do tego, co zawsze było ich największą siłą. Może nie powstał jakiś klasyk na miarę choćby debiutu, ale nowy materiał jest solidny i wstydu nie przynosi.

„Reborn” to dziesięć utworów utrzymanych w stylistyce klasycznego heavy metalu, mocno zakorzenionego w latach 80. Nie ma tutaj przesadnej produkcji, elektronicznych dodatków ani próby przypodobania się współczesnym trendom. Jest za to sporo gitar, prostych i konkretnych riffów, charakterystycznych solówek oraz wokalu Thomasa Zellera, który nadaje całości odpowiednio oldschoolowego charakteru. Co istotne, album nie brzmi jak przypadkowa próba odtworzenia własnej przeszłości. Jest w tym wszystkim doświadczenie muzyków, ale również pewna spontaniczność, dzięki której materiał nie sprawia wrażenia muzealnego eksponatu.

Ze starego składu został wokalista, natomiast reszta składu jest nowa. Na pewno przyciąga uwagę obecność perkusisty Klausa Sterlinga, który grywał w Primal Fear. Jest też gitarzysta Jürgen Fory, który dobrze odnajduje się w muzyce MP i stara się odtworzyć klimat lat 80. Radzi sobie naprawdę dobrze, choć nie jest jakimś wirtuozem gitary. Stawia na proste, sprawdzone i bardziej klasyczne motywy gitarowe. To przekłada się na dobry poziom utworów.

Okładka jest miła dla oka, a brzmienie próbuje nawiązywać do początków kapeli, co jest jak najbardziej na plus. Płyta zawiera 10 utworów, co daje 36 minut muzyki.

Już „Bloodline” ustawia kierunek całej płyty. To krótki, dynamiczny numer, który zamiast długo się rozkręcać, od razu wchodzi z konkretnym riffem i mocnym tempem. „No Way Out” idzie bardziej w stronę klasycznego heavy metalu i pokazuje, iż MP potrafi budować utwory nie tylko na szybkości, ale również na chwytliwych gitarowych motywach. Bardzo dobrze wypada także „No Matter What It Takes”, gdzie pojawia się więcej melodii, ale bez utraty metalowego charakteru. To bardzo dobry początek płyty. Jest prosto i oldschoolowo.

Jednym z ciekawszych punktów albumu jest „Hammer Heart”. To właśnie taki numer, który mógłby spokojnie znaleźć się na płycie któregoś z klasycznych niemieckich zespołów z lat 80. Jest prosty, mocny i oparty na riffie, który nie potrzebuje żadnych dodatkowych ozdobników. Duży plus za szybsze tempo i agresywniejszy riff. To pokazuje potencjał tej formacji.

Demolator” z kolei pokazuje bardziej agresywne oblicze MP. To jeden z najbardziej speedmetalowych momentów albumu, a sam tytuł dobrze oddaje charakter tego kawałka. Nie jest to klasa światowa, ale dobrze się tego słucha.

Na szczególną uwagę zasługuje „Caught In A Lie”, najdłuższy utwór na płycie. Tutaj zespół ma trochę więcej miejsca na rozwinięcie pomysłów i nie ogranicza się wyłącznie do krótkich, szybkich numerów. Jest też „Faster”, zgodnie z tytułem bardziej rozpędzony i bezpośredni, oraz „Outer Limits”, który należy do tych kawałków, które dobrze pokazują, iż MP przez cały czas potrafi stworzyć klasyczny metalowy numer bez zbędnego kombinowania.

Emergency” ponownie stawia na energię i prostotę, natomiast całość zamyka „Shit In Your Brain”. Tytuł jest dość dosadny, ale muzycznie pasuje do charakteru zespołu – bez zbędnego patosu, za to z konkretnym gitarowym graniem. I właśnie ta bezpośredniość jest jedną z największych zalet „Reborn”.

Największym atutem „Reborn” jest właśnie autentyczność. To płyta dla ludzi, którzy przez cały czas wolą konkretny riff, gitarową solówkę i tradycyjny metalowy wokal od przesadnie wypolerowanej produkcji. Nie wszystkie kompozycje mają identyczną siłę, ale album jest zaskakująco równy i przede wszystkim nie nudzi. Po tylu latach MP nie wróciło po to, żeby odcinać kupony od dawnej sławy. Niemcy po prostu nagrali kolejny heavy metalowy album – i chyba właśnie dlatego „Reborn” wypada tak dobrze.

Dla fanów klasycznego heavy i speed metalu jest to pozycja zdecydowanie warta sprawdzenia. Szczególnie jeżeli ktoś tęskni za czasami, kiedy metal był przede wszystkim muzyką gitarową, prostą, mocną i pozbawioną niepotrzebnych dodatków. Bardzo udany powrót po latach.

Ocena: 8/10


Idź do oryginalnego materiału