Ledwo zdążyliśmy ochłonąć po fantastycznej Moralności pani Dulskiej produkcji Teatru Telewizji, a już pojawiła się na horyzoncie nowa inscenizacja sztuki Gabrieli Zapolskiej. Anna Augustynowicz zapowiedziała uwspółcześnioną wersję na deskach Teatru Narodowego, ale czy naprawdę jest ona potrzebna?
Moralność pani Dulskiej w reżyserii Anny Augustynowicz zaczyna się bardzo specyficznie. Wszyscy aktorzy są obecni na scenie. Każdy z nich zastygł w swojej pozie i zaczynają recytować swoje kwestie z tragifarsy Gabrieli Zapolskiej. Wyśmienita obsada stara się nadać swoim słowom jak najwięcej polotu, ale wciąż była to zwykła deklamacja, która dość gwałtownie zaczęła nużyć. Nie mogłam się doczekać, aż coś zacznie się na tej scenie dziać i przez krótką chwilę przestraszyłam się, iż aktorzy pozostaną nieruchomi do samego końca. Jednak ruch pojawił się wraz z przyjściem Lokatorki. Od tego momentu powoli pojawia się nieco więcej życia, ale wciąż jest drętwo i nudno.
Zobacz również: Moralność pani Dulskiej – recenzja spektaklu. Skromność to skarb dziewczęcia
Teatr Narodowy / Tobiasz PapuczysWłaśnie to jest największą słabością spektaklu Augustynowicz. Jej Moralność pani Dulskiej jest po prostu nudna. Owszem można się pośmiać z tekstu Zapolskiej, ale niestety ginie to w mało efektownej inscenizacji. Miało być współcześnie, a jest dziwnie smutno i jakoś tak bez polotu. Kostiumy są czarne, scenografia przywodzi na myśl minimalistyczne mieszkanie, z wyodrębnionymi pomieszczeniami jak salon, łazienka czy sypialnia z przewróconym łóżkiem. Brakuje tutaj tempa i utrzymania zainteresowania widza. Aż do końca nie będzie żadnych niespodzianek czy innowacyjności. Uwspółcześnienie wypadło blado i mało przekonująco. Zdaje się wręcz niepotrzebne, bo przecież Moralność pani Dulskiej broni się zwykle sama przez się.
W inscenizacji pojawiła się prawdziwa śmietanka aktorska. Tytułową Dulską zagrała Małgorzata Kożuchowska i mam tu niestety poczucie zmarnowanego potencjału. Zdecydowanie można było z niej wyciągnąć więcej, bo jakby nie patrzeć Aniela Dulska należy do bohaterek bardzo charakternych, a i sama Kożuchowska jest wyśmienitą aktorką. W propozycji Augustycznowicz jest jakby spokojniejsza, niezbyt przekonana do swoich racji i staje się tak naprawdę postacią w tle. Mela i Hesia, skrajnie różne siostry, w wersji Teatru Narodowego wydają się niesamowicie do siebie podobne. Michalina Łabacz i Paulina Szostak wiją się w dziwnych erotycznych tańcach i naprawdę kilka je różni. Cała deliktaność Meli, która ją zwykle wyróżniała w tej popranej rodzince, wyparowała.
Teatr Narodowy / Tobiasz PapuczysKamil Mrożek jako Zbyszko jest poprawny, ale niezbyt zostaje w pamięci. Tak naprawdę najlepiej wypadła Gabriela Muskała jako Juliasiewiczowa, która nadawała całości nieco energii. Momenty, w których pojawiała się na scenie były zdecydowanie najciekawiej zainscenizowne. Rewelacyjnie poprowadzony został również Arkadiusz Janiczek jako Dulski i aż żal serce ściskał, iż jest to epizodyczna postać. Mimo, iż wypowiedział na scenie tylko jedno zdanie, to bywał obecny w swój specyficzny nieobecno-flegmatyczny sposób. Jego momenty zdecydowanie były najbardziej komiczne. Zaś Hanna Wojtóściszyn jako Hanka przez większość spektaklu była tłem, ale należy oddać, iż miała swoje pięć minut na zakończenie wraz z wcielającą się w Tadrachową – Beatą Fudalej.
Moralności pani Dulskiej w Teatrze Narodowym brakuje polotu i przede wszystkim interesującego pomysłu. Całość wypada jeszcze słabiej, biorąc pod uwagę, iż niedawno Teatr Telewizji odświeżył tekst Zapolskiej, a sam spektakl okazał się naprawdę świetny. Augustynowicz zabrakło pomysłu, aby wykrzesić z tragifarsy coś interesującego i innowacyjnego. Wyszło szaroburo i mało zabawnie. Mimo rewelacyjnej obsady efekt był dość przeciętny i raczej nie zapadnie widzom w pamięci.
Fot. główna: Teatr Narodowy / Tobiasz Papuczys













